21.03.2023, 23:38 ✶
Od dawna nie plotła wianków na Beltaine, nie pamiętała więc dokładnie mocy, jaką ta ze sobą niosła. Zachowała wobec niej pewien spokój – co przyszło łatwiej przez wzgląd na stoicką naturę Florence i na to, jaką właśnie rozmowę odbyli, bo inaczej może i faktycznie magia święta pchnęłaby ją mu w ramiona.
Zamiast tego po prostu podeszła do Patricka. Najpierw – bo magia, nie magia, zawsze była przede wszystkim uzdrowicielką – ujęła go za dłonie, obracając wnętrzem do góry, by upewnić się, że nie były obdarte ani nie wbiły się w nie żadne drzazgi. A potem uniosła na niego wzrok, z bladym uśmiechem na ustach. Oczy Florence miały jasną barwę, i mogło się zdawać, że spojrzenie ma prawie zawsze zimne. Może i na takie wyglądało. Ale tak naprawdę patrzyła na niego z uczuciem, nie tylko tym zrodzonym z magii ognia i tańca kapłanek, ale powstałym przez całe lata, powoli, od pierwszych dni w Hogwarcie, bardzo wiele lat temu, kiedy wyjaśniała młodszym Krukonom, jak dostać się do Wielkiej Sali, przez wszystkie kolejne - w szkole i poza nią.
I modliła się do bogini, do Pani Księżyca, żeby tej nocy i każdej następnej, miała Patricka w opiece. By jeśli miłość i magia ogni w dniu Beltaine naprawdę miały jakąś moc, były dla niego tarczą.
- Życzę ci szczęścia, Patricku – mruknęła, obejmując go krótko i mocno.
Zamiast tego po prostu podeszła do Patricka. Najpierw – bo magia, nie magia, zawsze była przede wszystkim uzdrowicielką – ujęła go za dłonie, obracając wnętrzem do góry, by upewnić się, że nie były obdarte ani nie wbiły się w nie żadne drzazgi. A potem uniosła na niego wzrok, z bladym uśmiechem na ustach. Oczy Florence miały jasną barwę, i mogło się zdawać, że spojrzenie ma prawie zawsze zimne. Może i na takie wyglądało. Ale tak naprawdę patrzyła na niego z uczuciem, nie tylko tym zrodzonym z magii ognia i tańca kapłanek, ale powstałym przez całe lata, powoli, od pierwszych dni w Hogwarcie, bardzo wiele lat temu, kiedy wyjaśniała młodszym Krukonom, jak dostać się do Wielkiej Sali, przez wszystkie kolejne - w szkole i poza nią.
I modliła się do bogini, do Pani Księżyca, żeby tej nocy i każdej następnej, miała Patricka w opiece. By jeśli miłość i magia ogni w dniu Beltaine naprawdę miały jakąś moc, były dla niego tarczą.
- Życzę ci szczęścia, Patricku – mruknęła, obejmując go krótko i mocno.