23.03.2023, 01:05 ✶
Ingerencja MG
— Trevor —
Kobieta spuściła wzrok zarumieniona.— Nie, wszystko w porządku... Chyba — odparła zmieszana nieco własną niezdarnością i śmiałością kiełkujących w niej pragnień. Owszem, była od niego znacznie młodsza, lecz zdawała się nie zwracać uwagi na różnicę wieku. Dla niej ważny był tylko wianek, a raczej to, aby znaleźć kogoś, kto w tym roku wreszcie zarzuci go na słup. Nie miała szczęścia w miłości.
— Naprawdę? Mógłby pan to zrobić? — jej oczy rozbłysły szczerą radością. Z uśmiechem na ustach podążyła za Trevorem pod jeden ze słupów i zaciskała kciuki, gdy mężczyzna wspinał się na górę.
A gdy Trevorowi udało się bezpiecznie zejść ze słupa, czarownica rzuciła się na jego szyję uradowana i złożyła na jego ustach spontaniczny, ale jakże delikatny pocałunek. Ach, ta magia Beltane! Wisząca w powietrzu radość obdzierała z pruderyjności. Prędko jednak odsunęła się od niego, zdając sobie sprawę z tego, co właśnie uczyniła.
— Jestem Imogen — wyrzuciła, zdając sobie sprawę z tego, że nawet nie zna imienia mężczyzny, którego poprosiła właśnie o przysługę.
— Louvain, Philip, Cynthia & Loretta —
Zamieszanie, jakie wybuchło pomiędzy popularnymi czarodziejami zebrało sporą liczbę gapiów - niecodziennie bowiem dwóch paniczów z pierwszych stron gazet rzuca się w swoją stronę z pięściami. Gdzieś błysnął flesz; nie był to na szczęście fotoreporter szukający sensacji dla magicznych mediów, a podchmielony młodzieniec z aparatem. Być może uda wam się odzyskać klisze, zanim zdjęcie zostanie wywołane? Zaraz też Louvain, któremu na szczęście nie udało się uderzyć Philipa, mógł poczuć drobną dziewczęcą dłoń zamykającą się wokół jego nadgarstka. Niska blondynka o dużych niebieskich oczach w mundurze Brygady Uderzeniowej patrzyła na niego z dezaprobatą wymalowaną na noszącej jeszcze ślady dziecinności twarzy.
— Przemoc nie jest rozwiązaniem — oświadczyła stanowczo, po czym przeniosła spojrzenie na Philipa — Zwłaszcza, gdy jest się osobami szeroko rozpoznawalnymi.
Puściła Louvaina i wygładziła marynarkę, a następnie niewinne splotła ze sobą dłonie.
— Nic paniom nie jest? — zwróciła się do Cynthii oraz Loretty.
Szeptucha
— Leta, Cathal & Jamil —
Również trójka archeologów miała okazję spotkać osobliwą wiedźmę w czerni. Zjawiła się znikąd, kładąc dłoń na ramieniu Jamila.— Wasze losy są ze sobą splątane, ale nie w taki sposób, jak większości ludzi, o nie — zaczęła dość enigmatycznie, a dalej nic nie stawało się jasne — Jesteście jednym wielkim supłem. Okaże się to bardzo kłopotliwe, ale i sprzyjające. Wystrzegajcie się złotego owada. To samo nieszczęście.
Odeszła, zostawiając ich w stanie konsternacji.
— Patrick & Florence —
Najpierw ominęła ich bez słowa, lecz zaraz potem zawróciła i chwyciła mężczyznę za rękę. Florence, która również posiadała dar jasnowidzenia, dostrzec mogła, że tajemnicza kobieta wpadła w trans podobny do tego, w jaki sama panna Bulstrode przeżywała, gdy nachodziły ją wizje o przyszłości.— Będziecie dzielić podobny los, lecz każde w inny sposób — oświadczyła — Niechaj Merlin ma was w opiece, przyjaciele ludzi. Was oraz istnienia, jakie przyjdzie wam ratować.
Puściła ich wolno i ruszyła w swoją stronę.
— Eunice —
Szeptucha nadeszła z naprzeciwka, jakby tylko czekała, aby wyjść jej na spotkanie. — Widzę po tobie, że poznałaś gorycz rozczarowania — powiedziała, zatrzymując się tuż przed czarownicą — Ale ty jeszcze zapłoniesz światłem tak jasnym, że wszyscy, którzy śmieli w ciebie zwątpić, odwrócić będą musieli wzrok przerażeni.
Wyminęła ją i poszła dalej.
— Vespera —
Podeszła do niej od tyłu i chwyciła ją za rękę, nieco odciągając od grupki czarodziejów przy stoisku z winem. Oczy płonęły jej dziko, lecz próżno było doszukiwać się w nich cienia złych intencji.— Dzisiejsza noc zadecyduje o całym twoim życiu — rzekła, mierząc spojrzeniem jej sylwetkę — Nie musisz się niczego obawiać, w ogólnym rozrachunku sprawi ci to wielką radość. Jedyne, co musisz zrobić, to poddać się chwili.
Cofnęła się i rozdzieliło je kilkoro młodzieńców, którzy właśnie przechodzili obok. Zniknęła wraz z nimi.