• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [lato 1972] Pod pokładem pleni się robactwo

[lato 1972] Pod pokładem pleni się robactwo
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
24.08.2023, 19:36  ✶  

Nie była pewna, co mogłaby zrobić więcej. Nie chciała się bawić w żadne samosądy, tak naprawdę, to widzieli pewnie tylko wierzchołek góry lodowej – a co było pod tą brzydką fasadą? Jeszcze brzydsza fasada? Nie zmieniało faktu to, że chłopak był dzieckiem, a jego matka go uderzyła – czy pierwszy raz? Czy było to nagminne? Co mogą na to poradzić, przecież jak przyjdzie co do czego to nie wyrzucą starszej kobiety za burtę. Może ktoś by ją wtrącił do jakiegoś aresztu, ale… ech. Tak naprawdę, Victoria czuła, że wszyscy mają tutaj też swoje zmartwienia. Ona na pewno je miała. Czy powstrzymanie pani Sterling dzisiaj załatwi problem? Czy nie podniesie więcej ręki na chłopca…? Problem był w tym, że byli tutaj na ograniczonej przestrzeni, na statku.

Poczuła też, że mężczyzna, wyglądający na palacza, miał gołębie serce, odstępując chłopcu swoją porcję jedzenia. I prawdę mówiąc to sprawiło, że się mimowolnie uśmiechnęła. Chłopiec wybiegł z pralni – a jego wyraz twarzy… wyglądał trochę tak, jak Victoria pewnie sama wyglądała chwilę temu. Chłopiec chyba uciekał, by się na pewno nie nawinąć pod rękę i gniew tamtej kobiety,

- Co miałby ukraść tutaj, prześcieradło? – zapytała w końcu, niepewna, czy w ogóle przyjąć takie wyjaśnienie do wiadomości, czy nie. Czas i miejsce brzmiały jak wymówka.
[a] Krzyk. Victoria odruchowo spojrzała w stronę korytarza, spuszczając wzrok z Fanny, rozszerzyła szerzej oczy, bo ten krzyk brzmiał wręcz złowieszczo. Zupełnie inaczej niż wrzaski Sterling. Bo ona krzyczała i było słychać co, a ten krzyk… To było jak okrzyk, nie jak wykrzykiwane w złości słowa. Stone zaraz odwróciła głowę z powrotem, na krótko spoglądając na Erika i Geraldine, a w końcu i na Sterling, nie bardzo wiedząc, co się stało i co ma zrobić. Geraldine rzuciła się bez słowa do biegu, znowu.

- Co to było? – w jej głosie wyraźnie było słychać zaniepokojenie. - Szlag, co się dzisiaj dzieje – wyrzuciła z siebie, bo to wszystko brzmiało jak jakieś fatum. Synalek hrabiny, pani Striling, a teraz… kto teraz coś zrobił i się na kogoś rzucił? - Mam nadzieję, ze to nie ten chłopiec – rzuciła, nim z pewnym wahaniem pobiegła za Geraldine.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
25.08.2023, 21:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2023, 21:51 przez Erik Longbottom.)  

Obrażenia, jakich doznał Elijah na dolnych pokładach, nie umknęły jego uwadze. Jak długo to oparzenie utrzyma się na jego drobnym ciele? Gdyby miał zgadywać, powiedziałby, że tydzień lub dwa, jednak byłaby to aż zanadto pozytywna wersja zdarzeń. Praca na statku była ciężka, nawet jeśli inni nie podkładali ci kłód pod nogi, a młody Sterling zdawał się co rusz potykać o kolejną ku uciesze Weissa. Bóg jeden wie, co sobie próbuje tym zrekompensować, pomyślał z odrazą, woląc sobie nawet nie wyobrażać, jak miałaby wyglądać przyszłość tego faceta, gdyby jakimś cudem doczekał się swoich własnych dzieci.

— Wszystko jest już w porządku. Nie masz żadnych kłopotów — zapewnił go.

