Może dla Jo jego wianek był paskudny, Geraldine powiedziałaby jednak, że jest uroczy.
Stanęła przed palem, gotowa do wyzwania. Miała nadzieję, że jej się uda. Chciała zademonstrować wszystkim tu obcenym, że kobiety też potrafią i są silne fizycznie. No i się zaczęło. Wskoczyła na pal, po czym zaczęła się wspinać. Nie było to aż takie łatwe, jak wydawało się jej na początku. Nie zamierzała jednak się poddawać, to tylko ją motywowało. Dawała z siebie wszystko i udało jej się dotrzeć na szczyt! Wsadziła wianek z tulipanów na pal. Może nie była najszybsza, jednak zabrakło jej tylko kilku sekund. Zeskoczyła z drewna, zobaczyła, że Jo na nią czeka.
- A nie mówiłam? - Powiedziała do niego uśmiechnięta od ucha do ucha. Pozwoliła sobie na chwilę zapomnienia, bo wypełniła ją jakaś dziwna energia i przytuliła się do przyjaciela.
- Chodźmy się napić wina, możemy też podejść do ognisk, wydaje się, że wszyscy się tu świetnie bawią. - Miała ochotę dołączyć do tłumu czarodziejów i świętować to Beltane z nimi, z Jo przy boku - w końcu był tutaj z nią.
- Polować w Beltane? Coś Ty, ja też czasem chcę mieć wolne. - Pociągnęła mężczyznę ze sobą za rękę w stronę płonących palenisk. - Dobrze mieć Cię przy sobie. - Powiedziała jeszcze do przyjaciela, bo coś ją wzięło na wyznania.