23.03.2023, 12:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.03.2023, 13:54 przez Brenna Longbottom.)
Brenna prawie chciała, żeby to był ten moment, w którym Voldemort i śmierciożercy wpadną na Beltaine. Nie to, że na nich czekała i że pragnęła, by się pojawili - ale jeżeli już musieli to zrobić, byłoby doskonale, aby to była właśnie ta chwila.
Chociaż nie. To jednak nie była dobra chwila, bo obie jej ręce tkwiły w uścisku Atreusa.
- Na Rowenę, Godryka, Helgę i Salazara, otrząśnij się wreszcie... - wymamrotała, wykręcając prawą dłoń, by ją uwolnić. Pomyślała, że może jeśli zdoła sięgnąć po różdżkę czar rozpraszający zadziała. A jeśli nie to... może coś jednak było w jego herbacie? Podziękowała Bogini, że jej własna herbata okazała się normalna, bo jeśli faktycznie do napojów dodano amortencji, gdyby wypili ją oboje, urządziliby znacznie gorszą scenę niż obecnie. Gdy auror oświadczał się Brygadzistce przy stoisku z herbatą.
Chociaż to raczej nie przebijało jej wchodzenia na słup. I wielu innych rzeczy, jakie miała w zwyczaju, w rodzaju wystawiania na licytacje kolacji z członkami rodziny albo zamieniania się w wilka na środku Pokątnej.
- Dosyć tego, idziemy porozmawiać z... zaraz? Poważnie? Przegrana w karty? Połączyła was przegrana w k a r t y? - Z wrażenia aż zamarła w pół ruchu: gdy prawą dłonią próbowała sięgnąć po różdżkę, a lewą pociągnąć Atreusa ku stoisku kapłanek, by spytać, czy mogą zaradzić coś na jego stan. Najlepiej szybko.
Może dlatego tak zareagował na magię Beltaine albo cokolwiek dodano mu do herbaty: pewne rzeczy leżały już w jego charakterze? Nie zapraszał dziewczyn na randki. Grał o nie w karty albo od razu proponował spędzenie wspólnie reszty życia. Chyba że coś bardzo źle zrozumiała. Albo dalej plótł głupoty, to też było prawdopodobne przy tym, jak się zachowywał. Może po prostu poznali się podczas rozgrywki?
- Mam chociaż nadzieję, że grałeś z nią, nie jej rodzicami – parsknęła w końcu, kręcąc głową. Bo chyba nie powinno jej to dziwić. Taka przegrana to nie było chyba coś gorszego niż poślubienie osoby, którą wskazał ci ojciec.
Chociaż nie. To jednak nie była dobra chwila, bo obie jej ręce tkwiły w uścisku Atreusa.
- Na Rowenę, Godryka, Helgę i Salazara, otrząśnij się wreszcie... - wymamrotała, wykręcając prawą dłoń, by ją uwolnić. Pomyślała, że może jeśli zdoła sięgnąć po różdżkę czar rozpraszający zadziała. A jeśli nie to... może coś jednak było w jego herbacie? Podziękowała Bogini, że jej własna herbata okazała się normalna, bo jeśli faktycznie do napojów dodano amortencji, gdyby wypili ją oboje, urządziliby znacznie gorszą scenę niż obecnie. Gdy auror oświadczał się Brygadzistce przy stoisku z herbatą.
Chociaż to raczej nie przebijało jej wchodzenia na słup. I wielu innych rzeczy, jakie miała w zwyczaju, w rodzaju wystawiania na licytacje kolacji z członkami rodziny albo zamieniania się w wilka na środku Pokątnej.
- Dosyć tego, idziemy porozmawiać z... zaraz? Poważnie? Przegrana w karty? Połączyła was przegrana w k a r t y? - Z wrażenia aż zamarła w pół ruchu: gdy prawą dłonią próbowała sięgnąć po różdżkę, a lewą pociągnąć Atreusa ku stoisku kapłanek, by spytać, czy mogą zaradzić coś na jego stan. Najlepiej szybko.
Może dlatego tak zareagował na magię Beltaine albo cokolwiek dodano mu do herbaty: pewne rzeczy leżały już w jego charakterze? Nie zapraszał dziewczyn na randki. Grał o nie w karty albo od razu proponował spędzenie wspólnie reszty życia. Chyba że coś bardzo źle zrozumiała. Albo dalej plótł głupoty, to też było prawdopodobne przy tym, jak się zachowywał. Może po prostu poznali się podczas rozgrywki?
- Mam chociaż nadzieję, że grałeś z nią, nie jej rodzicami – parsknęła w końcu, kręcąc głową. Bo chyba nie powinno jej to dziwić. Taka przegrana to nie było chyba coś gorszego niż poślubienie osoby, którą wskazał ci ojciec.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.