Odprowadził chłopaka uważnym wzrokiem do drzwi. Potem jego spojrzenie przeniosło się na matkę chłopaka. Zanim jednak którekolwiek z nich zdołało zażądać odpowiedzi... Kobieta sama przemówiła. Skrzywił się na dźwięk jej tłumaczeń. Z niemałym trudem zdusił w sobie ciężkie westchnienie. Skinął głową na stwierdzenie Victorii. Co tu było do zwinięcia?

— A zbicie go było jedynym oczywistym rozwiązaniem, które miało wszystko naprawić? — sarknął, kręcąc z niedowierzaniem głową. — Może nie znikałby na pół dnia, gdyby nie musiał się martwić, czy znowu za coś nie oberwie. — Podszedł bliżej Geraldine. — Ten statek jest już i tak wystarczająco przeklęty. Roboty w bród, odpoczynku tyle, co nic, nie wiadomo, nawet kiedy znowu będziemy w porcie... Czy naprawdę warto sobie utrudniać dodatkowo życie w tych warunkach?

Nie zdążył dorzucić od siebie nic więcej, gdyż Geraldine przeszła do ataku i posunęła się nawet do... groźby. Zerknął na kobietę z zainteresowaniem. Zdecydowanie nie należała do grona tych kobietek z wyższych pokładów, które zapewne przymknęłyby na to wszystko oko, żeby tylko nie mierzyć się z kolejną falą zmartwień.

— Czy ma pani w ogóle jakiś dowó...

Wtem rozległy się krzyki od strony korytarza. Erik nie zdążył nawet mrugnąć, a panna Geraldine znowu znalazła się przed nim. Jakim cudem ona tak szybko biegała? Mężczyzna ruszył w ślad za pozostałymi kobietami, dopiero po chwili łącząc okrzyki z osobą swojego „kolegi” z pracy.

— Co tu się właściwie dzie... — wystękał, gdy dobiegli na miejsce..




the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#13
26.08.2023, 00:31  ✶  
Fanny Sterling pobladła. Chociaż słowa całej trójki trafiały do niej grzmiały groźnie, to tak naprawdę, paradoksalnie, najbardziej bała się Geraldine Price. Owszem, Victoria była lepszą służącą, bo służącą dla jakiejś bogatej persony – ale Fanny wątpiła, by jakiś bogacz zainteresował się losem pomywaczki i jej syna. Erik zaś, choć wielki i silny, większość czasu spędzał w kotłowni. Za to Geraldine… Geraldine mogła na nią donieść a wtedy, choć może nikt nie zareagowałby na słowa o tym, że biła swojego syna, zareagowaliby, gdyby usłyszeli, że jest leniwa i nie potrafi pracować.
- Pani, pani Price naprawdę nie rozumie… - zaczęła lękliwie, ale i ona zainteresowała się odgłosami dochodzącymi z korytarza.
Jej rumiana twarz pobladła i zanim wybiegli z pralni, widzieli jeszcze jak kobieta szybko się żegnała.
Tymczasem korytarz tonął w bladym świetle. Połowa palących się lamp zgasła. Tylko od czasu do czasu mrugały, jakby w próbie przywrócenia pełnej elektryczności. Geraldine znowu czuła jak na jej rękach pojawiła się gęsia skórka. Elijah kulił się i drżał, targany konwulsjami. Jego usta drżały, jakby powstrzymywał się przed szlochem, jakby się bał i jakby nie wiedział, co się właściwie właśnie stało.
Obok niego, rozciągnięty na ziemi leżał Weiss. Erik rozpoznał od razu zwalistą sylwetkę głównego palacza. Kawał chłopa o krzepkich łapach. Mężczyzna nie poruszał się a z jego skroni ciekła krew. Wyglądał tak, jakby ktoś, jakaś wielka moc cisnęła nim z całej siły o ścianę. Ściana z wgięciem w drewnie i krawym rozbryzgiem potwierdzała to przypuszczenie.
Fanny Sterling pisnęła. Choć zajęło jej to kilka sekund więcej niż reszcie, ale i ona poszła sprawdzić co się stało.
- Mówiłam! Mówiłam! – zaczęła krzyczeć histerycznie. – Mówiłam! W tym chłopaku siedzi coś złego! Zabił go! Zabił! Klękaj! Klękaj na ziemię, módl się i proś dobrego Boga o przebaczenie!
- T-to nie tak! – odkrzyknął Elijah. Złapał się za głowę. – To nie tak! – powtórzył z uporem. – Obiecała, że mnie nauczy panować nad magią!
Leżący u jego stóp Weiss poruszył się a Victorię nawiedziła irracjonalna myśl, że to już nie była magia i nie dało się nad nią zapanować. Krok dalej była tylko śmierć.
Ruch na podłodze spłoszył dzieciaka. Drżał, podenerwowany i przerażony. Pokręcił głową znowu.
- Przepraszam. Przepraszam – rzucił w stronę Erika. Patrzył na niego błagalnie, jakby naprawdę przepraszał akurat jego. Może za to, że stawał po stronie Elijaha i ten widział w nim jakiegoś sojusznika? A teraz już nie widział? Bo zobaczył niechcianą prawdę? Przynajmniej tak to teraz wyglądało w oczach młodego Sterlinga?
Dzieciak odwrócił się i rzucił biegiem w stronę ładowni.

