22.03.2023, 21:14 ✶
W całej tej euforii nadal pozostawała łyżka dziegciu. Poddanie się magii Beltane tak po prostu i całkowicie było zbyt proste – zagrożenie przecież nie miało zniknąć tylko dlatego, że Moody’emu udało się po mistrzowsku zawiesić wianek na szczycie pala.
- Wrócę. I ty też masz wrócić. – jutro, pojutrze, za tydzień, miesiąc, zawsze. To nie był czas na to, żeby znowu zniknąć – tym razem na zawsze. Tak jakby… takie obietnice miały sprawić, że Śmierć stanie się ślepa, nie zwróci uwagi na tych, co mieli wrócić.
Zaklęcie bez różdżki; nie pierwszy raz użyte, ani na pewno nie po raz ostatni – bo przecież nie tylko oni składali takie przyrzeczenia.
Tak prosto je złożyć. Tak prosto je złamać – choć nie z własnej woli.
- Myślę, że jeśli nie skręcę kostki, to już będzie duży sukces – zaśmiała się, w końcu odstępując od mężczyzny. Gdyby nie magia Beltane – zapewne nie skusiłaby się na to. A odejście na bok…
… było proste. Zniknięcie wśród drzew? Jeszcze prostsze.
W końcu to Beltane, tak?
Tyle że właśnie tego nie mogli zrobić – choćby z powodu zagrożenia, z którego większość nie zdawała sobie sprawy. Z tego miejsca łatwiej zareagować niż z ostępów... nie mówiąc już o wytyczonych granicach. Stąd też bez oporów dała się pociągnąć; do wprawnej tancerki było jej daleko, lecz to się teraz nie liczyło.
Jedynie tu i teraz, bliskość, żywioł tętniący żyłach.
Oni dwoje, razem, jak kiedyś.
Nic jednak nie trwało wiecznie, więc w końcu wypadła z kręgu, ciągnąc za sobą Alka. Roześmiana, o oczach błyszczących jaśniej niż gwiazdy. Tęskniłam zamarło na wargach, więc zamiast tego rzuciła, sięgając po manierkę do wewnętrznej kieszeni:
- Chcesz się napić? Czysta woda – bo alkohol, mimo wszystko, tego dnia nie był mądrą opcją.
- Wrócę. I ty też masz wrócić. – jutro, pojutrze, za tydzień, miesiąc, zawsze. To nie był czas na to, żeby znowu zniknąć – tym razem na zawsze. Tak jakby… takie obietnice miały sprawić, że Śmierć stanie się ślepa, nie zwróci uwagi na tych, co mieli wrócić.
Zaklęcie bez różdżki; nie pierwszy raz użyte, ani na pewno nie po raz ostatni – bo przecież nie tylko oni składali takie przyrzeczenia.
Tak prosto je złożyć. Tak prosto je złamać – choć nie z własnej woli.
- Myślę, że jeśli nie skręcę kostki, to już będzie duży sukces – zaśmiała się, w końcu odstępując od mężczyzny. Gdyby nie magia Beltane – zapewne nie skusiłaby się na to. A odejście na bok…
… było proste. Zniknięcie wśród drzew? Jeszcze prostsze.
W końcu to Beltane, tak?
Tyle że właśnie tego nie mogli zrobić – choćby z powodu zagrożenia, z którego większość nie zdawała sobie sprawy. Z tego miejsca łatwiej zareagować niż z ostępów... nie mówiąc już o wytyczonych granicach. Stąd też bez oporów dała się pociągnąć; do wprawnej tancerki było jej daleko, lecz to się teraz nie liczyło.
Jedynie tu i teraz, bliskość, żywioł tętniący żyłach.
Oni dwoje, razem, jak kiedyś.
Nic jednak nie trwało wiecznie, więc w końcu wypadła z kręgu, ciągnąc za sobą Alka. Roześmiana, o oczach błyszczących jaśniej niż gwiazdy. Tęskniłam zamarło na wargach, więc zamiast tego rzuciła, sięgając po manierkę do wewnętrznej kieszeni:
- Chcesz się napić? Czysta woda – bo alkohol, mimo wszystko, tego dnia nie był mądrą opcją.