Wczoraj, 11:23 ✶
Atreus był tym typem człowieka, który pewnie zorientował się, że nie ma racji, ale z czystego uporu albo przekory był gotowy brnąć w swoje, choćby po to, żeby drugiej osobie nie poszło za łatwo, więc Brenna jakoś nie dziwiła się, że z porannych wyjaśnień Victorii niewiele wyszło. Ale oni oboje byli niesamowicie uparci: mogła sobie wyobrazić mniej więcej jak wyglądała ta rozmowa.
– Może podarujmy tę drugą rundę? – zasugerowała nieśmiało, bo miała przeczucie, że mogłaby być bardziej zacięte niż pojedynki w Klubie. – Myślałam, że te reguły to atakować tylko na sygnał, nie uderzać w leżącego przeciwnika, nie używać zaklęć powodujących rany… Ale mogę dopytać dziadka czy wycieranie przeciwnikami podłogi mieści się w zakresie regulaminu – stwierdziła, chociaż po prawdzie nie miała zamiaru iść ani o to pytać, ani w ogóle wnikać w tę sytuację. Prawdopodobnie tylko by wszystko pogorszyła, a poza tym naprawdę wystarczyło jej, że – była pewna – mama zapyta o to, o czym rozmawiała z Victorią i Atreusem, i czy Victoria i Atreus się zaręczają, i odpowiedzi takie jak „o pracy” i „nie” mogą okazać się dla niej mało satysfakcjonujące.
– Zna też od wielu lat jej rodziców. I doskonale wie, że oni mogliby coś takiego zaplanować – stwierdziła po prostu. Nie dodała tego, ale ba, mogliby nawet to zrobić za jej plecami. Victoria powiedziała jej, że nigdy więcej do czegoś takiego nie dopuści, ale przecież Brenna nie pobiegła od razu z tymi informacjami do dziadka: rodzina wiedziała więc głównie, że relacja Sauriela i Victorii była „skomplikowana” i ostatecznie zaręczyny zostały zerwane. – Po prostu przygotuj się do rewanżu – poradziła jeszcze bezczelnie.
A potem pojawiła się koperta.
Jedna.
Zaraz za nią druga. Też rozdarła się i zagrzmiała, a później kolejna, i Brenna nie miała pojęcia, czy to kolejne części, czy nie, ale brzmiały wkurzająco. A słowa Atreusa sprawiły, że jej twarz trochę stężała, bo pomyślała najpierw o Stanleyu Borginie, potem o życzeniach ślubnych, a potem o kopercie ze zdjęciem, zrobionym w jej mieszkaniu. Uniosła różdżkę, kiedy kolejne trzy listy zostały wrzucone do pokoju przez jedną sowę, próbując zniszczyć pierwszy z nich.
– To nie pierwszy raz, gdy dostaję dziwne wiadomości – mruknęła do Victorii. Zawahała się nad wypowiedzeniem imienia Stanleya z tego prostego powodu, że aż za dobrze pamiętała, co Atreus mówił o nim nocą. I to niekoniecznie musiał być on.
– Może podarujmy tę drugą rundę? – zasugerowała nieśmiało, bo miała przeczucie, że mogłaby być bardziej zacięte niż pojedynki w Klubie. – Myślałam, że te reguły to atakować tylko na sygnał, nie uderzać w leżącego przeciwnika, nie używać zaklęć powodujących rany… Ale mogę dopytać dziadka czy wycieranie przeciwnikami podłogi mieści się w zakresie regulaminu – stwierdziła, chociaż po prawdzie nie miała zamiaru iść ani o to pytać, ani w ogóle wnikać w tę sytuację. Prawdopodobnie tylko by wszystko pogorszyła, a poza tym naprawdę wystarczyło jej, że – była pewna – mama zapyta o to, o czym rozmawiała z Victorią i Atreusem, i czy Victoria i Atreus się zaręczają, i odpowiedzi takie jak „o pracy” i „nie” mogą okazać się dla niej mało satysfakcjonujące.
– Zna też od wielu lat jej rodziców. I doskonale wie, że oni mogliby coś takiego zaplanować – stwierdziła po prostu. Nie dodała tego, ale ba, mogliby nawet to zrobić za jej plecami. Victoria powiedziała jej, że nigdy więcej do czegoś takiego nie dopuści, ale przecież Brenna nie pobiegła od razu z tymi informacjami do dziadka: rodzina wiedziała więc głównie, że relacja Sauriela i Victorii była „skomplikowana” i ostatecznie zaręczyny zostały zerwane. – Po prostu przygotuj się do rewanżu – poradziła jeszcze bezczelnie.
A potem pojawiła się koperta.
Jedna.
Zaraz za nią druga. Też rozdarła się i zagrzmiała, a później kolejna, i Brenna nie miała pojęcia, czy to kolejne części, czy nie, ale brzmiały wkurzająco. A słowa Atreusa sprawiły, że jej twarz trochę stężała, bo pomyślała najpierw o Stanleyu Borginie, potem o życzeniach ślubnych, a potem o kopercie ze zdjęciem, zrobionym w jej mieszkaniu. Uniosła różdżkę, kiedy kolejne trzy listy zostały wrzucone do pokoju przez jedną sowę, próbując zniszczyć pierwszy z nich.
– To nie pierwszy raz, gdy dostaję dziwne wiadomości – mruknęła do Victorii. Zawahała się nad wypowiedzeniem imienia Stanleya z tego prostego powodu, że aż za dobrze pamiętała, co Atreus mówił o nim nocą. I to niekoniecznie musiał być on.
Rzut W 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.