- Dlaczego nie? To znaczy, gdyby to nie była ta gryząca kapusta. Kwiatki przecież zwiędną, a taką kapustę możesz zjeść. Chociaż… po zastanowieniu… chyba wolałabym sałatę, można ją jeść na surowo – oceniła Brenna, ładując roślinki do koszyka. – Słuchaj, a taki cały warzywny bukiet? Z sałatą, rzodkiewką, marchewką i… kalarepą. Nie mam pojęcia, jak wygląda kalarepa, ale podoba mi się, jak brzmi ta nazwa. I kalafiorem. Jakby to ładnie ułożyć, to przecież mogłoby wyglądać świetnie i to byłby doskonały prezent, bo przecież jedzenie zawsze jest doskonałym prezentem.
Brenny prawdopodobnie lepiej było nie pytać o porady dotyczące zakupu prezentu dla ukochanej albo ukochanego. Bo wydawała się mówić z absolutną powagą, nie wydurniając się tym razem, a w szczerzej wierze, że taki bukiet to wspaniały pomysł, dużo bardziej praktyczny od kwiatków. Ba. Brenna naprawdę w to wierzyła. Miało to zapewne wiele wspólnego z tym, że lubiła jedzenie – i to jedzenie w ogólności, także warzywa – i że raczej nie dostawała kwiatów, a że te rosły w ich ogrodzie, nie wpadła na to, że takie dostane na okazję to coś specjalnego.
– To zabrzmi dziwnie, ale ehem, przyłapali mnie, jak chciałam wejść do Zakazanego Lasu o zmierzchu – wyznała. Dalej sama siebie przeklinała, że straciła ostrożność, bo zwykle nie było szans, aby ktoś ją na czymś takim przyłapał. – Więc rozumiesz, wysłali mnie do Zakazanego Lasu w ramach kary. Nie, też nie rozumiem tej logiki. Chyba że uznali, że skoro się tu i tak pcham, to chociaż zrobię coś pożytecznego? – wyjaśniła. Przechyliła się nieco, spoglądając na kwiatka o żółtych płatkach. [/b] – A wiesz, że nawet kusi? Mogłabym go komuś podrzucić i patrzeć, co się dzieje. Ale chyba nie ma nikogo, kogo aż tak bym nie lubiła[/b] – oceniła, w końcu wstając.
Żółty kwiatek pozostał na miejscu, za to jej koszyk był już nieomal pełny.
– Bo Krukoni to zawsze ci grzeczni, a ty szedłeś do tej wieży w ramach lunatykowania? – roześmiała się. Znała w końcu przynajmniej dwóch Krukonów, którzy niekoniecznie byli tacy grzeczni. – Ze Ślizgonami to zależy – dodała, bo Victoria i Cynthia nigdy nie wydawały się jej materiałem na sprawiaczki kłopotów. Jeżeli w takie wpadały, to prędzej przez nią, a ta druga przez Fergusa czy Castiela… – Pewnie są jakieś pamiętniki, które pisali sławni ludzie? Niektórzy z nich na pewno byli w Hogwarcie. Może któryś napisać coś o chłoście – powiedziała, chyba po raz pierwszy w życiu gotowa czytać coś odnośnie historii magii dobrowolnie. A potem uniosła swój koszyk i zadyndała nim w powietrzu. – Mam wrażenie, że to wystarczy na całą kadź eliksirów. Sądzisz, że możemy wracać?
Uznała, że po powrocie, pójdzie sprawdzić te hogwarckie kary. Nie była pewna, po co jej ta wiedza, ale kiedy Brenna miała ochotę coś zrobić, to zwykle to robiła. A teraz jakoś ją to zaciekawiło.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)