Tura trwa do 30.08.2023 roku do godziny 21.00
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#14
26.08.2023, 20:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2023, 20:54 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

Zauważyła, że Sterling zbladła. O to jej chodziło. Widać udało się Geraldine przestraszyć tą starą babę. Bardzo dobrze, niech się jej boi, boi i nigdy więcej nie podnosi ręki na tego biednego chłopca. Następnym razem zastanowi się kilka razy zanim dojdzie do rękoczynów. Price nie wiedziała, co zrobi, jeśli jeszcze raz się zdarzy jej trafić na podobną sytuację. Wiedziała jednak, że coś wymyśli, jakoś sobie poradzi z tą wyrodną matką. Szczególnie, że złożyła obietnicę chłopcu.

Gdy wbiegła na korytarz zwróciła uwagę na to, że połowa świateł zgasła. Nie miała pojęcia dlaczego. Mrugały, jakby próbowały wrócić do działania. Nie wystraszyło jej to jednak, biegła dalej przed siebie, bo obiecała chłopcu, że nikt go nigdy już nie skrzywdzi. Ogarnęło ją dziwne uczucie, po raz kolejny. Strach uchodził na zewnątrz, jej ciało pokryło się gęsią skórką. Nie miała pojęcia dlaczego, czuła, że zaraz coś się wydarzy. Coś złego. Oby nie temu chłopcu, tego by sobie nie wybaczyła.

Dostrzegła Elijah, na całe szczęście nic mu się nie stało. Kamień spadł jej z serca, bo bała się, że ten dźwięk to był chłopiec, któremu coś się przytrafiło. Zbliżyła się do niego po raz kolejny. Widziała, że się czegoś boi. Wtedy dostrzegła też inną osobę, mężczyznę, który leżał na ziemi. Co się tutaj właściwie wydarzyło? Przecież chłopiec nie byłby mu w stanie tego zrobić.

Nie odsunęła się od dziecka, zbliżyła się do niego bardziej, chciała go przytulić. Miała nadzieję, że to go uspokoi. - Nie bój się, wszystko będzie dobrze. - Powiedziała spokojnym tonem, musiał jej zaufać. Ona się nim zajmie.

Wtedy cała reszta dobiegła do nich. Fanny zaczęła znowu mówić coś o modlitwie. Strasznie rozzłościło to Geraldine. - Daj mu spokój, zamilcz kobieto. - Wysyczała przez zęby.

