22.03.2023, 11:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2023, 12:39 przez Brenna Longbottom.)
Magia Beltaine naprawdę potrafi odebrać rozum, pomyślała Brenna, po jakimś czasie, próbując się z niej otrząsnąć. Skupić się nie na chęci tańca, i to koniecznie z Atreusem, a na rzeczach naprawdę ważnych, takich jak: śmierć, pożoga i potencjalny koniec świata. Euforia ulatywała z każdą minutą, i po chwili Brenna znowu niby zachowywała się normalnie, a tak naprawdę tonęła w nerwowym wyczekiwaniu. Po drodze znów zaczepiła dwie osoby, które zdawały się nazbyt pijane, i stanowczo kazała, by towarzysze zabrali ich ze święta.
Normalnie nie reagowałaby tak w takiej sytuacji, tylko przymknęła oko, w końcu to nie była rola Brygady. Teraz najchętniej odesłałaby stąd wszystkich. Ale nie mogła. Zakazano im przekazywać informacje dalej.
Posłusznie ruszyła za Atreusem, głównie dlatego, że w tej chwili stanie przy ognisku nie było już możliwe – tańczyło tam zbyt wiele par upojonych magią i nie szło tam krążyć. Zbliżyła się więc ku straganom, ale jej wzrok przesuwał się po tłumie. Czasem uciekał ku niebu. Czekała aż się ściemni. Wypatrywała oznak tego, co nieuchronne. Kiedy zatrzymali się przy stoisku, też poprosiła o herbatę.
- Hm? – spytała rozkojarzona, a kiedy dotarło do niej, o co Bulstrode prosi, parsknęła mimowolnie śmiechem i zakrztusiła się herbatą. – Merlinie. Aurorzy często proszą mnie o widmowidzenie, ale to pierwszy raz, kiedy zamiast oglądać cudzą śmierć albo porwania, mam wywróżyć hasło do kajdanek.
W gruncie rzeczy drzwi do Biura Aurorów rzadko się za nią zamykały. Albo ona szła do Patricka, albo on do niej, i zwykle gdy potrzebował partnera, służyła mu za takiego, choć w teorii powinien to być auror.
- W porządku. To zawsze jakaś odmiana – stwierdziła, bo prośba rozbawiła ją na tyle, że była gotowa spróbować. A może wspomnienie niedawnej magii utrudniło odmowę. – O ile rano będę żywa – dodała żartem.
Żartem, który był wypowiedziany na serio.
!herbata korzenna
Normalnie nie reagowałaby tak w takiej sytuacji, tylko przymknęła oko, w końcu to nie była rola Brygady. Teraz najchętniej odesłałaby stąd wszystkich. Ale nie mogła. Zakazano im przekazywać informacje dalej.
Posłusznie ruszyła za Atreusem, głównie dlatego, że w tej chwili stanie przy ognisku nie było już możliwe – tańczyło tam zbyt wiele par upojonych magią i nie szło tam krążyć. Zbliżyła się więc ku straganom, ale jej wzrok przesuwał się po tłumie. Czasem uciekał ku niebu. Czekała aż się ściemni. Wypatrywała oznak tego, co nieuchronne. Kiedy zatrzymali się przy stoisku, też poprosiła o herbatę.
- Hm? – spytała rozkojarzona, a kiedy dotarło do niej, o co Bulstrode prosi, parsknęła mimowolnie śmiechem i zakrztusiła się herbatą. – Merlinie. Aurorzy często proszą mnie o widmowidzenie, ale to pierwszy raz, kiedy zamiast oglądać cudzą śmierć albo porwania, mam wywróżyć hasło do kajdanek.
W gruncie rzeczy drzwi do Biura Aurorów rzadko się za nią zamykały. Albo ona szła do Patricka, albo on do niej, i zwykle gdy potrzebował partnera, służyła mu za takiego, choć w teorii powinien to być auror.
- W porządku. To zawsze jakaś odmiana – stwierdziła, bo prośba rozbawiła ją na tyle, że była gotowa spróbować. A może wspomnienie niedawnej magii utrudniło odmowę. – O ile rano będę żywa – dodała żartem.
Żartem, który był wypowiedziany na serio.
!herbata korzenna
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.