22.03.2023, 00:08 ✶
To był moment. Właściwa chwila. Losowość, która sprawiła, że udało mu się zarzucić wianek na pal. A przez kilka długich, wlokących sie w nieskończoność sekund już wątpił, że mu się uda. Patrick poczuł przypływ euforii. Chwilowo przestał zastanawiać się nad amortencją w herbacie i nad Voldemortem, który niedługo miał zaatakować.
Uśmiech znowu rozjaśnił jego twarz. I tym razem nie był on zakłopotany lub głupio rozanielony. Był szczery, upojony sukcesem, w którym sam nie wierzył. Ruszył na spotkanie nadchodzącej Florence. Zapatrzył się na swoją niedoszłą narzeczoną, uświadamiając sobie – może przez magię, może przez chwilę a może dlatego, że to po prostu była akurat ona i akurat w tym miejscu, że chyba będzie miał szczęście. Odwzajemnił jej uścisk. A nawet zrobił coś jeszcze, po prostu, przyciągnął ją do siebie, w geście który z każdej strony mógł być dowolnie odebrany, ale przede wszystkim oznaczał, że Steward jej ufał.
Pochylił się ku niej, a potem w przypływie chwili, złożył na czubku jej nosa krótki, lekki pocałunek.
- Zatańczysz ze mną? – poprosił. – Żeby było tak jak trzeba z tym szczęściem. – Ale tak naprawdę to nawet nie chodziło o rytuały szczęścia; tylko o to by jeszcze przez moment dać się ponieść Beltane.
Uśmiech znowu rozjaśnił jego twarz. I tym razem nie był on zakłopotany lub głupio rozanielony. Był szczery, upojony sukcesem, w którym sam nie wierzył. Ruszył na spotkanie nadchodzącej Florence. Zapatrzył się na swoją niedoszłą narzeczoną, uświadamiając sobie – może przez magię, może przez chwilę a może dlatego, że to po prostu była akurat ona i akurat w tym miejscu, że chyba będzie miał szczęście. Odwzajemnił jej uścisk. A nawet zrobił coś jeszcze, po prostu, przyciągnął ją do siebie, w geście który z każdej strony mógł być dowolnie odebrany, ale przede wszystkim oznaczał, że Steward jej ufał.
Pochylił się ku niej, a potem w przypływie chwili, złożył na czubku jej nosa krótki, lekki pocałunek.
- Zatańczysz ze mną? – poprosił. – Żeby było tak jak trzeba z tym szczęściem. – Ale tak naprawdę to nawet nie chodziło o rytuały szczęścia; tylko o to by jeszcze przez moment dać się ponieść Beltane.