22.03.2023, 02:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2023, 02:58 przez William Lestrange.)
Z początku się zaśmiał, ale słysząc końcówkę wypowiedzi żony zmarszczył brwi.
- Nie jestem dobry w pogrzebach, dostaję po nich emocjonalno-intelektualnej zgagi - odparł enigmatycznie, bo tak naprawdę powinien powiedzieć, że 'śmierć to dla mnie żadna bariera', ale w ostatnim momencie się powstrzymał. Lepiej, aby żona nie wiedziała o jego przeróżnych eksperymentach i tworzeniu wampirów w piwnicy, ich małżeństwo i tak wisiało już na włosku.
Zanim mogli kontynuować rozmowę podeszła do nich jakaś stara baba, a zmarszczka na czole Lestrange'a pogłębiła się.
- Nie mamy pieniędzy, proszę odejś...- ale nie dokończył, bo kobieta zaczęła wyrzucać z siebie słowa, a jej spojrzenie było zamglone. Może byłą niewidoma? Jeżeli tak, to chyba też na widzenie przyszłości, bo wypowiedziane przez nią słowa były wszystkim tym, z czego doskonale zdawał sobie sprawę.
- Ta, dzięki za nic - mruknął pod nosem, tak, że tylko Eden mogła go usłyszeć.
To jakaś tania atrakcja, czy co? pomyślał od razu.
Sprawdził szybko kieszenie, jak kobieta odeszła, dość ostentacyjnie.
- W Paryżu pełno jest tych żebraków, którzy robią sobie biznes z podchodzenia do ludzi, więcej na tym zarabiają niż na uczciwej pracy - wyjaśnił, odprowadzając Szeptuchę wzrokiem.
Nie musiał się nawet chwili zastanawiać, aby odpowiedzieć na pytanie żony.
- Pracuje dorywczo jako antropolog w ministerstwie, przy tych wszystkich atakach godziny się wydłużają, wysyłają po mnie ludzi w środku nocy, aby pomógł - skłamał bez mrugnięcia okiem. Im Eden mniej wiedziała w tym temacie, tym lepiej.
Zaraz sięgnął po fiołki, nad którymi widniał napis 'wierność' oraz dobrał stokrotki, o których napis informował: łagodność.
- Słuchaj, mogę sprobować, jeżeli cię to zachęci. - nie przeszkadzało mu odwrócenie ról, nie martwił się o konwenanse, aczkolwiek zdawał sobie sprawę, że te były ważne dla partnerki, więc na pewno nie będzie naciskał.
Mimo to, zaczął pleść kwiaty, faktycznie, dla zachęty.
- Nie jestem dobry w pogrzebach, dostaję po nich emocjonalno-intelektualnej zgagi - odparł enigmatycznie, bo tak naprawdę powinien powiedzieć, że 'śmierć to dla mnie żadna bariera', ale w ostatnim momencie się powstrzymał. Lepiej, aby żona nie wiedziała o jego przeróżnych eksperymentach i tworzeniu wampirów w piwnicy, ich małżeństwo i tak wisiało już na włosku.
Zanim mogli kontynuować rozmowę podeszła do nich jakaś stara baba, a zmarszczka na czole Lestrange'a pogłębiła się.
- Nie mamy pieniędzy, proszę odejś...- ale nie dokończył, bo kobieta zaczęła wyrzucać z siebie słowa, a jej spojrzenie było zamglone. Może byłą niewidoma? Jeżeli tak, to chyba też na widzenie przyszłości, bo wypowiedziane przez nią słowa były wszystkim tym, z czego doskonale zdawał sobie sprawę.
- Ta, dzięki za nic - mruknął pod nosem, tak, że tylko Eden mogła go usłyszeć.
To jakaś tania atrakcja, czy co? pomyślał od razu.
Sprawdził szybko kieszenie, jak kobieta odeszła, dość ostentacyjnie.
- W Paryżu pełno jest tych żebraków, którzy robią sobie biznes z podchodzenia do ludzi, więcej na tym zarabiają niż na uczciwej pracy - wyjaśnił, odprowadzając Szeptuchę wzrokiem.
Nie musiał się nawet chwili zastanawiać, aby odpowiedzieć na pytanie żony.
- Pracuje dorywczo jako antropolog w ministerstwie, przy tych wszystkich atakach godziny się wydłużają, wysyłają po mnie ludzi w środku nocy, aby pomógł - skłamał bez mrugnięcia okiem. Im Eden mniej wiedziała w tym temacie, tym lepiej.
Zaraz sięgnął po fiołki, nad którymi widniał napis 'wierność' oraz dobrał stokrotki, o których napis informował: łagodność.
- Słuchaj, mogę sprobować, jeżeli cię to zachęci. - nie przeszkadzało mu odwrócenie ról, nie martwił się o konwenanse, aczkolwiek zdawał sobie sprawę, że te były ważne dla partnerki, więc na pewno nie będzie naciskał.
Mimo to, zaczął pleść kwiaty, faktycznie, dla zachęty.
Rzut T 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated