22.03.2023, 14:42 ✶
Chciał być pierwszy na szczycie, najlepszy i najwspanialszy, zaimponować nie tylko Avelinie, ale każdemu wokół. Niestety ręce i nogi nie podołały wyzwaniu i musiał zadowolić się trochę mniej spektakularnym sukcesem. Zmęczony i mimo wszystko wciąż zadowolony z siebie, gdyż samo dotarcie na szczyt nie było oczywistością, spuścił się po palu na ziemię, a następnie obrócił się w stronę swojej wybranki. Widząc jej radość, nie mógł powstrzymać się przed szerokim uśmiechem, który powiększył się jeszcze bardziej gdy otrzymał buziaka w policzek. Zachichotał cicho, niczym skrzat domowy, który dostał część garderoby.
- To twoja zasługa. Myśl o tobie niosła mnie w górę – zapewnił ją wesoło i chwycił ją za dłoń. Magia tego specjalnego i wyjątkowego dnia uderzała mu coraz bardziej do głowy. Pragnął wyciągnąć jak najwięcej się dało z tej nocy.
- Chodź zatańczyć – Nie dając jej czas na protest, pociągnął dziewczynę w stronę ognisk, gdzie pary tańczyły na cześć wiosny. Wmieszali się w tłum tańczących ciał i nim się zorientował, sam zaczął się poruszać się tanecznym krokiem. Przyciągnął do siebie dziewczynę i zaczął coś, co było bardziej dzikim podskakiwaniem i obracaniem się niż tańcem. Jego ruchy były nieprzewidywalne, szalone, niedające się do niczego porównać i po wskroś przepełnione szczęściem, tak jak miłość, której święto celebrowali. Chłopak pląsał się, śmiejąc się i szczerząc zęby do partnerki, jakby miało nie być jutra. Oddawał się temu coraz bardziej i bardziej, aż rytm magii ich nie pochłonie.
- To twoja zasługa. Myśl o tobie niosła mnie w górę – zapewnił ją wesoło i chwycił ją za dłoń. Magia tego specjalnego i wyjątkowego dnia uderzała mu coraz bardziej do głowy. Pragnął wyciągnąć jak najwięcej się dało z tej nocy.
- Chodź zatańczyć – Nie dając jej czas na protest, pociągnął dziewczynę w stronę ognisk, gdzie pary tańczyły na cześć wiosny. Wmieszali się w tłum tańczących ciał i nim się zorientował, sam zaczął się poruszać się tanecznym krokiem. Przyciągnął do siebie dziewczynę i zaczął coś, co było bardziej dzikim podskakiwaniem i obracaniem się niż tańcem. Jego ruchy były nieprzewidywalne, szalone, niedające się do niczego porównać i po wskroś przepełnione szczęściem, tak jak miłość, której święto celebrowali. Chłopak pląsał się, śmiejąc się i szczerząc zęby do partnerki, jakby miało nie być jutra. Oddawał się temu coraz bardziej i bardziej, aż rytm magii ich nie pochłonie.