21.03.2023, 23:12 ✶
- Och, to całkiem ładny pierścionek – zapewniła Florence z uśmiechem. Widziała zażenowanie Patricka. I przyjęła je z pewną ulgą, bo wolała, by był zażenowany niż by amortencja pozostawiła po sobie uczucie goryczy. Teraz mogła więc z tego po prostu żartować, skoro on też postąpił w ten sposób. I też cieszyła się, że zachował się tak wobec niej, a nie na przykład stojącej obok Eunice. To byłoby znacznie trudniej wyjaśnić.
Otworzyła dłoń, w której trzymała pierścionek i obróciła go w palcach.
– Za sykla? Skoro tak, to chyba mogę go zatrzymać? Jako rekompensatę za szybkie zerwanie zaręczyn – oświadczyła. – Było to bardzo nieodpowiedzialne ze strony osoby, która ci ją dała. Które to było stanowisko? Macmillanówny?
Gdyby nie to, że niebezpiecznie zbliżał się zmierzch, Florence chętnie porozmawiałaby sobie z kapłanką o nieodpowiedzialnym dawaniu ludziom eliksirów, które mogły zrujnować komuś związek, a nawet życie. Nie wspominając o tym, że niektórzy byli uczuleni na składniki amortencji.
- Nie przejmuj się – rzuciła tylko lekko, a potem zdjęła z głowy zapleciony wianek i wręczyła go Patrickowi. Zwykle wręczało się je swoim kawalerom, nie przyjaciołom, więc może było to nietrafione. Ale przecież dawało się je też osobom, które się kochało. A Florence kochała Stewarda jak brata, a raczej niemal równie mocno, co swoich rodzonych braci. – W zamian za pierścionek. Podobno dostanie takiego w Beltaine przynosi szczęście, to może ci być dziś potrzebne.
Otworzyła dłoń, w której trzymała pierścionek i obróciła go w palcach.
– Za sykla? Skoro tak, to chyba mogę go zatrzymać? Jako rekompensatę za szybkie zerwanie zaręczyn – oświadczyła. – Było to bardzo nieodpowiedzialne ze strony osoby, która ci ją dała. Które to było stanowisko? Macmillanówny?
Gdyby nie to, że niebezpiecznie zbliżał się zmierzch, Florence chętnie porozmawiałaby sobie z kapłanką o nieodpowiedzialnym dawaniu ludziom eliksirów, które mogły zrujnować komuś związek, a nawet życie. Nie wspominając o tym, że niektórzy byli uczuleni na składniki amortencji.
- Nie przejmuj się – rzuciła tylko lekko, a potem zdjęła z głowy zapleciony wianek i wręczyła go Patrickowi. Zwykle wręczało się je swoim kawalerom, nie przyjaciołom, więc może było to nietrafione. Ale przecież dawało się je też osobom, które się kochało. A Florence kochała Stewarda jak brata, a raczej niemal równie mocno, co swoich rodzonych braci. – W zamian za pierścionek. Podobno dostanie takiego w Beltaine przynosi szczęście, to może ci być dziś potrzebne.