Lyssa wyciągnęła dłonie ku Astorii, na moment ujmując ją w uścisku i tym samym witając się z kuzynką. Za plecami obrazy powoli znajdowały swą drogę do środka, ale nie przejmowała się przesadnie pracownikiem, który się tym zajmował. Ufała, że poradzi sobie z tym znakomicie, szczególnie że już wcześniej pomagał jej przy chociażby dostarczaniu projektów do The Globe. Kiedy skończył pochód, ulotnił się, nie mając zamiaru przeszkadzać Dolohov i Avery.
— Wcale nie zamęczyłaś, o to nie musisz się martwić — dziewczyna uśmiechnęła się do kuzynki lekko. Ktoś może gotowy byłby pomyśleć, że taka ilość pracy była pewnym wyzwaniem, ale prawdę powiedziawszy ciężko było to w ten sposób traktować, kiedy miało się całe dnie do własnej dyspozycji i rozplanowania. Nic innego na nią nie czekało, nie zajmowało kalendarza i nie wpływało na niego, no chyba że sama tak zadecydowała. Dodatkowo wszyscy w Prawach Czasu wydawali się mieć ostatnio dla niej mniej czasu, w związku z poruszeniem dookoła tego okropnego Instytutu.
— Ostatnich wydarzeń? — zapytała odrobinę zdziwiona. Zaraz zlękła się na moment, że Astoria była osobą, do której jakimś cudem doszły wieści o tym, że umówiła się z Aidanem Parkinsonem. Poprawka, właściwie to została umówiona, a ona tylko się na ten pomysł zgodziła. Tak zamierzała przedstawiać tę sytuację (bo w sumie była to przecież prawda), a dzięki temu nie czuła się aż tak terroryzowana wspomnieniami sraki z sześćdziesiątego dziewiątego. Po chwilowym lęku, odrzuciła jednak ten pomysł, dochodząc do wniosku ze kuzynce chodziła chyba o Spaloną Noc. — Dobrze? Mam nadzieję, że nie zmartwię cię mówiąc, że niewiele mam w tej kwestii do powiedzenia. Wszystko wróciło do normy — wzruszyła ramionami. Niewiele było w niej jakiegoś żalu i współczucia dla osób, które nie były tak fortunne jak ona i chyba zakładała, ze u Astorii też było wszystko w najlepszym początku, ale jak sobie tak o tym pomyślała, to przecież o to nie pytała, a tego wymagało dobre wychowanie. — A ty? Miewasz się dobrze? — nawet jeśli chodziło o jakiś taniec dookoła tematu, wymuszony etykietą, to kiedy tylko ta myśl zaświtała jej w głowie, faktycznie poczuła się zmartwiona, ze Avery może miała się z jakichś pwodów gorzej. Wreszcie jednak, przyszła pora na prezentację.
— Dziękuję — odpowiedziała Lyssa, zgrabnie przeskakując na rodzimy język. — Ta książka, którą mi podesłałaś, może nie wspominała bezpośrednio o tym, ale trafiłam w międzyczasie na wzmianki o tym, że na Wyspach Brytyjskich niektórzy nie tyle oddają cześć bogom co miejscom, więc postanowiłam do tego też się odnieść. Nigdy tam nie byłam, więc korzystałam ze zdjęć — wyjaśniła, stając przed krajobrazami, bo te wydawały się jej najbardziej kontrowersyjne z całego zestawienia. Astoria przecież prosiła o świętych, a ona zrobiła jej widoczki. Nie znaczyło to jednak, że któraś z ikon odstawała od reszty. Wszystkie obrazy wydawały się wykonane z taką samą starannością i precyzją, którą osiągała dzięki swojej pamięci.
— To bardzo ciekawe pytanie — powiedziała po chwili zastanowienia, spoglądając razem z nią na przedstawienie Trójbogini. — Mam nadzieję, że nie zmartwię cię przesadnie kiedy stwierdzę, że niekoniecznie o tych rzeczach myślałam. Przemijanie wydaje się rozważaniami raczej dla starych ludzi — uśmiechnęła się do Avery lekko. — Nigdy nie byłam przesadnie zaangażowana w uniesienia religijne. Dla niektórych to świętość, dlatego że jest na płótnie konkretna figura. Dla mnie, bo jest to sztuka.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.