- Co prawda, to prawda, uważaj na siebie dzisiaj Erik, proszę. - Musiała mu to powiedzieć, bała się bowiem, że przyjaciela może spotkać dzisiaj coś złego. Miała takie dziwne uczucie w żołądku, że jeszcze się może coś tutaj wydarzyć, a to dopiero początek tego wieczora.
Całkiem przyjemnie gawędziło się z Erikiem i Elliotem, po chwili jednak podeszła do nich para. Perseusa znała, aż za dobrze - to jego laskę ugryzła pod postacią bobra, niestety właśnie sobie o tym przypomniała, chociaż nie chciała dać po sobie tego poznać. Poza tym był jednym z jej stałych klientów, często bywał w klubokawiarni. - Dzień dobry. - Rzuciła do nich z uśmiechem, chociaż najchętniej opuściłaby już to towarzystwo. Zbyt wiele osób pojawiło się wokół.
Wtedy po raz kolejny pojawiła się przy nich Szeptucha. Naprawdę? Ileż można. Znowu przeszedł jej po plecach zimny dreszcz, tym razem kobieta jednak się do niej nie odezwała - na całe szczęście.
Norka nie zamierzała dłużej tu zostać, robiło się późno. Powinna jeszcze złożyć stoisko, zająć się wszystkim, zobaczyć, czy Salem żyje i sobie radzi. - Na mnie już pora. - Postanowiła pożegnać się z osobami, które znajdowały się obok niej. - Bądź czujny Erik. - Szepnęła jeszcze na ucho Longbottomowi nim się oddaliła.