07.09.2023, 14:47 ✶
Macmillan wciąż wyglądała na niewinnie tępą, ale skoro mówiła takie rzeczy, nie mogła być przecież całkowicie bezmyślna.
...prawda?
- Ależ zakazuje. Bo ono inaczej traktuje energię, która płynie z nas. Tą, która daje nam życie. Nie próbuję tego oceniać... no dobrze, próbuję, chociaż dobrze wiem, dlaczego zakazano nekromanckich praktyk, po prostu... - Poczuła to nagle. Ten dziwny ucisk w podbrzuszu, od którego podkuliła nogi. Coś w jej twarzy się zmieniło, na moment uciekła nawet spojrzeniem w bok. - To zawsze była taka... - Tak bardzo nie chciała o tym mówić, ale ta ciemność żyjąca w jej wnętrzu mimowolnie pchała ją do słów, których ta część Sary, która bała się wszystkiego co niegodziwe, nie powiedziałaby nigdy. Wujek byłby pewnie z siebie dumny, bo ta kwestia była jedną z niewielu, w których wreszcie potrafiła się z nim zgodzić. - Może ja po prostu skończę ten temat, co? - Mowa srebrem, milczenie złotem? Szczególnie, kiedy poruszasz takie kwestie siedząc obok jedzącego śniadanie Aurora...
- Jeszcze?
Powtórzone za nim słowo smakowało gorzko. Przez domysły, które od razu zaatakowały jej głowę.
Macmillan wstała. Tak delikatnie jak tylko mogła. Szybko poprawiła spódnicę z lejącego się materiału, która trochę podwinęła się od pozycji, jaką zajmowała u jego boku.
- Skłamałabym mówiąc, że żadna z nas nie liczyła na to, że będziesz wolny, ale rozstania to zawsze tak nieprzyjemny temat.
Wyprostowała plecy, pocierając odrętwiały kark, raz jeszcze patrząc na niego z góry. Mimo bycia wyjątkowo drobną była wciąż wysoka jak na kobietę, za wysoka według przytłaczającej większości osób lubiących wystawiać opinie na temat wyglądu innych. Dzieliło ich ledwie pięć centymetrów - niemal nic - ale Macmillan zwykle trochę się garbiła.
Po wyrazie jej twarzy można było założyć, że jego odpowiedź niezbyt się je spodobała, być może w jakiś sposób ją uraziła. To wrażenie zostało rozmyte w momencie, w którym uśmiechnęła się rześko i powiedziała:
- Gdyby było ci z tego powodu bardzo smutno - zrobiła krok w stronę drzwi, odwrócona do niego bokiem - znam kilka lepszych sposobów na to, żebym się zamknęła.
Wyjaśniwszy, że na nią przyszła już pora, bo ją i tak zaraz znuży sen po tym wszystkim, co się działo w Dolinie Godryka, zostawiła go samego. No, może nie kompletnie samego, bo ze swoimi kuzynkami, wspomnieniem siebie i ostatnim wypowiedzianym słowem.
- Smacznego.
...prawda?
- Ależ zakazuje. Bo ono inaczej traktuje energię, która płynie z nas. Tą, która daje nam życie. Nie próbuję tego oceniać... no dobrze, próbuję, chociaż dobrze wiem, dlaczego zakazano nekromanckich praktyk, po prostu... - Poczuła to nagle. Ten dziwny ucisk w podbrzuszu, od którego podkuliła nogi. Coś w jej twarzy się zmieniło, na moment uciekła nawet spojrzeniem w bok. - To zawsze była taka... - Tak bardzo nie chciała o tym mówić, ale ta ciemność żyjąca w jej wnętrzu mimowolnie pchała ją do słów, których ta część Sary, która bała się wszystkiego co niegodziwe, nie powiedziałaby nigdy. Wujek byłby pewnie z siebie dumny, bo ta kwestia była jedną z niewielu, w których wreszcie potrafiła się z nim zgodzić. - Może ja po prostu skończę ten temat, co? - Mowa srebrem, milczenie złotem? Szczególnie, kiedy poruszasz takie kwestie siedząc obok jedzącego śniadanie Aurora...
- Jeszcze?
Powtórzone za nim słowo smakowało gorzko. Przez domysły, które od razu zaatakowały jej głowę.
Macmillan wstała. Tak delikatnie jak tylko mogła. Szybko poprawiła spódnicę z lejącego się materiału, która trochę podwinęła się od pozycji, jaką zajmowała u jego boku.
- Skłamałabym mówiąc, że żadna z nas nie liczyła na to, że będziesz wolny, ale rozstania to zawsze tak nieprzyjemny temat.
Wyprostowała plecy, pocierając odrętwiały kark, raz jeszcze patrząc na niego z góry. Mimo bycia wyjątkowo drobną była wciąż wysoka jak na kobietę, za wysoka według przytłaczającej większości osób lubiących wystawiać opinie na temat wyglądu innych. Dzieliło ich ledwie pięć centymetrów - niemal nic - ale Macmillan zwykle trochę się garbiła.
Po wyrazie jej twarzy można było założyć, że jego odpowiedź niezbyt się je spodobała, być może w jakiś sposób ją uraziła. To wrażenie zostało rozmyte w momencie, w którym uśmiechnęła się rześko i powiedziała:
- Gdyby było ci z tego powodu bardzo smutno - zrobiła krok w stronę drzwi, odwrócona do niego bokiem - znam kilka lepszych sposobów na to, żebym się zamknęła.
Wyjaśniwszy, że na nią przyszła już pora, bo ją i tak zaraz znuży sen po tym wszystkim, co się działo w Dolinie Godryka, zostawiła go samego. No, może nie kompletnie samego, bo ze swoimi kuzynkami, wspomnieniem siebie i ostatnim wypowiedzianym słowem.
- Smacznego.
Koniec sesji
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.