• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[08.05.1972, Aleja horyzontalna] Nauka spadania, Martin & Daisy

[08.05.1972, Aleja horyzontalna] Nauka spadania, Martin & Daisy
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#11
31.08.2023, 02:04  ✶  
Daisy kiwnęła głową. Tak. Dokładnie miała na myśli akurat Pentax.
- Czwórka albo szóstka – doprecyzowała. – Ja mam szóstkę, ale czwórka jest niewiele słabsza a o połowę tańsza. Jeśli tylko chcesz się przekonać, czy fotografowanie jest dla ciebie to może warto kupić tańszy model? Albo możesz wziąć siódemkę. Jest najnowsza, ale moim zdaniem to ciągle ta sama kategoria jakości. Różnice są… kosmetyczne – paplała, pokazując nieco smuklejszy kształt i inny rodzaj tłoczenia na jednym z modeli.
Machinalnie zawijała wolną ręką kosmyk włosów za ucho. A Martin był akurat w tej doskonałej sytuacji, że tak naprawdę cokolwiek by kupił, w oczach Daisy podjąłby najlepszy możliwy wybór. Lubiła gadać a on potrafił zadawać takie pytania, na które potrafiła odpowiedzieć bez specjalnego popuszczania wodzy fantazji. Nie wiedziała na ile jej stan ma związek z Beltane i wiankami, którymi się wymienili – w ogóle nie przyszło jej do głowy, że to miało jakiś wpływ na to, w jaki sposób patrzyła na Martina. Po prostu zazwyczaj lubiła siedzieć we własnym świecie fantazji a teraz chętniej z niego wychodziła, by spędzić trochę czasu akurat z Crouchem.
- Tak, ale chyba ważniejsze są zaklęcia – zgodziła się odruchowo. – No wiesz, coś żeby się nie potłukł, obiektyw nie pobrudził i nie zalała go woda przy pierwszym deszczu. Chociaż ja akurat nie mam tego zaklęcia samoczyszczącego – zaznaczyła na wszelki wypadek. – Możesz jeszcze dokupić etui, smycz, dodatkowe przesłony oraz klisze. W sumie, podstawowa różnica akurat w kliszach sprowadza się do: mugolskie, czyli nieruchome i magiczne, dzięki którym zdjęcia będą magiczne. Przy czym, od razu musisz pamiętać, że żeby zdjęcia naprawdę były magiczne, potrzebujesz ciemnie i odpowiednich preparatów do ich wywołania.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#12
05.09.2023, 20:03  ✶  

Przyjrzał się modelowi numer siedem. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegł wielu różnic. Na drugi — jakieś tam były, ale czy to wystarczający argument do podniesienia ceny? Martina stać było na szóstkę, siódemkę i nawet na rezerwację nie powstałej jeszcze ósemki, ale przy Daisy chciał się pokazać jako rozsądny człowiek.

— Wezmę czwórkę w takim razie.

Spoglądał na aparaty, by nie śledzić ruchu jej palców we włosach. Miała piękne fale, których nie dostrzegł jeszcze u nikogo innego. W jego rodzinie wszyscy mieli włosy proste jak druty. A Daisy wyglądała jak rzeźba greckiej bogini.

— Zaklęcia, tak... Brzmi rozsądnie — odpowiedział, by cokolwiek powiedzieć i oderwać się od swoich dziwnych myśli. Nie potrafił prowadzić konwersacji jednocześnie tonąc w rozmyślaniach nad otaczającym go pięknem.

— Może na początek wezmę tylko podstawowe akcesoria...

Coraz trudniej było mu się skupić. Nie tylko z powodu oczywistego rozproszenia, ale i mnogości otrzymywanej wiedzy. Powoli się gubił w tych wszystkich kliszach i filtrach.

Poprosił pracownika o spakowanie wybranego modelu aparatu. Dobrał też odpowiednie etui oraz obydwa rodzaje kliszy. Nie chciał już siedzieć dłużej w sklepie.

— To chyba wszystko? — spytał Daisy.

