W tym momencie najważniejsze było bezpieczeństwo Lucy. Dwójka nagabywaczy zdawała się nie odpuszczać. A już na pewnie nie tej zbyt pewny siebie chłopak.
Stanley miał wrażenie, że ktoś wymówił jego imię. Nie zanotował jednak skąd to dokładnie padło, czy gdzieś z tłumu czy może od kogoś z bliskiej okolicy. Teraz to jednak było nieważne.
Danielle próbowała uspokoić Samuela, jednak bezskutecznie. Chłopak miał już ułożony swój plan w głowie. Chciał przywitać Borgina swoją pięścia. Na całe szczęście bezskutecznie. Wystarczyło odsunąć lekko głowę na bok, a cios przeleciał obok. Może gdyby spróbował z zaskoczenia to poszłoby mu dużo lepiej?
Stanley posiadając przeszkolenie brygadzisty wiedział, że zarzewia konfliktu należy gasić, a nie wzniecać. Nie miał w planach krzywdzić Carrowa, lecz dać mu do zrozumienia, że postąpił źle.
Złapał chłopaka za przysłowiowe fraki przy samej jego szczęce - Żeby to mi był kurwa ostatni raz - ostrzegł go. Miał ochotę odwdzięczyć się tym samym, jednak utrzymał emocje na wodzy. Nie dał się sprokować. W końcu patrzyła Lucy - Inaczej nie ręcze za siebie - dodał zwracając uwagę Samuelowi, że ten zachował się dosyć nietaktowne próbując powalić go swoją pięścia.
Jako, że nie miał złych zamiarów, puścił go od razu aby odejść krok na bok i zwrócić się do Jackie - Nic Ci się nie stało Lucy? - zapytał. Jeszcze tylko tego by brakowało, że ich mała sprzeczka zraniłaby Jacqueline... znaczy Lucy.
Z każdą kolejną sekunda czuł jak smak suszonej pomarańczy z goździkami, kawałkiem anyżu i laską cynamonu zaczyna słabnąć, a na pierwszy plan wychodzi malinowy posmak. Czyżby amortencja przestawała działać?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972