Teoretycznie nauszniki powinny być, ale w praktyce często wyglądało to tak, że wykwalifikowani czarodzieje je sobie po prostu wyczarowywali. W szkole było inaczej, brało się odpowiedzialność za dzieci i tak dalej. Ogólnie wiadomo – lepiej było mieć faktyczne nauszniki niż takie, które ci mogą zniknąć, ale to nie była żadna nadzwyczajna praktyka: w Towarzystwie Herbologicznym robili to samo, to znaczy musieli je sobie wyczarować.
– Czyli… – zaczęła Victoria, próbując podsumować to, co mieli. – Dom wydaje się być całkowicie opuszczony przynajmniej od kilku dni? To niedojedzone jedzenie brzmi albo jak jakaś nagła ewakuacja – zazwyczaj z powodu zagrożenia życia. – Albo jakby ktoś się ewakuować nie zdążył – dokończyła, składając do kupy rzeczy, jakich dowiedzieli się Brenna i Atreus. – Ale nie było tam widać żadnych śladów walki i tak dalej? – upewniła się jeszcze, ale sądziła, że gdyby coś takiego któreś z nich znalazło, to by powiedziało.
Spróbowali najpierw nauszników od Brenny, ale jako, że mogli się w nich nadal słyszeć, to nie wchodziły w grę jako ewentualna ochrona przed mandragorami. Wersja stworzona przez Atreusa była znacznie lepsza. A skoro mieli już wszystko…
– Wychodzi na to, że jednak musimy zejść przez klapę – mruknęła.
Brenna zaprowadziła ich do znalezionej przez siebie klapy w spiżarni, a gdy ją otworzyli, Lestrange mimowolnie jęknęła, czując ten znajomy już zapach. Na moment wstrzymała oddech, ale to był bardziej odruch.
– Ciekawe jak je tam wsadził, skoro musiał się tak namęczyć z powozem – mruknęła, zerkając w dół. Panowała tam tylko ciemność. – Wiecie co, może ja pójdę pierwsza. Na wypadek jakby na dole czaiły się jakieś diabelskie sidła, co nie jest znowu takie niemożliwe… – dodała i wyciągnęła swoją różdżkę, by na jej końcu zapalić światło. Co prawda Urquart przejawiał obsesję na punkcie mandragor, ale kto wie, co trzymał w piwnicy. A diabelskie sidła akurat lubiły takie ciemne i wilgotne, niemal duszne miejsca… i jeśli nikt nie miał innych pomysłów, to jako pierwsza zaczęła schodzić po drabinie. Póki co z nausznikami tak założonymi, żeby jedno ucho nie było całkowicie zasłonięte i mogła słyszeć.