23.03.2023, 01:18 ✶
Ich dwójka może spierała się w wielu kwestiach, ale co do jednego byli najwyraźniej zgodni - Szeptucha do wora, a wór do jeziora.
Oczywiście staruszka umknęła za szybko, by małżonkowie zdążyli spojrzeć na siebie znacząco, kiwnąć głową, po czym w odwecie przepowiedzieć jej, że zaraz ktoś jej połamie kręgosłup, aby następnie faktycznie połamać jej ów kręgosłup. Niechybnie nie byłaby w stanie się posiąść z zachwytu, jak akuratna była ich przepowiednia. Poza tym ciężko się siada z przerwanym rdzeniem kręgowym.
- A potem się dziwisz, że nie lubię Paryża - odparła, unosząc jeden kącik ust w grymasie. Stolica tak bliskiej Williamowi Francji zawsze przypominała jej o wszelkim brudzie i ubóstwie, bez jakiegokolwiek ładu i składu. I jeszcze do tego ci żebracy - nie znosiła biednych ludzi.
Z jednej strony jakoś średnio miała ochotę kupić wytłumaczenie męża na temat igrania ze śmiercią, bo ani razu się nie zająknął po drodze i to zapaliło lampkę ostrzegawczą z tyłu głowy Eden. Niemniej przez ostatni rok mieli ze sobą tyle wspólnego, co piernik z wiatrakiem, więc równie dobrze mógłby się przebranżowić na hodowcę hipogryfów, a ona prawdopodobnie nie byłaby tego świadoma. Skorzystała więc z opcji domniemania niewinności oraz tego, że po prawdzie mało obchodziło ją, czy faktycznie igra ze śmiercią. Nie zdziwiłaby się, gdyby po nocach rozkopywał groby.
Dobór kwiatów absolutnie nie pasował do ich małżeństwa na pierwszy rzut oka, ale z drugiej strony do Eden dotarło, że mógł je dobrać pod siebie. Sama nie chciała dokładać nic do wianka, bo prawdę mówiąc, nie chciała pokazywać mu swoich intencji oraz tego, jakie naprawdę ma zdanie o ich związku. Nie było obecnie do końca złe, na pewno nie wybrałaby pelargonii, by zasygnalizować mu rozczarowanie, ale miała przed oczami zgoła inne, równie kontrowersyjne wybory.
- Dzieło sztuki - skomentowała, widząc plecionkę stworzoną przez Willa. - Nie mam w zwyczaju rzucać słów na wiatr, a więc wchodzę. Jakbym miała spaść, to mnie nie łap. Zawsze chciałam wiedzieć, jak to jest mieć złamany kręgosłup - oświadczyła pół żartem, pół serio, a następnie wzięła od męża wianek, przełożyła przezeń ramię i ruszyła, by wspiąć się na pal.
Ostatni raz jakąkolwiek realną aktywność fizyczną miała za czasów pracy w Biurze Aurorów. Czyli dawno temu i nieprawda. Niemniej cieszyła się, że jednak zmieniła zdanie tuż przed wyjściem i założyła spodnie.
!wspinamsieO
Oczywiście staruszka umknęła za szybko, by małżonkowie zdążyli spojrzeć na siebie znacząco, kiwnąć głową, po czym w odwecie przepowiedzieć jej, że zaraz ktoś jej połamie kręgosłup, aby następnie faktycznie połamać jej ów kręgosłup. Niechybnie nie byłaby w stanie się posiąść z zachwytu, jak akuratna była ich przepowiednia. Poza tym ciężko się siada z przerwanym rdzeniem kręgowym.
- A potem się dziwisz, że nie lubię Paryża - odparła, unosząc jeden kącik ust w grymasie. Stolica tak bliskiej Williamowi Francji zawsze przypominała jej o wszelkim brudzie i ubóstwie, bez jakiegokolwiek ładu i składu. I jeszcze do tego ci żebracy - nie znosiła biednych ludzi.
Z jednej strony jakoś średnio miała ochotę kupić wytłumaczenie męża na temat igrania ze śmiercią, bo ani razu się nie zająknął po drodze i to zapaliło lampkę ostrzegawczą z tyłu głowy Eden. Niemniej przez ostatni rok mieli ze sobą tyle wspólnego, co piernik z wiatrakiem, więc równie dobrze mógłby się przebranżowić na hodowcę hipogryfów, a ona prawdopodobnie nie byłaby tego świadoma. Skorzystała więc z opcji domniemania niewinności oraz tego, że po prawdzie mało obchodziło ją, czy faktycznie igra ze śmiercią. Nie zdziwiłaby się, gdyby po nocach rozkopywał groby.
Dobór kwiatów absolutnie nie pasował do ich małżeństwa na pierwszy rzut oka, ale z drugiej strony do Eden dotarło, że mógł je dobrać pod siebie. Sama nie chciała dokładać nic do wianka, bo prawdę mówiąc, nie chciała pokazywać mu swoich intencji oraz tego, jakie naprawdę ma zdanie o ich związku. Nie było obecnie do końca złe, na pewno nie wybrałaby pelargonii, by zasygnalizować mu rozczarowanie, ale miała przed oczami zgoła inne, równie kontrowersyjne wybory.
- Dzieło sztuki - skomentowała, widząc plecionkę stworzoną przez Willa. - Nie mam w zwyczaju rzucać słów na wiatr, a więc wchodzę. Jakbym miała spaść, to mnie nie łap. Zawsze chciałam wiedzieć, jak to jest mieć złamany kręgosłup - oświadczyła pół żartem, pół serio, a następnie wzięła od męża wianek, przełożyła przezeń ramię i ruszyła, by wspiąć się na pal.
Ostatni raz jakąkolwiek realną aktywność fizyczną miała za czasów pracy w Biurze Aurorów. Czyli dawno temu i nieprawda. Niemniej cieszyła się, że jednak zmieniła zdanie tuż przed wyjściem i założyła spodnie.
!wspinamsieO
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~