- Przecież magia nie istnieje. - Rzuciła jeszcze w eter. Nie wiedziała, co się tutaj dzieje, bo COŚ definitywnie się działo. Wtedy chłopiec ruszył gwałtownie przed siebie, nie zgadniecie, co zrobiła Price, to samo - bez zastanowienia pobiegła za nim, nadal tak szybko jak potrafiła w stronę ładowni.

królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
26.08.2023, 21:40  ✶  

Biorąc do kupy wszystko co się stało, Victoria była bliska powiedzenia, że już nie służy żadnej bogatej babie, ale decyzja jeszcze nie zapadła i na pewno nie mówiła o tym głośno, reszta mogła więc uważać ją za tę „lepszą”. Tylko co to znaczyło, że była lepsza? Że nie musiała robić tych wszystkich uwłaczających rzeczy? Że nie traktowano jej jak własność? Że można z nią było robić, co tylko chciano? Czy może po prostu więcej zarabiała?

Nie było czasu analizować reakcji pani Sterling, ani tego, co jeszcze zostało powiedziane, skoro na korytarzu tyle się działo. Ostatecznie całą trójką pobiegli za Geraldine, nawet Fanny się zdecydowała, światła zgasły, część migała – to był bardzo dziwny znak – a to co tam zastali…

Victoria przez moment patrzyła bezrozumnie na scenę, na leżącego jak długi Weissa, wielkiego chłopa i kulącego się Elijaha. Na wygięcie w drewnianej ścianie, na krwawy rozbryzg, na stróżkę krwi cieknąca z jego skroni… Poczuła jakby w żołądku miała lód, jak wnętrzności jej się skręciły, oczy rozszerzyły, gdy patrzyła na całą scenę, a fakty docierały do niej powoli. Bardzo powoli.

Jakim cudem ten facet tak zarył w ścianę, że tak ją wygiął? Dzieciak mógł się tak zachowywać z szoku, ale tu się nie dodawało dwa do dwóch. Bo najpierw był krzyk, potem… potem głuche łupnięcie i…

Słowa chłopca sprawiły, że Victoria poczuła uderzenie gorąca. I zimna. Jakby ze stresu, jakby… „Obiecała, że mnie nauczy panować nad magią!”

Obiecała. Obiecała. Obiecała. Obiecała?

- To już nie jest magia – mruknęła jakby do siebie, nie wiedziała dlaczego, Weiss się poruszył. Dalej była tylko śmierć. Magia? Gwałtownie uniosła głowę. - Kto ci obiecał? – rzuciła do chłopca, a ten nagle odwrócił się i zaczął biec. Znowu. Geraldine nie czekała. Victoria też nie zamierzała. - Hej! Czekaj! – nie rozumiała skąd w niej te dziwne myśli, o co właściwie chodziło. Weiss… nie była medykiem. Ale po tym jak przedzwonił miała wrażenie, że chyba już jest trochę za późno na pomoc.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#16
29.08.2023, 23:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2023, 23:15 przez Erik Longbottom.)  

Dobry Jezu, pomyślał Erik, gdy na deskach statku dostrzegł nikogo innego, jak nieprzytomnego Weissa. Automatycznie zwolnił kroku, dając sobie te kilka dodatkowych sekund, aby dojść do porządku dziennego z tą sytuacją. Nie, żeby było to wybitnie proste. Migająca raz po raz lampy, łkający Elijah i jego rozhisteryzowana matka – nic z tego nie sprawiało, że było to w jakikolwiek sposób n o r m a l n e.

— Tego jeszcze nie wiemy — warknął do kobiety, jednak momentalnie pożałował tych słów.

Dopiero po chwili, gdy lampy ponownie zaświeciły, dostrzegł krwawy rozbryzg na ścianie. Erikowi zrobiło się na moment ciemno przed oczami. Zerknął na Elijaha. Że niby on mu to zrobił? Przecież chłopak miał problem z tym, aby przenieść wór węgla z jednego końca kotłowni na drugi, a co dopiero mówić o zbiciu na miazgę dorosłego mężczyzny.

