22.03.2023, 20:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2023, 20:15 przez Brenna Longbottom.)
- Jestem nie tylko widmowidzem, ale też czarnowidzem. Powiedzmy, że… zawsze próbuję być przygotowana na najgorsze – skwitowała Brenna.
A chwilę później Atreus albo oszalał pod wpływem magii Beltaine, albo uległ uprzedzeniom Prewettów i postanowił poważnie wkręcić Longbottomównę (ale chyba nie miałby jej za aż tak naiwną…? Wiedziała, że jego rodzina trochę ich wyśmiewa, ale żeby do tego stopnia?). Nie tylko złapał ją za rękę, co jeszcze nie było dla Brenny dziwne – regularnie ciągała za rękę członków rodziny, przyjaciół, a nawet przypadkowych współpracowników – ale też zaczął pleść wybitnie od rzeczy. Nie umiała rozsądzić, co dokładnie było tutaj na rzeczy, bo choć i ją samą na kilka chwil porwała moc ogni, to umysł teraz miała już niemal jasny, a amortencji w herbacie się nie spodziewała. Zwłaszcza, że jej własna była po prostu zwykłą herbatą, smakującą owocami, przywołującą słodko gorzkie wspomnienia z dzieciństwa.
Jej kubek też wylądował na ziemi, razem z częścią herbaty, gdy próbował złapać za drugą dłoń. Wywinęła ją, nim zdążył ją chwycić i uniosła, aby jej wierzch przyłożyć mu do czoła.
Może ktoś inny, zwłaszcza z rodu czystej krwi, byłby bardziej zakłopotany, zaskoczony albo wręcz przeciwnie, chciał skorzystać z okazji. Brennę w tej chwili interesowało głównie ustalenie, czy coś aż tak namieszało mu w głowie.
- Hm, gorączki nie ma – oceniła z zastanowieniem, cofając dłoń. Rytuał czystych myśli chyba nie mógł mieć takich ubocznych konsekwencji, prawda? Prawda…? – Atreus, robisz sobie żarty, czy aż tak mocno trzepnął cię czar kapłanek? Mam jakąś dopaść, żeby odprawiły egzorcyzmy albo coś takiego? - spytała, przy okazji oglądając się na stoisko z herbatami, bo zdaje się, że tam właśnie pracowały jakieś kapłanki.
A chwilę później Atreus albo oszalał pod wpływem magii Beltaine, albo uległ uprzedzeniom Prewettów i postanowił poważnie wkręcić Longbottomównę (ale chyba nie miałby jej za aż tak naiwną…? Wiedziała, że jego rodzina trochę ich wyśmiewa, ale żeby do tego stopnia?). Nie tylko złapał ją za rękę, co jeszcze nie było dla Brenny dziwne – regularnie ciągała za rękę członków rodziny, przyjaciół, a nawet przypadkowych współpracowników – ale też zaczął pleść wybitnie od rzeczy. Nie umiała rozsądzić, co dokładnie było tutaj na rzeczy, bo choć i ją samą na kilka chwil porwała moc ogni, to umysł teraz miała już niemal jasny, a amortencji w herbacie się nie spodziewała. Zwłaszcza, że jej własna była po prostu zwykłą herbatą, smakującą owocami, przywołującą słodko gorzkie wspomnienia z dzieciństwa.
Jej kubek też wylądował na ziemi, razem z częścią herbaty, gdy próbował złapać za drugą dłoń. Wywinęła ją, nim zdążył ją chwycić i uniosła, aby jej wierzch przyłożyć mu do czoła.
Może ktoś inny, zwłaszcza z rodu czystej krwi, byłby bardziej zakłopotany, zaskoczony albo wręcz przeciwnie, chciał skorzystać z okazji. Brennę w tej chwili interesowało głównie ustalenie, czy coś aż tak namieszało mu w głowie.
- Hm, gorączki nie ma – oceniła z zastanowieniem, cofając dłoń. Rytuał czystych myśli chyba nie mógł mieć takich ubocznych konsekwencji, prawda? Prawda…? – Atreus, robisz sobie żarty, czy aż tak mocno trzepnął cię czar kapłanek? Mam jakąś dopaść, żeby odprawiły egzorcyzmy albo coś takiego? - spytała, przy okazji oglądając się na stoisko z herbatami, bo zdaje się, że tam właśnie pracowały jakieś kapłanki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.