Nora była szczęśliwa. Tak po prostu, cieszyła się z tego, że przyszło jej spędzić ten zmierzch własnie w takim towarzystwie, po dosyć pracowitym dniu to był naprawdę potrzebny odpoczynek. Była zadowolona, Erik wyglądał na szczęśliwego, a na tym jej przede wszystkim zależało. Elliott, który znalazł się tutaj z nimi również sprawiał wrażenie zadowolonego.
Figg czuła, że to jest początek czegoś większego. Faktycznie udało jej się dostrzec w Malfoyu wiele pozytywów, o których wspominał jej Erik.
Kiedy Longbottom uścisnął ją i podniósł nad ziemię roześmiała się, wszystkie czarne myśli, które ostatnio jej towarzyszyły odeszły w niepamięć, a zastąpiła je beztroska. Ten wieczór mógłby trwać wiecznie.
Nie chciała im przeszkadzać w tej magicznej chwili, jednak Elliott i ją złapał za rękę i pociągnął z nimi. Przyszło im więc celebrować te wydarzenie razem - za co była wdzięczna. Kiedy tak na nich spoglądała, trochę im nawet zazdrościła, że mają siebie nawzajem - Norka wyczuła, zresztą już wcześniej miała wrażenie, że to może być coś silniejszego niż zwykła przyjaźń. Zrobiło jej się ciepło na sercu, że nie chcieli jej wykluczyć.
Znaleźli się przy stoisku w winami. Norka również się poczęstowała, jednak w przeciwieństwie do Erika upiła jedynie mały łyk. - Tak, nie możemy stracić czujności. - Słowa Longbottoma spowodowały, że myśli wróciły już do problemów życia codziennego, a nastrój Beltane zaczął się oddalać.