23.03.2023, 18:41 ✶
Ingerencja MG
— Cynthia —
Młodzieniec zarumienił się na widok Cynthii. Nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat, był właściwie jeszcze nastolatkiem u progu dorosłości. Wysoki i smukły, z cerą gdzieniegdzie naznaczoną trądzikiem, lecz poza tym drobnym mankamentem jego urody, jego fizjonomia była całkiem przyjemna dla oka. — G-grę? — wyjąkał zaskoczony, a zaraz potem usta wykrzywiły się w szelmowskim uśmiechu. — Jeśli chce zdobyć pani to zdjęcie, wystarczy jeden całus.
Jeśli pocałujesz młodzieńca w policzek, odzyskasz kliszę.
— Louvain, Philip & Loretta —
Siła oraz stanowczość bijące od tej niepozornie małej Brygadzistki sprawiły, że emocje zebranych zaczęły opadać. Zwłaszcza Louvain mógł poczuć, jak pod wpływem spojrzenia błękitnych oczu jego wzburzenie łagodnieje.— No... skoro to nic takiego... To chyba można przymknąć oko na to małe nieporozumienie — oświadczyła, zdawszy sobie sprawę, że przecież nie wypada robić problemów idolom! Nie zdążyła jednak nic powiedzieć; oto dostrzegła w tłumie coś, co sprawiło, że całkowicie utraciła pewność siebie.
— Cóż... nie będę państwu przerywać... życzę miłej zabawy — bąknęła blado i zniknęła równie szybko, co się pojawiła. Dlaczego? O tym zgromadzeni mieli przekonać się za kilka chwil.
— Trevor —
Zarówno Yaxleya, jak i nowopoznaną Imogen rozpaliła gorączka pożądania. Opadła maska przyzwoitości, ustępując narastającemu w nich żarowi. Najpierw czarownica zatańczyła z Bez zbędnych słów pociągnęła Trevora w stronę zarośli, by oddać się miłosnemu uniesieniu pod rozłożystym dębem. Szeptucha
— Louvain, Philip, Cynthia & Loretta —
To ona była powodem, którego mała Easther straciła całą odwagę i tak szybko czmychnęła. Szeptucha wyszła zza pleców młodzieńca, z którym rozmawiała Cynthia i to do niej zwróciła się jako pierwsza.— Niebawem czeka cię dużo pracy, bardzo trudnej i ciężkiej. Ale poprowadzi cię potężna kobieta — oświadczyła z powagą, po czym ruszyła w stronę bliźniąt i ich towarzysza. Spojrzała na Lorettę.
— Twoja ognista krew wniesie cię na wyżyny, ale nie zawsze spotkasz się z aprobatą. Trzymaj się mocno, gdy będą chcieli zepchnąć cię ze szczytu — poradziła jej. W następnej kolejności podeszła do Louvaina i studiowała jego twarz ze zmartwieniem malującym się głęboką bruzdą na jej czole.
— Wkrótce to, co utrzymywane jest przez tobą w największej tajemnicy, zostanie ci ujawnione. Ktoś bezbronny będzie potrzebował tej pomocy — powiedziała wreszcie. Ociągała się chwilę, zanim podeszła do Philipa, zupełnie tak, jakby i ją krępowała jego sława.
— Wystrzegaj się różowej papeterii — ostrzegła go dosyć krótko, a w jej oczach pojawił się błysk rozbawienia, świadczący o tym, że przyszłość nie jest aż tak straszna. A potem zostawiła ich samych.
— Alastor —
Nikt nie zwrócił uwagi na odzianą w czerń kobietę, która dołączyła do tańczących czarodziejów. A może nikt nie śmiał zwracać na niej uwagi? Faktem jest jednak, że pewnym momencie jej dłoń splotła się z dłonią Alastora, a twarz znalazła przy twarzy.— Czarne chmury gromadzą się nad tobą i twoimi przyjaciółmi. To, co wydarzy się wkrótce, będzie zaledwie początkiem — nie mówiła głośno, lecz jej słowa docierały do uszu Moody'ego w sposób jasny i klarowny, pomimo całego zgiełku wokół nich. — Nie trać nadziei.
Obrót. Trzepot czarnych szat. I już jej nie było.
Kochani, jest to ostatni post ode mnie. Jutro pojawi się Eutierra z drugą częścią eventu - wówczas pojawi się też przestrzeń na opuszczenie tematu. Do tego czasu bawcie się, tańczcie i celebrujcie Beltane!