23.03.2023, 19:29 ✶
- A to podobna ja jestem dziwna, bo wystawiłam na licytację obiad z moim bratem. Bijecie mnie na głowę – podsumowała Brenna, w duchu odczuwając prawdziwą ulgę, że jednak nie musi rzucać czarów rozpraszających ani prosić kapłanek o to, by przywróciły aurora do porządku. Możliwe szybko. Zanim na zabawę wpadną śmierciożercy.
- Och, przepraszasz? Cóż za rozczarowanie, moje serce zostało właśnie złamane na wieki wieków, pójdę zaraz płakać do jakiegoś ciemnego kąta i wypełznę z niego najwcześniej za rok – odparła, teatralnym gestem dotykając klatki piersiowej. Ton nie pozostawiał wątpliwości, co do tego, że wcale nie zamierza iść łkać gdzieś nad utraconymi złudzeniami. Też się uśmiechnęła, w przeciwieństwie do Atreusa jednak raczej szczerze. Mogła się domyśleć, że było mu głupio. Większości ludzi byłoby głupio.
Dla niej cała sytuacja straciła znaczenie w tej samej chwili, w której się zakończyła. To, że ktoś się wygłupił na Beltaine, nie było ważne, a już na pewno nie w to Beltaine. Nie przejawiała ani cienia zakłopotania wobec tego, że pięć minut temu się jej oświadczano, a resztę wieczoru miała spędził z osobą, która to zrobiła.
- Chrzań to – poradziła lekko. – Jakaś kapłanka pozwoliła sobie na naprawdę głupi żart. Nie byłeś sobą, więc to nie twoja wina.
A potem po prostu odwróciła się, gotowa wracać na trasę patrolu. Znowu czujna, znów czekając na najmniejsze oznaki innych kłopotów niż drobnej bijatyki, z dłonią tuż przy różdżce.
- Och, przepraszasz? Cóż za rozczarowanie, moje serce zostało właśnie złamane na wieki wieków, pójdę zaraz płakać do jakiegoś ciemnego kąta i wypełznę z niego najwcześniej za rok – odparła, teatralnym gestem dotykając klatki piersiowej. Ton nie pozostawiał wątpliwości, co do tego, że wcale nie zamierza iść łkać gdzieś nad utraconymi złudzeniami. Też się uśmiechnęła, w przeciwieństwie do Atreusa jednak raczej szczerze. Mogła się domyśleć, że było mu głupio. Większości ludzi byłoby głupio.
Dla niej cała sytuacja straciła znaczenie w tej samej chwili, w której się zakończyła. To, że ktoś się wygłupił na Beltaine, nie było ważne, a już na pewno nie w to Beltaine. Nie przejawiała ani cienia zakłopotania wobec tego, że pięć minut temu się jej oświadczano, a resztę wieczoru miała spędził z osobą, która to zrobiła.
- Chrzań to – poradziła lekko. – Jakaś kapłanka pozwoliła sobie na naprawdę głupi żart. Nie byłeś sobą, więc to nie twoja wina.
A potem po prostu odwróciła się, gotowa wracać na trasę patrolu. Znowu czujna, znów czekając na najmniejsze oznaki innych kłopotów niż drobnej bijatyki, z dłonią tuż przy różdżce.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.