— Co masz na myśli? — spytał, zatrzymując się na moment przy nastolatku, do którego zdążyły już dobiec Geraldine i Victoria. — Kto z tobą rozmawiał? Ktoś z kotłowni? Z załogi?

Rozejrzał się na boki w roztargnieniu. Magia? Jaka magia? Elijah musiał sobie coś wymyślić. A może podsłuchał jakieś rozmowy na wyższych pokładach i wbił sobie do głowy jakieś bajeczki? Gdyby nie spoczywające bez życia ciało Weissa, Erik może by się nawet zaśmiał na tę myśl. Teraz jednak nie było mu do śmiechu.

Podszedł do kolegi z pracy, aby sprawdzić, jaki jego stan. Przez to, kobiety zdążyły ponownie puścić się w pościg za chłopakiem, podczas gdy Erik został z tyłu, aby sprawdzić, czy los Weissa faktycznie był przesądzony, jak wskazywały na to znaki „walki” na pobliskiej ścianie.




the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#17
01.09.2023, 00:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2023, 00:18 przez Norvel Twonk.)  

Geraldine, Victoria


Ale Elijah nie słuchał. Może chodziło o to, że był przerażony. Tak bardzo wystraszony, że jedyne o czym w tym momencie myślał zawierało się w krótkim i chaotycznym: ucieknę, schowam się, przeczekam.
Mimo drobnej, wychudzonej sylwetki był sprawny fizycznie, zeskakiwał po kilka stopni na raz, kompletnie nie przejmując się tym, że może wreszcie stopami nie trafić w stopnie i spaść ze schodów. Za to Geraldine i Victoria musiały biec za nim ostrożniej, unosząc rękami plączące się u ich stóp spódnice.
Sterling zbiegł na jeszcze niższy pokład. Były tu już tylko kotłownie – w których ciągle palono, by wielki transatlantyk mógł na czas sięgnąć celu oraz ładownie. Dzieciak nie wybrał kotłowni, pewnie w strachu przed pracującymi tam mężczyznami, ale wpadł do jednej z ładowni. Były tu opakowane starannie wielkie skrzynie z przeróżnymi towarami, osobliwie wyglądające pakunki, starannie owinięte w papier i podpisane oraz mniejsze boksy, w których trzymano – przede wszystkim – bagaże podróżujących. Całość tworzyła dziwnie poplątany labirynt ustawionych w sterty i zabezpieczonych łańcuchami paczek.
W chwili, w której Geraldine wbiegła do ładowni, Elijah zdążył ukryć się za jedną ze stert. Tymczasem z Victorią działo się coś dziwnego. Niby biegła za Sterlingiem i Price, a wydawało jej się, że biegnie przez Las Wisielców nieopodal Little Hangleton. Była w zupełnie nieprzystającym kobiecie stroju i… i to nie miało żadnego sensu, ale czuła się tak, jakby z jakiegoś powodu goniła żywego trupa, choć zazwyczaj w takich przypadkach było zupełnie odwrotnie. W dodatku w nos uderzał w nią raz po raz ostry zapach soli, a jej kroki niosły się po pokładzie jakby miała na sobie jakieś ciężkie buty a nie delikatne, skórzane, damskie pantofle.
Głos jej przyjaciółki, Brenny: Tori, to miejsce cuchnie śmiercią.
Tori? Dlaczego Tori?
I wtedy przypomniała sobie szum fal, gdy płynęli łódką i ciszę, gdy zbliżali się do statku widmo. I porzucone łodzie, i nieszczęśników, którzy leżeli wycieńczeni na pokładzie. I ona też przecież upadła, prawda?
Bo nie była Victorią Stone, służącą starej arystokratki, napastowaną przez jej obrzydliwego syna. Była Victorią Lestrange, zawsze nią była, nawet jeśli teraz, jakimś cudem przeżywała to samo, co kiedyś przeżyła w tym miejscu mugolska służąca, Victoria Stone.

