Czarownica nie chciała herbaty, ani jedzenia. Może dobrze, bo to mogłoby pogorszyć sytuacje. Jedzenie tutaj jest nieco podejrzane. Pączusie i eklerki coś za dobre, by były prawdziwe, a herbata? Dziwnie elektryzująca. A gdy dziewczyna złapała mnie za ręka, obie mogłyśmy poczuć jakieś dziwne rozładowania przechodzące po naszym ciele.
— Łał! Chyba to przez herbatkę od kapłanek! Bardzo przepraszam, może to jednak nie jest najrozsądniejszy napój!
Jakże głupio mi było za tą sytuację. A jeszcze gorzej, gdy wspomnienie wianka przesunęło czarownicę na skraj rozpaczy. Chociaż miałam nadzieję, że ta pojedyncza łza nie była związana z poruszonym tematem. Nie mogłabym zasnąć, gdybym z chwili na chwilę pogarszała sytuację.
— Miło widzieć, że czarodzieje tutaj kultywują plecenie wianków. To bardzo przyjemny sposób spędzania czasu, hehe. — Kropla niezręcznego śmiechu, udeptywałam ziemię pod sobą, by się nie zapaść. — Oh, tak. To znaczy przed Beltane. Dzisiaj rano, ha... — mówiąc to dotknęłam swojego wianka, by go poprawić. Ale okazało się, że go nie ma. Spojrzałam za siebie. Było zbyt ciemno, by znaleźć go w trawie, poza tym pewnie już ktoś go zdeptał. — Musiał mi spaść w którymś momencie — roześmiałam się. — Może powinnam zrobić sobie nowy? Chociaż nie, tu chodziło o to, że wianki na Beltane plecie się dla, no wiesz... wybranków serca, czy coś, co nie?
A wtedy mnie zamurowało. Płacząca dziewczyna z wiankiem w ręku uciekająca z tłumu ludzi? Czyżby... Nie, uspokój się Ula, na pewno nie pociągnęłaś rozmowy w najgorszy możliwy moment. Może smutek czarownicy nie wiązał się z wiankiem. Może...