Prawdopodobnie wewnętrznie drżała przed scenariuszem, który zakładałby wybuch eksplozji uczuć między nimi, nagłego mikrokosmosu zmysłów, gdyż on mógł nieodwracalnie ich poróżnić – emocje były zbyt kowalne w obróbce, raz rozburzone nie potrafiły powrócić do pierwotnej formy – zupełnie jak miłość. A ona, nie potrafiąc obchodzić się z uczuciami wyższymi aniżeli czysta przyjaźń, umykała jego spojrzeniom, ciepłocie dłoni i gwałtownym przyciągnięciom ku sobie. A w gruncie rzeczy, coś w niej zadrżało i miękło, gdy utknęli w tej malignie bezkresu, tonąc jedynie w tęczówkach.
Prawdopodobnie chciała zbudować z nim zalew, ten wypełniony wodą gazowaną, o mnogich drzewach, rozłożystych jak nitki waty cukrowej – tylko po to, aby posmakować jego bliskości po raz kolejny.
Przecież te uczucia nie były w jej stylu, a jednak przebijały się przez solidną fasadę cynizmu i nieprzystępnej pozy.
– Wybacz, trupy nie wymagają delikatności – sarknęła.
Zaszumiało jej w głowie ponownie, alkoholowy posmak rozlał się po ustach, a jej samej wśród mnogich emocji zrobiło się absolutnie nieprzytomnie. Jeden oddech i drugi – bezowocne starania o odzyskanie animuszu; jej wzrok, zionący z piwnych tęczówek, nagle stał się miękki.
– No co ty – rzekła. – Ja? Obrażać? – zabrzmiała retoryką, aby po chwili parsknąć śmiechem.
Ona z kolei stanowiła swoistą równowagę dla osobowości Theona i już jako dziecko spoważniała nienaturalnie, a pogarda i cynizm urosły w niej równie prędko. Nigdy przecież nie siliła się na stoicki spokój – przyszedł on sam, wypleniając z niej wszelkie oznaki dziecięcej radości, walcząc z wyższymi emocjami.
– Naturalnie, zdany. Wytrzymałeś o dobre parę minut dłużej, niż bym się spodziewała. – Wzruszyła ramionami.
Usiadła na krawędzi nagrobka – w głowie wciąż szumiało nieprzejednanie, zatem gdy tylko Theon usadowił się obok niej, wsunęła dłoń pod jego ramię i oparła głowę o bark.
– Jestem pijana, Theonie. Możesz mi teraz wyznać, dlaczego miałeś tak parszywy humor wcześniej, prawdopodobnie i tak o tym zapomnę do rana – rzekła głosem cichym, przymykając powieki na parę sekund.