25.10.2022, 23:46 ✶
Yaxley spoglądała na mężczyznę, a na jej twarzy malował się ogromny uśmiech. - Muszę cię zamartwić, to jedna z tych rzeczy, których nie mogę obiecać...- nie no, nie zrobiłaby tego w żadnym wypadku. Skorzystała z zaoferowanego ramienia.
Reakcja rodziny jakoś nigdy specjalnie nie obchodziła Geraldine. Była im ogromnie wdzięczna za to, że miała takie wygodne życie, jednak nie dawała sobie wejść na głowę. Miała swój temperament, kiedy coś jej nie pasowało mówiła o tym w głos. Dzięki temu udało jej się skończyć w tym miejscu. Mieszkała ze swoim przyjacielem, choć rodzice patrzyli na to sceptycznie, sugerowali, że jeśli już chce, to niech jej będzie i wyjdzie za tego szemranego typa o nieczystej krwi. Oni jednak jakby nie patrzeć żyli razem już tyle lat i nigdy nie połączyło ich nic więcej niż przyjaźń. Dla Gerry Thes był jak brat, kochała go jednak w inny sposób niż uczucie romantyczne. Świetnie się dogadywali, dzielili pasje, a przy tym wszystkim Yaxley nie była samotna, miała do kogo gębę otworzyć gdy przychodziła do domu. Układ idealny.
Spojrzała na szyld zanim weszli do środka. Nie była chyba jeszcze nigdy w tym miejscu, co ją cieszyło, bo uwielbiała poznawać nowe restauracje, może będzie tu wracać? Kto wie.
- Tak właściwie, to czy teraz coś mnie powstrzymuje?- Gerry robiła to, na co miała ochotę. Podróżowała, zwiedzała świat, polowała na magiczne stworzenia, nie była uwiązana. Wydawało jej się, że nic więcej nie pragnie, ani nie potrzebuje. - Takie jedno, największe marzenie, jakie mam.- wiedziała, że jest głupie. Nie powinna się nim dzielić, bo jeszcze weźmie ją za kompletną wariatkę. - Chciałabym mieć smoka, latać na nim, wiesz. Wydaje mi się, że to może równać się prawdziwej wolności. Nikt nie będzie z tobą zadzierać, bo będą się bali. Możesz wszędzie polecieć, czuć się bezpiecznym, to chyba jest to.- spojrzała na Thesa, żeby zobaczyć jego reakcję. Czy ją wyśmieje? Miała nadzieję, że nie. - a Ty? co byś chciał robić?- była ciekawa jego odpowiedzi.
Reakcja rodziny jakoś nigdy specjalnie nie obchodziła Geraldine. Była im ogromnie wdzięczna za to, że miała takie wygodne życie, jednak nie dawała sobie wejść na głowę. Miała swój temperament, kiedy coś jej nie pasowało mówiła o tym w głos. Dzięki temu udało jej się skończyć w tym miejscu. Mieszkała ze swoim przyjacielem, choć rodzice patrzyli na to sceptycznie, sugerowali, że jeśli już chce, to niech jej będzie i wyjdzie za tego szemranego typa o nieczystej krwi. Oni jednak jakby nie patrzeć żyli razem już tyle lat i nigdy nie połączyło ich nic więcej niż przyjaźń. Dla Gerry Thes był jak brat, kochała go jednak w inny sposób niż uczucie romantyczne. Świetnie się dogadywali, dzielili pasje, a przy tym wszystkim Yaxley nie była samotna, miała do kogo gębę otworzyć gdy przychodziła do domu. Układ idealny.
Spojrzała na szyld zanim weszli do środka. Nie była chyba jeszcze nigdy w tym miejscu, co ją cieszyło, bo uwielbiała poznawać nowe restauracje, może będzie tu wracać? Kto wie.
- Tak właściwie, to czy teraz coś mnie powstrzymuje?- Gerry robiła to, na co miała ochotę. Podróżowała, zwiedzała świat, polowała na magiczne stworzenia, nie była uwiązana. Wydawało jej się, że nic więcej nie pragnie, ani nie potrzebuje. - Takie jedno, największe marzenie, jakie mam.- wiedziała, że jest głupie. Nie powinna się nim dzielić, bo jeszcze weźmie ją za kompletną wariatkę. - Chciałabym mieć smoka, latać na nim, wiesz. Wydaje mi się, że to może równać się prawdziwej wolności. Nikt nie będzie z tobą zadzierać, bo będą się bali. Możesz wszędzie polecieć, czuć się bezpiecznym, to chyba jest to.- spojrzała na Thesa, żeby zobaczyć jego reakcję. Czy ją wyśmieje? Miała nadzieję, że nie. - a Ty? co byś chciał robić?- była ciekawa jego odpowiedzi.