Miała całkiem dużo pracy, od wydarzeń Spalonej Nocy minął bowiem dopiero miesiąc, ale udało jej się wygospodarować trochę czasu, by w ciągu dnia wpaść na spotkanie do biura Laurence’a. Miała przy tym nadzieję, że to szaleństwo nadgodzinowe wkrótce się skończy i przestanie pracować w tak dziwacznym wymiarze godzin, jak to miało ostatnio miejsce.
Przyszła na obrady komisji w przepisowym autorskim mundurze, chwilę przed czasem, nie znosiła się spóźniać. Przywitała się z kuzynem i z Anthonym, obdrzając ich ciepłym uśmiechem, Basiliusa, z którym miała okazję porozmawiać pierwszy raz miesiąc temu podczas pogrzebu, nieco bardziej zachowawczym, a całą resztę, której nie znała – witajc skinieniem głowy. Nie podawała ręki, jeśli nie było to absolutnie konieczne, bo nie miała ochoty oglądać skrzywionych min przypominających jej o tym, jak bardzo jej lodowata obecność i dotyk są nieprzyjemne dla większości ludzi. Usiadła na miejscu i szybko zajrzała do teczki, przebiegając wzrokiem po agendzie dzisiejszego spotkania.
Jeśli ktokolwiek zastanawiał się, co takiego auror robi na spotkaniu, szybko stało się to jasne, gdy Laurence zaczął przedstawiać osoby obecne przy stole i kim kto jest – i bardzo dobrze, bo rzeczywiście nie znała tutaj wszystkich, a choć sama była całkiem dobrze znana po nieszczęsnym Beltane (i to nie ze względu na własne zasługi, a pewnego rodzaju pecha – lub szczęście, zależy jak spojrzeć), to pewnie nie każdy wiedział, że prócz pracy dla Ministerstwa, całkowicie prywatnie parała się wytwórstwem eliksirów i maści. Była też jedną z osób poszkodowanych podczas Spalonej Nocy, spędziła na zewnątrz tyle czasu, że nie było możliwości, by wyszła z tego bez szwanku, a kaszel męczył i ją…
Wysłuchała w ciszy przemowy Laurence’a i później tego, co miał do powiedzenia Anthony, a choć miała pierwsze pytania natury raczej organizacyjnej, to nie przerywała im, czekając na odpowiedni moment na ewentualne pytania.
– Czy skoro będziemy mieć dostęp do laboratorium w Klinice, będzie ono czynne dla nas w jakichś określonych godzinach? – pytała z tego powodu, że sama miała pracę w… dość różnych godzinach. A to, co zamierzali tutaj robić, było dla niej raczej zajęciem poza godzinami pracy zawodowej. – Czy będziemy prowadzili jakieś dzienniki badań, żebyśmy nie powielali swojej pracy? – zakładała, że wstępnie powinni zrobić jakąś burzę mózgów i wytyczyć kierunek badań, ale ze swoich doświadczeń z eksperymentowaniem z recepturami i opracowywaniem specyfików, które nie były dotąd w powszechnym obiegu, wiedziała, że to nigdy nie było takie proste, by wszystko się udało za pierwszym razem. Znalezienie właściwego kierunku zwykle trwało.