Erik


Erik został na korytarzu w towarzystwie Fanny Sterling i leżącego na ziemi Weissa. Mężczyzna oddychał ciężko, chrapliwie. Z boku głowy miał potężną ranę, którą musiał zarobić w momencie, gdy z wielką siłą uderzył o ścianę i o umieszczoną na niej lampę.
Fanny Sterling załkała.
- Mówiłam, mówiłam… – mamrotała pod nosem. Przyciskała rękę do ust, nie wiedząc jak powinna się zachować. Z jednej strony, obecność Brauna ją rozpraszała, nieprzyjemnie przypominała o tym, że ten był świadkiem i sceny w pralni, i tego, co potem musiał zrobić Elijah. Z drugiej, właściwie i bez jego obecności niewiele mogła zrobić. Może gdyby ukradła wózek Geraldine, załadowała na niego zwłoki palacza a potem w nocy, po kryjomu, spróbowała je wyrzucić ze statku, może wtedy jeszcze jakoś sprawa by nie wyszła na jaw. Ale tak? – Teraz mnie zwolnią. Stracę pracę. Zwolnią mnie przez tego czarciego pomiota… - mamrotała, a potem zaczęła się modlić, choć chyba nie za duszę Weissa, ale o to, by jej samej nie spotkała żadna kara.
Bo Fanny nie myślała o synu, nie interesowała się tym, co może się z nim stać. Bała się go, w swoich oczach słusznie. Próbowała wyplenić z niego tkwiące w dziecku zło, ale to zamiast zniknąć, stawało się tylko z każdym dniem coraz silniejsze.
- Za pierwszym razem, kiedy uciekał przed ojcem i wyskoczył przez okno, odbił się od ziemi tak wysoko, że wskoczył do mieszkania obok – wyszeptała Sterling, a Erika nawiedziła dziwna myśl, że w sumie to możliwe, czasem zdolności magiczne ujawniały się w taki sposób.

Tura trwa do 04.09.2023 roku do godziny 21.00
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#18
01.09.2023, 07:58  ✶  

Usłyszła słowa Victorii Mam nadzieję, że to nie ten chłopiec. Uderzyły w nią, kiedy sama już biegła za młodzieńcem do ładowni. Geraldine również miała nadzieję; jak do cholery mógłby zrobić coś takiego? Nie miał tyle siły, to było niemożliwe. Nie wierzyła w to, że to mogła być sprawka Elijah. Fanny mówiła coś o magii, magia przecież nie istniała, co też opowiadało to babsko, a niby było takie bogobojne, a tutaj wierzyło w jakieś kocopoły...

Biegła dalej. Price uleciały z głowy myśli o jej domku na wsi, na końcu świata. Jej marzenia w tej chwili nie liczyły się zupełnie przesłoniła to myśl o tym, aby uratować tego biednego chłopca. Musiała go uratować. Obiecała, że będzie przy nim, jeśli coś mu się stanie i zamierzała dotrzymać tej obietnicy.

Bieganie po pokładzie tego wielkiego transatlantyku nie było wcale takie proste. Korytarze był wąskie, a do tego ta przeklęta spódnica, która plątała się jej między nogami. Skutecznie sabotowała Price. Co chwila musiała łapać materiał, który wymykał jej się z rąk. Nie było to jednak coś, co mogło ją zatrzymać. Spowolnić - jak najbardziej. Elijah umykał jej coraz bardziej. Nie miał problemów natury ubraniowej, do tego był mniejszy, zwinniejszy więc łatwiej lawirował między korytarzami, tyle, że on nie będzie uciekał wieczność. Statek był obiektem zamkniętym - prędzej, czy później go znajdą.

