23.03.2023, 03:10 ✶
W jego mniemaniu wszystko było w jak najlepszym porządku. Po prostu nagle doznał olśnienia. Przebudził się jakby z zimowego snu, by dostrzec w Brennie nie partnerkę, i to do tego z BUMu, a prawdziwą kobietę, której miejsce znajdowało się nigdzie indziej, a u jego boku. W jego głowie właśnie wszelkie elementy jakiejś wcześniej nieodkrytej układanki, wsuwały się na miejsce, tworząc piękny, obiecujący obrazek. Ona z jego nazwiskiem przyczepionym do swojego imienia. On u jej boku, stojący na straży dobrego imienia ich rodziny. Dzieci, z których każde będzie umiało tak świetnie wspinać się na drzewa jak ich mama i które będą tak fenomenalnie grać w karty jak on. Do tego rodzina będzie zadowolona, bo przecież Brenna miała otwarte Trzecie Oko, co tylko umacniało krew Bulstrodów.
- Ona i ja, to tylko przegrana gra w karty - rzucił może nieco enigmatycznie, a przynajmniej dla niej. Longbottom nie mogła wiedzieć, że jego narzeczona uzyskała to urocze miano tylko dlatego, że przegrała z nim grę w karty. Oprócz tego... cóż... był tylko znajomą twarzą. Ładną twarzą. O w miarę kompatybilnym charakterze, jeśli tak mógł to określić.
- Brenna Longbottom to najwspanialsza kobieta, jaką w życiu poznałem - odpowiedział jej poważnym tonem, nie dając się zwieść jej słowom. Mogła się wykręcać, zniechęcać go, ale on nie miał zamiaru się poddawać. - Wiem, że się boisz. To, co jest między nami może wydawać się nowe i zbyt wielkie, jednak ja jestem gotów podjąć to ryzyko. Dla ciebie. - powiedział miękko, uśmiechając się do niej delikatnie i nieco mocniej ściskając jej dłonie. Jakby w ten sposób chciał jej dodać siły.
- Najważniejsza gra, to ta, która nazywa się miłość, a w nią nikt tak naprawdę nie umie grać. Jestem jednak gotowy postawić wszystko na jedną kartę. Proszę, zaryzykuj ze mną.
- Ona i ja, to tylko przegrana gra w karty - rzucił może nieco enigmatycznie, a przynajmniej dla niej. Longbottom nie mogła wiedzieć, że jego narzeczona uzyskała to urocze miano tylko dlatego, że przegrała z nim grę w karty. Oprócz tego... cóż... był tylko znajomą twarzą. Ładną twarzą. O w miarę kompatybilnym charakterze, jeśli tak mógł to określić.
- Brenna Longbottom to najwspanialsza kobieta, jaką w życiu poznałem - odpowiedział jej poważnym tonem, nie dając się zwieść jej słowom. Mogła się wykręcać, zniechęcać go, ale on nie miał zamiaru się poddawać. - Wiem, że się boisz. To, co jest między nami może wydawać się nowe i zbyt wielkie, jednak ja jestem gotów podjąć to ryzyko. Dla ciebie. - powiedział miękko, uśmiechając się do niej delikatnie i nieco mocniej ściskając jej dłonie. Jakby w ten sposób chciał jej dodać siły.
- Najważniejsza gra, to ta, która nazywa się miłość, a w nią nikt tak naprawdę nie umie grać. Jestem jednak gotowy postawić wszystko na jedną kartę. Proszę, zaryzykuj ze mną.