Uścisk. To było dziwne. Jo odruchowo chciał się odsunąć. Co on się będzie dawać ściskać. Ile on ma lat.
— No mówiłaś. Ale to było oczywiste, że ci się uda. Nie to co ta banda fajtłap. — Machnął ręką w bliżej niezidentyfikowanym kierunku. Że nikt mu jeszcze nie przyłożył.
— Wino? No nie wiem, na pusty żołądek to mi się nie chce. Ale wytrawne, czy słodkie? Bo słodkim bym nie pogardził, ale wytrawne mi żołądek wydrze. To znaczy no też bym mógł.
On nie da rady?
Głód dawał się Jonathanowi we znaki. Jego potrzeby energetyczne nie były zaspokojone, więc postanowił wrócić do siebie.
— Mi ciebie również — odpowiedział spokojny i radosny głos. Ger bez problemu mogła rozpoznać powrót Giovanniego. Ten mówił ciszej, składniej i z serdecznością w głosie. Uśmiechnął się, zaczesał włosy za uszy i rozejrzał się. Beltane wciąż trwało, a on był w jednym kawałku. Jak dobrze, że nie obudził się w lesie z przypadkową niewiastą. Nie, żeby Jonathan był zdolny do czegoś takiego... ale to był Jonathan. — Nie zrobił niczego głupiego, prawda?