Udało jej się dostrzec, do której ładowni wchodzi. Price wbrew pozorom była również całkiem sprawna fizycznie więc nie zwiał jej tak, żeby nie mogła gonić go dalej. Weszła tam za nim do środka. Wybrał sobie idealne miejsce do zabawy w chowanego. Nie miała tak naprawdę pojęcia od czego zacząć. - Elijaha, ja ci pomogę. Nie będę jak twoja matka. Nie musisz się bać. - Zaczęła mówić spokojnym głosem. Sama nie miała pojęcia dlaczego tak uparła się, aby pomóc dzieciakowi, wynikało to chyba po prostu z jej doświadczeń życiowych. Kiedy widziała kogoś wobec kogo stosowano przemoc nie umiała przejść obojętnie, dlatego, że ona też była w tym miejscu. Nikt nie wyciągnął do niej ręki. Nie zamierzała być taka. Była po prostu dobrym człowiekiem, który chciał pomóc temu chłopcu.

Geraldine ruszyła powoli przed siebie, uważnie przyglądała się skrzyniom, które znajdowały się wokół. Tyle, że ten chłopiec faktycznie mógł być wszędzie, nie tak łatwo będzie go tutaj znaleźć. - Nie musisz się martwić o to, że ona znowu cię skrzywdzi, czy ktoś inny. Obronię cię przed całym światem jeśli przyjdzie taka potrzeba. - Dodała jeszcze.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#19
01.09.2023, 23:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.02.2024, 21:35 przez Erik Longbottom.)  

Gdy tylko dopadł do rannego mężczyzny, wyciągnął z kieszeni spodni postrzępioną nieco – i brudną – ścierkę, po czym zaczął oczyszczać skórę Weissa, chcąc dowiedzieć się, jakie to też dokładnie obrażenia otrzymał. Powinni wezwać lekarza. Chyba. Tylko kto tutaj by ich przyjął?

Okrętowe ambulatorium? Prawie się zaśmiał na tę myśl. Może jeszcze poprośmy gości z kajut najwyższej klasy, pomyślał z przekąsem. Tak, na pewno by im pomogli... Eh, byli zdani tylko i wyłącznie na siebie, a Erik... Erik nie wiedział zbyt wiele o medycynie.

— Nie brzmi to zbyt realnie — mruknął pod nosem Erik, starając się, chociaż minimalnie oczyścić rany Weissa. — Byłby cały połamany.

Pogruchotałby sobie wszystkie kości, pomyślał, zerkając z zaciekawieniem na kobietę. Wprawdzie tu i ówdzie dało się usłyszeć historie o tym, że w stresie człowiek był w stanie zignorować największe boleści byle tylko uciec z opresji, ale... Elijah? Taki dzieciak? Jeszcze młodszy niż teraz?

— To, że przeżył coś takiego to cud albo jakaś... magia — parsknął, chociaż nie było mu w ogóle do śmiechu. Magia? Tutaj? Na tym zapomnianym przez Boga statku, który mógł równie dobrze wykończyć wszystkich robotników nadmiarem pracy? Dobre sobie.

Ponownie podniósł wzrok na Fanny. Czy on a w ogóle mówiła prawdę? Może kłamała teraz jak z nut, idąc w zaparte, że dzieciak jest przeklęty? Bądź co bądź, nie ruszyła za nim w pościg w przeciwieństwie do Geraldine i Victorii. Poza tym wedle jej historii ojciec chłopaka wcale nie był o wiele lepszy od niej. Kto wie, co przeżywał ten nastolatek, gdy był zamknięty w czterech ścianach z taką dwójką opiekunów?

— Czemu się go tak boisz? — zaczął niespodziewanie, podnosząc się z ziemi. — Powinnaś go wspierać i chociaż spróbować zrozumieć. — Zmrużył oczy. — Musiało być w tym coś więcej niż tylko skok przez okno.




the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
01.09.2023, 23:43  ✶  

Dawno się tyle nie nabiegała. Victoria Stone nie miała jakiejś kosmicznej kondycji, ledwie tyle, by móc bez przeszkód wykonywać swoje obowiązki. Ale nie należało do nich bieganie po transatlantyku za jakimś młodym chłopaczkiem. Chłopaczkiem, który najwyraźniej uciekał w przerażeniu, jak zaszczute zwierzę, bo bał się konsekwencji… Konsekwencji czego właściwie? Tego, że się urodził, a matka go nie akceptowała? Widziała w nim pomiot szatana?

Stone musiała trzymać w dłoniach materiał swojej spódnicy, żeby się weń nie zaplątać i nie wyrżnąć na głupi ryj – a widziała, że biegnąca przed nią Geraldine robi dokładnie to samo, tyle, że przebiegała nogami znacznie szybciej. Victoria została gdzieś z tyłu, ale dzielnie starała się nadrobić odległość, chociaż po tym, jak zbiegła po schodach na dolny pokład, poczuła że w boku kłuje ją kolka. Zwolniła trochę… ale nie zatrzymała się. Widziała ciągle plecy Geraldine, wyminęła więc kotłownie, a potem… Statek przestał być statkiem. Był lasem, ciemnym, nieprzyjemnym, ubrała była fikuśnie w niepasujące do niczego co znała ubranie, a ona biegła przed siebie i goniła trupa, tylko, że nie czuła zapachu lasu, a sól. Słyszała też dudniący odgłos ciężkich butów, kiedy stawiała stopy, żadne pantofelki godne damy…

To miejsce cuchnie śmiercią.

Śmiercią? Dalej była tylko śmierć.

Przypomniała sobie szum fal, kiedy płynęli łodzią. Czujność, gdy się rozglądali niespokojnie, nie wiedząc, co w ogóle zastaną. Przypomniała sobie porzucone łodzie, wejście na pokład, dotknięty zębem czasu i ciała… Dużo ciał leżących na pokładzie… A potem ból głowy i dotknięcie kolanami oślizgłych desek. Nie była żadną służącą. Nie sprzątała wymiocin w niczym łóżku, po prostu mogła machnąć różdżką, i wszystko było jak nowe. Nie była żadną Victorią Stone, która nie mogła sobie poradzić z synem hrabiny.

A Elijah… Przypadki takie jak on oglądała nagminnie przez trzy lata. Dzieci urodzone w mugolskich rodzinach, przejawiające zdolności magiczne; wokół nich zawsze działy się dziwne rzeczy. Zwłaszcza kiedy się bały. A ten chłopiec bał się okrutnie. Przyspieszyła biegu. Mógł zrobić krzywdę sobie, ludziom wokół… Pierdolony statek – mógł uszkodzić pierdolony statek, i wtedy… Wtedy…

W biegu obmacała swoje kieszenie w poszukiwaniu różdżki. Wpadła do ładowni, w której chwilę temu widziała, że zniknęła Geraldine, i zatrzymała się w wejściu, rozglądając.

- Elijah. Dobrze zapamiętałam, prawda? – powiedziała głośniej i zdecydowanie pewniej niż jeszcze jakiś czas temu, gdy się w ogóle odzywała. - Jesteś bezpieczny. A magia to nic złego. Twoja matka nic nie wie i się boi, tak jak ty. Rozumiem to. Ale nie ma się czego bać. Nic ci już nie zrobi – nie miała pojęcia dlaczego przeżywa czyjeś życie… ale może… Może był sposób żeby się z tego jakoś wyrwać. Póki co nie zawracała sobie głowy tym, że jakaś mugolka może usłyszeć o magii. Już słyszała. Już widziała… A ile z tego działo się naprawdę?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (2281), Geraldine Greengrass-Yaxley (2815), Norvel Twonk (3789), Victoria Lestrange (2858)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa