25.10.2022, 23:12 ✶
Wysłuchał ją marszcząc odrobinę brwi, ale nie ze zirytowania. Wyglądał trochę jakby siedział właśnie na wykładzie i nauczyciel opowiadał o czymś, czego uczą na pierwszym etapie edukacji, ale Elliott ominął tę klasę, więc aktualnie nadrabiał braki. Przygryzł policzek po raz kolejny, ale czując, że niewiele dzieli go już od przegryzienia go do krwi puścił i podrapał się po nosie. Smutek wciąż tlił się z tyłu jego głowy, ale z każdym, kolejnym logicznym słowem jakoś bardziej do niego docierało, że gdyby chciał tę sprawę załatwić inaczej, to zapewne by to zrobił. Dawał ponieść się emocjom w takich momentach, głównie dlatego Eden była pierwszą osobą, jaka pojawiła się w jego głowie, gdy potrzebował kogoś, aby się uspokoić. O, ironio. Gdyby pomyślał to samo te pare lat temu zapewne chciałby się zadusić albo rzucić z okna. Ale teraz? Nie było czemu zaprzeczać, wolał, aby logiczne opcje w takich momentach wyłożyła mu bliźniaczka niż ojciec, którego gadania miał już po dziurki w nosie i może też dlatego zachowywał się tak irracjonalnie, bo chciał wszystko zrobić po swojemu. A po swojemu znaczyło sięganie do metod, które wyniosło się z domu, lub których skutki widziało lub odczuwało się we własnym życiu.
Nie przyznał jej racji na głos, westchnął jedynie głęboko, jakby właśnie kończyli dyskusję na temat tego, kto odziedziczy złote bambosze po Fortinbrasie (oby wziął je do grobu).
- Nie robię z siebie ofiary, stwierdzam fakt. Nie wiesz jak to jest, gdyby to ode mnie zależało nie ożeniłbym się w ogóle, ale nie zależy, prawda? Oczywiście, że nie. Czasami mam dość całej tej maskarady, naprawdę, miałem prawo chcieć być akceptowany. Nie, aby to jakkolwiek usprawiedliwiało to, co się stało, nie jestem aż takim 'imbecylem', aby usprawiedliwiać tym śmierć Simone. - odniósł się do pierwszej części jej wypowiedzi, bo z drugą całkowicie się zgadzał, a argument 'chciałem w końcu zrobić coś sam' był tak dziecinny, że sam by się z siebie zaczął naśmiewać jakby wypowiedział go na głos. - Dziękuję, swoją drogą, ale z klątwami dałem sobie na razie spokój. - odparł niezbyt urażony tym akurat przytykiem i wzruszył lekko ramionami.
Odprowadził ją wzrokiem i tym razem zmarszczył brwi w konsternacji, dlaczego sama poszła robić herbatę? Zamrugał pare razy postanawiając się nad tym specjalnie nie zastanawiać, a po prostu zadać to pytanie poźniej. Ściągnął buty, w których aż chlupało i przysunął je pod szezlong, wysuszy je zaklęciem jak będzie musiał wychodzić, tak samo jak całą tę plamę, którą zrobił na pikowanym meblu. Teraz nie miał do tego głowy. Wstał też, aby przechwycić piersiówkę i położyć ją koło swoich rzeczy, wolał o niej nie zapominać, bywała niezbędna w Ministerstwie albo przy tym, co niektórzy wypisywali na swoich raportach podatkowych bądź budżetowych.
- Dziękuję. - odparł sucho spoglądając na ubrania, w zasadzie nawet się nie spodziewał takiego gestu zgadując, że będzie musiał się zaraz zbierać. Uniósł lekko brwi, ale nie wyraził swojego zdziwienia w żaden inny, bardziej rzucający się w oczy sposób.
- Odchodząc od tematu pogrzebu i śmierci. Wszystko... w porządku? - jego własny głos brzmiał obco, nienaturalnie, jakby zaraz miał się zacząć dławić każdym jednym, pozytywnym słowem, które wypowiada w kierunku Eden. Mimo wielu zmian w ich, wcześniej bardzo burzliwej, relacji, wciąż niezbyt przywykł do tego statusu quo, a nawet pozytywnego w nim zabarwienia. Poza tym, nie leżało w jego naturze, aby zadawać tego typu pytania, zazwyczaj albo go to nie obchodziło, albo sytuacja nie była odpowiednia, aby zapytać. Nie czuł się w tym, jednak osamotniony, bo było to coś, co wynieśli z domu. On i Eden na pewno, Eunice wyszła Eleonorze i Fortinbrasowi jakoś dziwnie pozytywnie, ale to pewnie dlatego, że nie miała na sobie tak wielkiej presji i bliźniaka czyhającego na każde jej potknięcie.
- W twoim życiu mam na myśli. Nie śpicie w jednym łóżku? Nie żebym powinien o to pytać i, aby mnie to szokowało, bo ojciec zaaranżował ci to małżeństwo, ale nie wydawałaś się specjalnie niezadowolona z jego przebiegu. - położył piżamę na ramieniu szezlonga, gdy zaczął rozpinać koszulę, nie krępował się jakoś specjalnie, wychowywali się z Eden razem, więc co mieli widzieć już i tak widzieli.
