• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[19.10.1972 wczesne popołudnie] Ghost song | Benjy, Prue

[19.10.1972 wczesne popołudnie] Ghost song | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
9 godzin(y) temu ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 9 godzin(y) temu przez Benjy Fenwick.)  
Nie miałem nic przeciwko długim spacerom, większość czasu przemieszczałem się na własnych nogach, ponieważ niespecjalnie przepadałem za teleportacją lub korzystaniem z kominków, ale moja relacja z londyńską aurą pozostawała, delikatnie mówiąc, dość skomplikowana. Nie mogłem powiedzieć, żebym szczególnie przepadał za październikem w miejskiej dżungli, po której wąskich przesmykach, otwartych placach i pustych uliczkach wiatr hulał znacznie bardziej niż w między drzewami w jakimkolwiek lesie, chociaż miałem dostatecznie dużo doświadczenia z brytyjskim klimatem, żeby nie narzekać głośno na całkiem ładną pogodę - przez ostatnie tygodnie zdążyłem już przypomnieć sobie bowiem na własnej skórze, że angielska jesień w niektóre dni potrafiła obrzydzić nawet zwykłe wyjście po papierosy, a dziś nie było aż tak znowu źle. Szedłem obok Prudence, trzymając dłonie w kieszeniach i od czasu do czasu zerkając na wystawy mijanych sklepów, chociaż - umówmy się - większość z nich nie miała nam niczego interesującego do zaoferowania. Znałem już tę trasę całkiem dobrze, choć wciąż zdarzało mi się odkrywać miejsca, które wcześniej umykały mojej uwadze. Chłodne podmuchy mierzwiły mi włosy, wpychając je w usta i oczy, wciskały też liście w szczeliny między kamienicami, gdzie później zalegały aż do pierwszego porządniejszego deszczu, który robił z nich śliską, brunatną papkę z charakterystycznym dźwiękiem klejącą się do podeszw butów.
Zatrzymałem wzrok na jednym z szyldów, potem na znajomym wejściu do sklepu, w którym kiedyś spędziłem zdecydowanie więcej czasu, niż zamierzałem, ale ostatecznie uznałem, że mogłem sobie pozwolić na odłożenie interesów na znacznie, znacznie później. Miałem jeszcze trochę czasu do planowanego spotkania, poza tym towarzystwo Prudence stanowiło wystarczające usprawiedliwienie dla spędzania popołudnia na włóczeniu się po mieście bez konkretnego celu, nawet jeśli w praktyce oznaczało to głównie chodzenie za nią po sklepach i udawanie, że interesowały mnie zawartości kolejnych półek z osobliwymi przedmiotami albo sporządzanie listy zakupów medykamentów. Może sam nie miałem szczególnej ochoty na spotkanie z Johnem, ale Penelope była osobną sprawą i nie widziałem powodu, dla którego miałbym jej unikać, więc zahaczenie o rodzinny biznes Bletchleyów nie spotkało się z moim sprzeciwem. Skoro mieliśmy już uzupełniać domowe zapasy, mogłem przy okazji sprawdzić, czy nie potrzebowałem czegoś do własnych praktyk. Zawsze znajdowało się coś, czego brak zauważałem dopiero wtedy, gdy było mi potrzebne, co zresztą stanowiło jeden z tych drobnych problemów, których nigdy nie udawało mi się skutecznie wyeliminować. Zresztą, gdybyśmy mieli unikać wszystkich miejsc, w których ktoś nie przepadał za moim towarzystwem, musielibyśmy chyba przeprowadzić się do jakiejś nory w wyjątkowo odległej części kraju.
Ominąłem niewielką kałużę przy krawężniku, po czym znowu zwolniłem, dostosowując krok do tempa żony. Nie miałem szczególnego doświadczenia w pracy antropologa, właściwie to nigdy nie pracowałem przy jakimkolwiek biurku albo stalowym stole, ale potrafiłem sobie wyobrazić, że nocne dyżury w Biurze Koronera miały swoją specyfikę, w której meandry niekoniecznie chciałbym się zagłębiać, bo z zasady nie przepadałem za ministerialnymi interesami. Wolałem miejsca, w których można było przynajmniej liczyć na to, że nikt nie zacznie zadawać niewygodnych pytań dotyczących pochodzenia przedmiotów znajdujących się w mojej torbie.
- Zawsze moses splóbowaś wmówiś sobie, sze czeka cię wyjątkowo ekscytujący wieczól w towaszystwie całkiem nowych nieboszczyków. - Kącik ust drgnął mi lekko. Wiatr przyniósł mi pod nogi kilka liści, jeden przykleił się do mokrej podeszwy buta, więc strząsnąłem go przy krawężniku. - Podobno niektószy mają całkiem intelesujące histolie do opowiedzenia, tylko tszeba ich odpowiednio zachęciś do losmowy. - Zauważyłem, zerkając na nią z ukosa, bo nie wątpiłem, że moja odpowiedź była dokładnie tak samo światła, co zupełnie nieodkrywcza. Odkąd się pobraliśmy, coraz częściej łapałem się na tym, że planowałem powrót do domu z uwzględnieniem tego, czy będzie już na miejscu, co było dość niepokojącym odkryciem dla kogoś, kto przez większość dorosłego życia uważał, że najlepiej funkcjonował wtedy, kiedy nikt nie próbował ustalać mu godzin posiłków ani pytać, dokąd właściwie zamierzał się wybrać.
- Ewentualnie mogę cię polwaś pszed świtem. - Dodałem po chwili. - Wiem, bszmi ladykalnie, ale zwasz, sze mam pewne doświadczenie w opuszczaniu miejsc, w któlych moja obecność pszestała byś mile widziana. - Zerknąłem na nią znowu, tym razem tylko kątem oka, wyraźnie zadowolony z własnego pomysłu, chociaż nie miałem zamiaru rzeczywiście go realizować - znałem wystarczająco dużo sposobów na ściągnięcie na siebie kłopotów, żeby nie musieć angażować w nie jeszcze jej miejsca pracy, poza tym istniała spora szansa, że ktoś z premedytacją potraktowałby moją obecność nadmiernie poważnie, co oznaczałoby konieczność wymyślenia całej historii, znalezienia odpowiedniego argumenty i prawdopodobnie spędzenia połowy nocy na odpowiadaniu na wyjątkowo dużo pytań.[/b]


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (726), Prudence Fenwick (370)




Wiadomości w tym wątku
[19.10.1972 wczesne popołudnie] Ghost song | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11 godzin(y) temu
RE: [19.10.1972 wczesne popołudnie] Ghost song | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 9 godzin(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa