25.07.2023, 16:47 ✶
Kiwnąłem głową, na wzmiankę o ilości psów reagując uniesieniem brwi. Faktycznie było ich dużo. Brud i hałas jaki generowały musiał być bardzo duży. Kim jednak byłem by poruszać tego typu sprawy, skoro mój własny dom stał zapuszczony i zrujnowany. - No to nie wiem. Jak złapiecie jakiegoś, o ile już tego nie zrobiliście, to możecie się zapytać. Jak nie powie grzecznie, to są inne metody. - zasugerowałem, mając na myśli veritaserum. Istniały bardziej widowiskowe sposoby na wydobycie z kogoś informacji, jednak nie pasowały one do naszych charakterów. Ba, raczej żaden z brygadzistów czy aurorów, nawet tych najbardziej zagorzałych, nie zdecydowałby się na ten krok. Błogosławieni ci, co są nieświadomi.
- Prawda? Jak byłem na rozmowie o pracę, to patrzył się tak na mnie, jakby chciał się wwiercić w sam środek mojej duszy. - wzdrygnąłem się na samo wspomnienie. - On ma w sobie to coś, że nie chcesz mieć z nim na pieńku. Nawet jeśli się zapomni jego dokonania. - kurz nie zdążył osiąść po pojedynku z Grindelwaldem, a już mieliśmy do czynienia z nowym zagrożeniem, według niektórych jeszcze większych. Poprzedni czarnoksiężnik przynajmniej miał określony cel, a obecnie ciężko było się domyślić, o co chodzi. A może to wszystko było jedynie grą, by wprowadzić nas w błąd?
Nawet ja, posiadając dar jasnowidzenia, nie mogłem być pewien, co się wydarzy. Widziałem wiele scenariuszy, takich kończących się na naszą korzyść i takich, gdzie zwyciężał Voldemort. Każdy nasz najmniejszy gest, wypowiedziane słowo, wykonana reakcja, o sekundę wcześniej czy później, potrafiły wywrócić wszystko na drugą stronę. Czy był to jeden z powodów, przez które Dumbledore nie skorzystał jeszcze z moich zdolności? A może po prostu nie ufał mi na tyle dostatecznie? Kolejne pytania, zero odpowiedzi.
Zdążyłem się pogodzić, że dom nie będzie w dobrym stanie, także przygotowałem się psychicznie na najgorsze. Pokój mógł zawsze wyglądać gorzej, mieć dziury w ścianach, gniazdo zwierzęcia, czy zostać kryjówką typów spod ciemnej gwiazdy. - Proszę. - dodatkowo machnąłem zachęcająco ręką, odsuwając się nieco na bok. Na polu zaklęć transmutacyjnych nie byłem kompletnie zły, a nawet bym powiedział, że nieco przekraczałem poziom przeciętny. Nie zmieniało to faktu, jakim była dominacja zdolności Brenny nade mną. Jeśli ona nie mogła sobie z czymś poradzić, to kim byłem, by samemu próbować? - Trudno, kupi się nowy. Dziękuje za pomoc. Najważniejsze, że fortepian dało się poskładać. Jakby on skończył na śmietnisku, to mama wstałaby z grobu i mnie zatłukła kapciem na śmierć. Chociaż...mogłaby to pewno zrobić zza zasłony samym swoim wzrokiem. - wizja tłumaczenia się zmarłej rodzicielce z tego wszystkiego nie była zbytnio zachęcająca. Stanowiło to jedną z wad naszego rodowego dziedzictwa - inni nie słyszeli wściekłego mamrania swoich rodziców czy dziadków, jeśli zrobiło się coś nie po ich myśli.
- Prawda? Jak byłem na rozmowie o pracę, to patrzył się tak na mnie, jakby chciał się wwiercić w sam środek mojej duszy. - wzdrygnąłem się na samo wspomnienie. - On ma w sobie to coś, że nie chcesz mieć z nim na pieńku. Nawet jeśli się zapomni jego dokonania. - kurz nie zdążył osiąść po pojedynku z Grindelwaldem, a już mieliśmy do czynienia z nowym zagrożeniem, według niektórych jeszcze większych. Poprzedni czarnoksiężnik przynajmniej miał określony cel, a obecnie ciężko było się domyślić, o co chodzi. A może to wszystko było jedynie grą, by wprowadzić nas w błąd?
Nawet ja, posiadając dar jasnowidzenia, nie mogłem być pewien, co się wydarzy. Widziałem wiele scenariuszy, takich kończących się na naszą korzyść i takich, gdzie zwyciężał Voldemort. Każdy nasz najmniejszy gest, wypowiedziane słowo, wykonana reakcja, o sekundę wcześniej czy później, potrafiły wywrócić wszystko na drugą stronę. Czy był to jeden z powodów, przez które Dumbledore nie skorzystał jeszcze z moich zdolności? A może po prostu nie ufał mi na tyle dostatecznie? Kolejne pytania, zero odpowiedzi.
Zdążyłem się pogodzić, że dom nie będzie w dobrym stanie, także przygotowałem się psychicznie na najgorsze. Pokój mógł zawsze wyglądać gorzej, mieć dziury w ścianach, gniazdo zwierzęcia, czy zostać kryjówką typów spod ciemnej gwiazdy. - Proszę. - dodatkowo machnąłem zachęcająco ręką, odsuwając się nieco na bok. Na polu zaklęć transmutacyjnych nie byłem kompletnie zły, a nawet bym powiedział, że nieco przekraczałem poziom przeciętny. Nie zmieniało to faktu, jakim była dominacja zdolności Brenny nade mną. Jeśli ona nie mogła sobie z czymś poradzić, to kim byłem, by samemu próbować? - Trudno, kupi się nowy. Dziękuje za pomoc. Najważniejsze, że fortepian dało się poskładać. Jakby on skończył na śmietnisku, to mama wstałaby z grobu i mnie zatłukła kapciem na śmierć. Chociaż...mogłaby to pewno zrobić zza zasłony samym swoim wzrokiem. - wizja tłumaczenia się zmarłej rodzicielce z tego wszystkiego nie była zbytnio zachęcająca. Stanowiło to jedną z wad naszego rodowego dziedzictwa - inni nie słyszeli wściekłego mamrania swoich rodziców czy dziadków, jeśli zrobiło się coś nie po ich myśli.