Filiżankę z herbatą chwycił dopiero, gdy miał na sobie, tak jak Eden wspominała, luźno zwisający materiał granatowej piżamy. Ubrania położył na pikowanym meblu, bo w końcu planował go rano wysuszyć, a też nie chciał ich składać, bo jeszcze by się przez noc zakisiły. Przeczesał już prawie suche włosy dłonią i dopiero wtedy upił herbaty. Nie przeszkadzał mu brak mleka czy cukru, wolał nie denerwować żołądka na wieczór laktozą, a to drugie tylko nie pozwoliłoby mu zasnąć przez następna godzinę.
Nie przyznał jej racji na głos, westchnął jedynie głęboko, jakby właśnie kończyli dyskusję na temat tego, kto odziedziczy złote bambosze po Fortinbrasie (oby wziął je do grobu).
- Nie robię z siebie ofiary, stwierdzam fakt. Nie wiesz jak to jest, gdyby to ode mnie zależało nie ożeniłbym się w ogóle, ale nie zależy, prawda? Oczywiście, że nie. Czasami mam dość całej tej maskarady, naprawdę, miałem prawo chcieć być akceptowany. Nie, aby to jakkolwiek usprawiedliwiało to, co się stało, nie jestem aż takim 'imbecylem', aby usprawiedliwiać tym śmierć Simone. - odniósł się do pierwszej części jej wypowiedzi, bo z drugą całkowicie się zgadzał, a argument 'chciałem w końcu zrobić coś sam' był tak dziecinny, że sam by się z siebie zaczął naśmiewać jakby wypowiedział go na głos. - Dziękuję, swoją drogą, ale z klątwami dałem sobie na razie spokój. - odparł niezbyt urażony tym akurat przytykiem i wzruszył lekko ramionami.
Odprowadził ją wzrokiem i tym razem zmarszczył brwi w konsternacji, dlaczego sama poszła robić herbatę? Zamrugał pare razy postanawiając się nad tym specjalnie nie zastanawiać, a po prostu zadać to pytanie poźniej. Ściągnął buty, w których aż chlupało i przysunął je pod szezlong, wysuszy je zaklęciem jak będzie musiał wychodzić, tak samo jak całą tę plamę, którą zrobił na pikowanym meblu. Teraz nie miał do tego głowy. Wstał też, aby przechwycić piersiówkę i położyć ją koło swoich rzeczy, wolał o niej nie zapominać, bywała niezbędna w Ministerstwie albo przy tym, co niektórzy wypisywali na swoich raportach podatkowych bądź budżetowych.
- Dziękuję. - odparł sucho spoglądając na ubrania, w zasadzie nawet się nie spodziewał takiego gestu zgadując, że będzie musiał się zaraz zbierać. Uniósł lekko brwi, ale nie wyraził swojego zdziwienia w żaden inny, bardziej rzucający się w oczy sposób.
- Odchodząc od tematu pogrzebu i śmierci. Wszystko... w porządku? - jego własny głos brzmiał obco, nienaturalnie, jakby zaraz miał się zacząć dławić każdym jednym, pozytywnym słowem, które wypowiada w kierunku Eden. Mimo wielu zmian w ich, wcześniej bardzo burzliwej, relacji, wciąż niezbyt przywykł do tego statusu quo, a nawet pozytywnego w nim zabarwienia. Poza tym, nie leżało w jego naturze, aby zadawać tego typu pytania, zazwyczaj albo go to nie obchodziło, albo sytuacja nie była odpowiednia, aby zapytać. Nie czuł się w tym, jednak osamotniony, bo było to coś, co wynieśli z domu. On i Eden na pewno, Eunice wyszła Eleonorze i Fortinbrasowi jakoś dziwnie pozytywnie, ale to pewnie dlatego, że nie miała na sobie tak wielkiej presji i bliźniaka czyhającego na każde jej potknięcie.
- W twoim życiu mam na myśli. Nie śpicie w jednym łóżku? Nie żebym powinien o to pytać i, aby mnie to szokowało, bo ojciec zaaranżował ci to małżeństwo, ale nie wydawałaś się specjalnie niezadowolona z jego przebiegu. - położył piżamę na ramieniu szezlonga, gdy zaczął rozpinać koszulę, nie krępował się jakoś specjalnie, wychowywali się z Eden razem, więc co mieli widzieć już i tak widzieli.
Filiżankę z herbatą chwycił dopiero, gdy miał na sobie, tak jak Eden wspominała, luźno zwisający materiał granatowej piżamy. Ubrania położył na pikowanym meblu, bo w końcu planował go rano wysuszyć, a też nie chciał ich składać, bo jeszcze by się przez noc zakisiły. Przeczesał już prawie suche włosy dłonią i dopiero wtedy upił herbaty. Nie przeszkadzał mu brak mleka czy cukru, wolał nie denerwować żołądka na wieczór laktozą, a to drugie tylko nie pozwoliłoby mu zasnąć przez następna godzinę.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