Avelina czuła jego niechęć do Ururu, ale rozumiała to. Marquez wykazywał się bardzo często zerowym poziomem taktu, ale przy bliższym poznaniu naprawdę zyskiwał. Był bardzo ciekawym rozmówcą, którego Avelina w swoim życiu naprawdę ceniła. Był miły, mądry, ale niestety miał bardzo mało doświadczenia w relacjach międzyludzkich. Sama Avelina stroniła od ludzi, ale nauczyła się wśród nich przebywać, wiedziała, co kiedy powiedzieć i jak zachowywać się w różnych sytuacjach. Niestety jej przyjacielowi tego brakowało.
— Nie wątpię. – uśmiechnęła się do niego ciepło, gdy powiedział, że jest spokojny. Słyszała w jego głosie, że zdecydowanie Ururu nie stał się jego ulubieńcem. Będzie musiała dla swojego przyjaciela znaleźć jakieś lepsze miejsce do czytania, aby nie musiał wchodzić w interakcje z jej klientami. Z jednej strony cieszyła się, że rozmawiał, ale jego brak taktu czasami powalał.
— Zapraszam. Jeśli nie będzie mógł pan przyjść zawsze mogę wysłać paczkę lub po drodze przynieść panu zamówienie. – w jej głowie pojawiła się wizja tego, że mężczyzna mógł być chory dlatego potrzebował te maści i eliksiry, a Avelina naprawdę chciała pomagać ludziom w jej otoczeniu. Skoro Cody dzisiaj stawał się jej stałym klientem to jemu również chciała pomóc.
— Jeśli będzie się pan tu pojawiał regularnie i zdradzi mi swoje imię to zastanowię się nad rozmową mniej służbową. – odpowiedziała czując jak jej policzki zaczynają płonąć z zawstydzenia.
Często dostawała tutaj propozycje na wyjście poza pracą, ale zwykle byli to starsi mężczyźni, którzy uważali, że takie propozycje dla młodych dziewcząt są komplementem. Schlebiało jej to, ale było dla niej po prostu uroczym sposobem na powiedzenie jej, że jest ładna. Nie wiedziała już jak mogłaby przeciągnąć tę rozmowę. Dla niej była to już końcowa rozmowa. Cody powinien wyjść, a Avelina powinna spędzić ten czas na rozmowie z Ururu.
— Będzie się należeć 6 sykli. – przeliczyła jego zamówienie. — I widzimy się za tydzień w piątek? – upewniła się.
Nadal ciekawiło ją skąd znał jej imię, ale musiała zdusić tą ciekawość. Może powie jej przy następnym spotkaniu? Intrygowało ją to, dlaczego wybrał właśnie tę aptekę, dlaczego właśnie chciał koniecznie z nią rozmawiać, dlaczego zamówił w maju maści rozgrzewające? Nie zadała jednak tych pytań. Była to jego prywatna sprawa – poza kwestią oczywiście jej imienia.
— Ururu nie mam dzisiaj czasu przeciągać dnia w pracy, więc zaraz będziemy mogli wyjść. – uśmiechnęła się też do swojego przyjaciela mając nadzieję, że będzie milszy dla jej klienta.