Po skompletowaniu zestawu młodego fotografa, zapłacił należną sumę. Dzięki wypadom do barów miał drobne, więc nie musiał zawstydzać się wykładaniem na blacie samych galeonów.

— To teraz... Chciałaś pójść do kawiarni, prawda?

Zaczął się stresować. Już za moment aparaty przestaną rozpraszać jego uwagę. Nie potrafił zrozumieć, czemu aż tak przeżywa to spotkanie. To prawda, że dawno nie wychodził na miasto z nowo poznaną osobą. Ale czuł się jak nastolatek na randce.

Randce?

Poczuł, jak pocą mu się dłonie.

Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#13
10.09.2023, 18:47  ✶  
Daisy obserwowała jak Martin wybierał aparat i opłacał go. Nie przeszkadzała mu w tym, zastanawiając się, czy kiedyś, kiedy wreszcie zacznie robić zdjęcia pokaże jej co mu z tego wyszło. Nawet nie chodziło o to, żeby go oceniać – Daisy miała pewność, że zdjęcia które Martin wykona będą udane; ale o to że będą mieli okazję by się znowu spotkać. A jej jakoś dobrze było w jego towarzystwie i tak właściwie to chciałaby się z nim znowu spotkać. Byle tylko nie wyszło na to, że jest zbyt nachalna czy coś. Ludzie czasem źle reagowali, gdy wykazywała się zbytnim entuzjazmem.
- Tak. Bardzo chętnie – odpowiedziała, posyłając mu najszczerszy i jednocześnie najszerszy z uśmiechów, jaki posiadała. – Miałeś mi opowiedzieć co się wydarzyło w czasie Beltane po tym, jak mnie opuściłeś – przypomniała.
Zmarszczyła brwi, uzmysławiając sobie, że źle to zabrzmiało. Bardzo źle. Wcale jej nie opuścił, po prostu się rozstali. Daisy do teraz miała zrobiony przez niego wianek. Wisiał na ścianie w jej pokoju i powoli zasychał zamieniając się w przyjemną – dla jej oka – ozdobę.
Wyszli razem ze sklepu z aparatami. Młoda dziennikarka pokazała Martinowi znajdującą się kilkaset metrów dalej kawiarnię.
- Może tam wstąpimy? – zapytała, kompletnie ignorując, że jej towarzysz najwyraźniej zaczął się stresować. Ba, gotowa była sama dźwigać na sobie ciężar konwersacji, byle tylko znowu mógł się odprężyć. - Mam ochotę na dużą kawę z mlekiem i z piankami - zaczęła paplać.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#14
17.09.2023, 23:27  ✶  

Normalnie dla Martina takie zachowanie byłoby nachalne. Ale wiele by sobie z tego nie robił. Po prostu odmówiłby zaproszenia, dając jakąś uniwersalną wymówkę. To nie tak, że czułby się źle ze szczerością. Po prostu często wzbudzała ona dyskomfort w obcych, który przelewał się też na niego... Szkoda zbędnych emocji. Trzymanie się etykiety stanowiło czasem wygodne rozwiązanie.

Ale nie tym razem.

Tym razem zgodził się na pierwsze spotkanie, a po nim zgodzi się na drugie i każde kolejne. Każde? Na ten moment jego umysł nie wybiegał tak daleko w przyszłość, ale taka odpowiedź była prawdopodobna.

Z Martina uszło trochę powietrze, gdy Daisy wspomniała Beltane. Czyli jednak będą musieli o tym porozmawiać.

— Najpierw usiądźmy — zaproponował, by odwlec wydarzenie w czasie. Nawet umknęło mu, w jaki sposób dziewczyna zbudowała zdanie. Wystarczyło słowo klucz — Beltane — a już zamykał się w sobie.

Pokiwał głową na wspomnienie kawiarni. Daisy była wystarczająco rozmowna, by milczenie Martina nie dało się tak łatwo zauważyć. Odezwał się dopiero, gdy weszli do środka.

— Dzień dobry... Poproszę dużą kawę z mlekiem i piankami... — odezwał się podbijając od razu do lady. — Dwa razy...

Pijał tylko gorzką kawę. Wszelkie dodatki nie wzbudzały jego zainteresowania. Za ten mocny trunek zabrał się jeszcze za dzieciaka. Miał taki głupi pomysł, by ćwiczyć tym swój charakter. Chciał być jak poeci, o których czytał. Aż w końcu weszło mu to w nawyk. Pianki w jego głowie nie zawitały nigdy. Do teraz.

Poczekał, aż Daisy wybierze miejsce i przystał na każdy jej wybór. Zamówienie otrzymali szybko, jak na magiczną kawiarnię przystało. Martin odmówił proponowanego przez kelnera wypieku. Mleko w kawie stanowiło wystarczającą przekąskę.

Gdy zostali sami, rozsiadł się nieco wygodniej w fotelu. Czas na opowieść.

— Pod koniec festynu spacerowałem wokół polany brzegiem lasu... W pewnym momencie porwał mnie wiatr. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, tak było. Myślałem, że nagle w Kniei pojawiło się tornado... Przez głowę przeszła mi myśl o ataku Śmierciożerców... Ale jak dobrze wiemy, oni użyli innego żywiołu. A wiatr był sprawką tajemniczej kobiety.

Odruchowo wziął łyk kawy, ale skrzywił się nieco czując mdły smak spowodowany przez mleko i niemal zatapiajac nos w piankach.

Bez zagłębiania się w szczegóły, opowiedział Daisy jak to spotkał kobietę, która wierzyła, że bóstwa przysłały przez wiatr go i jeszcze inną kobietę. Pomógł jej wykonać rytuał, dzięki któremu zerwie ona klątwę ze swojego męża. Następnie został zaproszony przez nią do swojego domu. Nie miał pojęcia, gdzie jest, a magia nie działała. Życzliwość, jaką otrzymał od czarownicy wzbudziła w nim zaufanie. Poszedł więc z nią. A tam spotkał kilkoro czarodziejów (nie wymienił ich imion) atakujących ghoula... którym był ów mąż. Kobieta starała się uratować go, a wtedy czarodzieje rzucili się na nią. Wtedy Martin starał się ją chronić, aż nagle... Jakieś ciernie oplotły ghoula i w drastyczny sposób skonał na ich oczach. Jednocześnie pojawił się duch jego kochanki, po czym połączyli się w zaświatach. Znów zerwał się wiatr i wyrzucił ich wszystkich z domu. Następnie został znaleziony przez swojego skrzata i nim cokolwiek zdziałał, deportowano go do domu.

— Od tamtej pory nie słyszałem o niej... Nikt też nigdzie nie wspomniał o tym tajemniczym wietrze... Te wydarzenia były tak niezwykłe i sądziłem, że w jakimś artykule ktoś o nich wspomni. Być może miały związek z tym, co się wydarzyło na polanie... Czasami wątpię, czy to, co widziałem, faktycznie się wydarzyło... — zakończył ponuro.

Wiele razy przyszło mu na myśl, by napisać list do Williama albo Perseusa Blacka. Spytać, czy oni też pamiętają to wydarzenie. Ale wstydził się. Bał poznać prawdy. Nie chciał wyjść za dziwaka. Nie teraz, gdy w końcu zaczęło mu zależeć na byciu częścią społeczeństwa.

Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#15
28.09.2023, 00:53  ✶  
Daisy za to była typem łasucha. Lubiła słodkie. Lubiła też wszystko, co było… ładne. Przynajmniej w jej standardach. I jak zazwyczaj preferowała picie napoju odpowiednio do pory roku (kto to widział dyniową latte w maju? Albo herbatę z goździkami, cynamonem i pomarańczami?) tak na myśl o Beltane, na myśl o tym co tam się stało i jak bardzo odcisnęło to piętno na wydarzeniach z tamtego okresu, poczuła chęć na jedną z tych zimowych kaw, które smakowały najbardziej, gdy siedziało się pod kocem, w wygodnym fotelu i pijąc je trzymało kubek w obydwu rękach na raz.
Wybrała miejsce w kącie restauracji. Na tyle na uboczu, by nie rzucali się przechodniom i innym klientom za bardzo w oczy. Raczej nie pomyślała o tym, by chronić anonimowość Martina – na to pewnie brakowałoby jej zdrowego rozsądku, ale chciała… zapewnić mu komfort? Opowieść o Beltane, jakakolwiek miałaby nie być, była dość osobista. I Daisy miała w sobie akurat tyle taktu by domyśleć się, że siedzący naprzeciwko niej mężczyzna o smutnej twarzy, mógł nie chcieć rozpowiadać o tym wszystkim dookoła.
Kiedy zamówienie do nich dotarło, rozsiadła się wygodnie na swoim miejscu i skupiła pełną uwagę na Martinie i na jego opowieści. Daisy umiała słuchać – dzięki temu była niezłą dziennikarką. Teraz też nie przerywała, gdy mówił – nawet jeśli części jego historii brzmiały fantastycznie.
- Cieszę się, że to wiatr cię porwał a nie śmierciożercy – powiedziała wreszcie, gdy zakończył swoją historię. – Widzisz… wydaje mi się, że to co cię spotkało było rzeczywiście na tyle niezwykłe, że tylko ty i ludzie, których spotkałeś w tej chacie, padliście ofiarami tego wiatru. Jeśli oni nie zechcieli się podzielić swoimi przeżyciami z dziennikarzami to i nie bardzo kto miał o tym napisać – bo i nikt nie wiedział. Zresztą, śmierciożercy odwalili takie szaleństwo na Beltane, że uwaga wszystkich skupiła się na Polanie Ognisk. Sama Daisy pojawiła się tam drugiego maja i nawet wlazła z bratem do Kniei Godryka. – Gdybyś chciał to mogłabym o tym napisać – zaproponowała. – Tylko czy naprawdę byś chciał?
Nie musiała podawać tam informacji o imieniu i nazwisku Martina lub o innych biorących udział w tym ludziach. Cała historia brzmiała jak kolejny przejaw magii Beltane. Przynajmniej, kiedy usłyszała o niej opowiedzianą jego słowami.
- Beltane to noc miłości. Myślę, że to dlatego spotkałeś tam tę odprawiającą rytuał nieszczęśliwą żonę. I dlatego po nałożeniu wianka na głowę jej męża, pojawiła się ta druga, ta która była duchem. Nie jestem za dobra w takich sprawach, ale być może to była ta jedyna noc w roku, kiedy to wszystko mogło się przydarzyć – opisała. – Na twoim miejscu też wzięłabym udział w tym rytuale, żeby pomóc jej odzyskać męża. - Bo Daisy cóż... wierzyła w miłość.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#16
28.09.2023, 11:23  ✶  

Gdyby Martina porwali Śmierciożercy... to pewnie by już nie wrócił. Nie sądził, że życie dałoby mu kolejną szansę. Chociaż kto wie, czy jego poprzedni oprawcy też nimi nie byli...

Daisy miała rację. Skoro nikt z nich nie podzielił się historią, nie mogła ona dotrzeć do uszu dziennikarzy. Nie wiedział, czy William i Black opowiedzieliby o tym komukolwiek... Ani tym bardziej pozostała dwójka czarodziejów. Czy William faktycznie musiał zgłosić to jakimś służbom? Może zrobił to, ale sprawa zniknęła w gąszczu innych problemów związanych z Beltane? Chociaż i tam zginął człowiek i to zdecydowanie z innych powodów, niż te z Polany. Czy powinien pozwolić Daisy na opowiedzenie tej historii światu?

— Muszę się zastanowić — odparł. — Nie chciałbym wyrządzić nikomu krzywdy ujawnianiem tego... Z drugiej strony tu chodzi o tragedię kobiety... Nie wiem nawet, czy zostało to zgłoszone Ministerstwu. Na miejscu był jeden z pracowników, ale... nie pamiętam dokładnie, czym się zajmuje.

