To chyba oczywiste, że nie miał zamiaru pozwolić Norze świętować samej. Zwłaszcza że razem z Elliottem przygotowała dla niego taki piękny wianek, który teraz spoczywał na szczycie jednego z pali. Owszem, nie miałby nic przeciwko temu, aby porozmawiać chwilę z blondynem w cztery oczy, jednak wolał mierzyć siły na możliwości. A w tę noc nic nie było pewne. Oddalanie się od polany nie było dobrym pomysłem.
— To prawda, Noro. Zwłaszcza dzisiaj lepiej uważać na to, co się dzieje wokół i zadbać o swoje bezpieczeństwo. Brygadzistów jest wielu — skrzywił się na to niedopowiedzenie roku — ale nie widzimy wszystkiego. Lepiej wrócić wcześniej i się wyspać w spokoju. — Przeniósł spojrzenie na Elliotta, analizując uważnie jego słowa. — Przezorny zawsze ubezpieczony. Jako ktoś, kto obraca pieniędzmi, raczej o tym wiesz.
Czy faktycznie Ministerstwo by nie zatwierdziło tego przyjęcia, gdyby nie byli w stanie zapewnić, chociaż pozorów bezpieczeństwa? Jako osoba, która zaplanowała sporą część zabezpieczeń, wiedział, że w pewnych aspektach mogły się one wydawać... kruche. Chciał dodać coś więcej, dołączył do nich Perseusz w towarzystwie panny Rookwood.
Erik ukłonił się przed nią z szacunkiem, uśmiechając się zdawkowo, poprawiając przy okazji swoją szatę, a następnie podał rękę Blackowi. Ten plasował się już na liście jego bliższych znajomych, jednak wolał zachować, chociaż pozory profesjonalizmu podczas obchodów Beltane.
— Nie wiem, jak inni, ale ze mnie jest jeszcze młodzieniaszek, Percy — skomentował, unosząc kielich wina do ust.
Dopiero gdy przechylił naczynie, zorientował się, że to jest puste. Na jego twarzy zawitał wyraźny zawód. Jego wzrok momentalnie padł na piersiówkę, którą wymienili między sobą jego towarzysze. Zazdrościł im nieco, że przyszli z własnymi zapasami. Dostrzegł jednak gest Elliotta, na którym odpowiedział uniesionymi brwiami. Minimalny uśmiech na jego twarzy zdawał się mówić Macie u mnie dług.