Upił paskudnie słodkiej kawy. O ile wciąż można było tak nazywać wywar z cukru z dodatkiem kawowych fusów. Nie podobał mu się ten smak. Nie był w ogóle przyzwyczajony do słodyczy. Jego ulubioną przekąskę stanowiła czarna kawa i papieros.

Z niewyjaśnionych dla niego powodów, poruszyło go stwierdzenie Daisy, że "Beltane to noc miłości". Nie podzieliła się niczym odkrywczym. To wręcz definicja tego święta. Ale myślenie o tym, że większość uroczystości spędził właśnie z dziewczyną i także z nią zatopił się w wiankowe rytuały... Spuścił wzrok, a na jego bladej twarzy mógłby pojawić się rumieniec, gdyby miał sprawniej działające krążenie krwi.

— Przez ten wiatr straciłem twój wianek... — mruknął z zauważalną stratą w głosie. — Na szczęście wciąż mam ten magiczny pierścień. Nie spodziewałem się, że właściwości taniej festiwalowej pamiątki utrzymają się tak długo.

Tak, właśnie tym przyznał się, że od czasu do czasu zakłada ozdobę, by jego włosy znów rozbłysły kolorami tęczy.

Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#17
05.11.2023, 02:06  ✶  
Daisy obserwowała Martina, gdy ten podejmował decyzję dotyczącą tego, czy warto było napisać artykuł o Beltane, czy nie warto było tego robić. To był jego wybór. I chociaż zazwyczaj dziennikarka nie miała w sobie za wiele cierpliwości, tak w przypadku akurat siedzącego naprzeciwko niej mężczyzny… miała jej aż za dużo. Ba, co odkryła z pewnym zdziwieniem, każdą jego decyzję była w stanie nie tylko zaakceptować, ale też usprawiedliwić.
- W porządku – odpowiedziała, posyłając w jego stronę ciepły uśmiech. – Po prostu pamiętaj, że... – eee, przez chwilę korciło ją, żeby rzucić coś w rodzaju: jestem tu dla ciebie, ale nawet w jej uszach zabrzmiałoby to dość osaczająco. – To twoja historia. To wasza historia – poprawiła się, choć dalej nie interesowała się szczególnie pozostałymi jej uczestnikami, najważniejszy był Martin. – Jeśli będziesz chciał, żeby pojawiła się w prasie, daj znać. Jeśli nie to… też to zrozumiem.
Mocniej objęła rękami kubek z przesłodzoną kawą. Ona wianka uplecionego przez Martina nie straciła. Zasuszony wisiał na ścianie w jej pokoju. Pierścionek też zresztą zachowała i chociaż może nie zakładała go specjalnie na palec, obydwa przedmioty nierozerwalnie kojarzyły jej się z Crouchem. I były to… bardzo dobre wspomnienia.
- Za rok mogę ci upleść drugi – rzuciła beztrosko, naprawdę nie mając w tym momencie niczego szczególnego na myśli. Chociaż może miała? Jakaś jej część bardzo chciała, żeby Martin ją polubił. – Ciekawe, czy utrzymają się przez cały rok. Jeśli tak będzie to obiecuję, że w następnym roku przyjdę ze swoim pierścionkiem na Beltane. A potem wylosuję nowy i przeprowadzę wywiad z właścicielką stoiska. Musi być bardzo utalentowana w… w zaklinaniu przedmiotów? Zaczarowywaniu ich? Obdarzaniu magicznymi właściwowami?
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#18
05.11.2023, 18:09  ✶  

Skinął głową.

— Tak, pomyślę jeszcze o tym...

To zdecydowanie nie był moment na takie rozważania. Nie miał teraz przestrzeni na wyłączenie się do kręgu swoich myśli. Był poza domem i w towarzystwie. Nawet nie chciał się teraz specjalnie zastanawiać nad niczym innym, niż byciem tu i teraz.

Chwilkę zagapił się na nią, gdy wspomniała o drugim wianku. Czy to oznaczało, że zapraszała go na kolejne Beltane? Czy chciała razem z nim porobić wtedy zdjęcia? Czy może...

Nie, na pewno nie było nic poza tym. Martin przeczesał ręką włosy. Musi się skupić. Jego myśli latały jak szalone.

— Hm... Możliwe... — krótko skomentował zachwyt Daisy nad właścicielką stoiska. Był przyzwyczajony do otaczania się najwyższej jakości magicznymi przedmiotami. Działały przez generacje. Pierścionek z Beltane uznał za festiwalową tandetę i nie miał pojęcia, że obiekty dostępne większości społeczeństwa mają swoje limity, w tym czasowe. Tania biżuteria utrzymująca swoją właściwość przez rok mogła być prawdziwym fenomenem dla Daisy, ale Martin nawet nie znał się na zaklinaniu przedmiotów. Dla niego po prostu istniały. I tyle.

— Może... może będzie mogła wykonać ci pierścionek z wybranym przez ciebie działaniem... — zaproponował byle by coś powiedzieć. Zaczął się zastanawiać, ile zajęłoby mu nauczenie się czegoś takiego. Może mógłby zrobić dla Daisy biżuterię robiącą zdjęcia. To by było ciekawe.

Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#19
06.11.2023, 00:02  ✶  
Daisy znowu pokiwała głową, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, jakim tokiem pobiegły myśli Martina. Czy wiedziała jak wiele ich różniło? No pewnie, że wiedziała. Samo to, że pojawił się na balu u Longbottomów pokazywało z jak bardzo różnych środowisk pochodzili. To znaczy, ona też tam była, ale w charakterze dziennikarki. Longbottomowie wpuścili ją do swojej rezydencji tylko po to, żeby następnego dnia poczytać w Proroku Codziennym o tym, jacy potrafili być wspaniałomyślni a ich goście hojni, gdy chodziło o wspieranie sierocińca.
On był bogaczem. Ona nie. On miał czystą krew. Ona nie. On stracił żonę w wyniku samobójczej śmierci. Ona nawet nie miała chłopaka na poważnie.
Jasne, nigdy nie czuła się biedna – zaklęty dom, w którym mieszkała udowadniał jej, że mogła mieć wiele więcej od reszty (kto mógłby, np. mieć pokój jednego dnia wyglądający jak zaczarowany las albo spać na chmurce?), ale gdyby porównać zasobność ich portfeli i czystość płynącej w żyłach krwi, nagle jej status wydałby się śmiesznie niski przy Crouchu.
- Może – zgodziła się odruchowo z Martinem. Ale tak naprawdę Daisy nie wiedziała jakiego działania mogłaby sobie zażyczyć. Jej pragnienia były w tym momencie bardzo przyziemne. Alarmująco wprost przyziemne. – Ucichłeś. Przepraszam, ja ciągle dużo gadam – usprawiedliwiła się, zastanawiając się, czy siedzący naprzeciwko niej mężczyzna nie był już trochę zmęczony jej obecnością. – Mam nadzieję, że spodoba ci się fotografowanie – dodała po chwili, dopijając swój napój.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#20
15.11.2023, 22:37  ✶  

Martin i Daisy pochodzili ze znacznie różnych środowisk. Ale mimo tego wiele ich łączyło.

— Nie przepraszaj... Lubię słuchać. A sam nie mam za wiele do powiedzenia... — Trochę przykro mu było z tego powodu. Daisy była taka pełna życia. Pewnie o wiele lepiej spędzałoby się jej czas z kimś bardziej rozmownym, kto rzucałby jakieś ploteczki, anegdotki, czy żarciki. A on? Nad stworzeniem prostego zdania spędzał kilka sekund.

— Na pewno mi się spodoba... Nie potrafię zrozumieć, dlaczego wcześniej nie wpadłem na pomysł, żeby się tym zainteresować.

Sięgnął do torby z zakupami i zaczął wyciągać swój nowy sprzęt.

— Czy mogłabyś mi pomóc zrozumieć, jak robić zdjęcia tym modelem? Zgaduję, że nie różni się bardzo od twojego, którym zrobiłem kilka zdjęć na Beltane... ale... chciałbym być pewny... — powiedział podsuwając jej swoje zakupy.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Daisy Lockhart (3177), Martin Crouch (2674)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa