Tylko ostrożnie. Zachwianie granicy, którą mieli wytyczoną, byłoby progiem, z którego ciężko byłoby wrócić. Jemu na pewno. A jej? Dla Laurenta bardzo ważne było trzymanie się granic z obu stron. Wiedział wtedy, na co sobie może pozwolić, czego nie robić, na co może liczyć z drugiej strony, a czego się nie domagać. To było dla niego zdrowe, dawało mu poczucie stabilności. Potrzebował tego, bo tak jak Victoria wiedziała, że był bardzo uporządkowanym człowiekiem, tak potrzebował porządku w związkach, jakie z ludźmi go łączyły. W innym wypadku zaczynał się gubić, zaczynał czuć, że ma nierówne podłoże i w każdym momencie mógł się potknąć. Nie chciał upadać, nie chciał otrzepywać kolan i potem strzelać słodkimi oczkami. W zasadzie nie wiadomo, czy do lustra czy może do drugiej osoby, wobec której coś poszło nie tak. Nie mógł powiedzieć, że Victoria mu się przestała podobać, że w jego oczach przestała być kobietą. Miał ochotę, by przesunąć palcami po jej przedramieniu, dotknąć policzka, przypomnieć sobie smak jej ust, ale to była ledwo jedna iskra, którą nakierowywał na coś innego. Nie był zupełnym niewolnikiem swoich pragnień, a mógł im dać upust w zupełnie innym kierunku, niekoniecznie jej. Nawet jeśli nie było ludzi, których można zastąpić w relacjach to na pewno dało się ludzi zastąpić w łóżku, gdzie poszukiwało się przyjemności czysto fizycznej. Przez to, że ktoś chciał przekroczyć granicę przez niego ustawioną, na którą droga strona się zgodziła, złamane było już niejedno serce. Blondyn po prostu jakoś nie potrafił się zakochać tak... na stałe. Zakochiwał się pod wpływem chwili, która go porywała i której chciał dać się porwać a potem to mijało. I mógł się nawet zakochać kolejny raz następnego wieczoru w tej samej osobie, ale nad ranem to zamiłowanie przechodziło. Nie, to nie było normalne. Ale kto w tym świecie był normalny?
- Pamiętaj, że blizn zawsze da się pozbyć. Jeśli nie pomogą maści to ktoś z Potterów na pewno będzie mógł się tym zająć. - Pewnie o tym doskonale wiedziała, ale chciał jej to powiedzieć na głos, żeby się nie martwiła. A może nie martwiła? Niee... martwiła. Był pewien, że patrzyła na te blizny, skoro rany się zagoiły i że sprawiały one smutek, wprawiały w jakiś niepokój. Niepotrzebnie, bo mieli świat, w którym takie rzeczy zazwyczaj dało się dość łatwo usunąć, jeśli miało się tylko środki do tego. Rany... nawet gdyby Victoria ich nie miała to by jej to blondyn zafundował, żeby tylko nie straciła jeszcze większej pewności siebie. - To naprawdę... niedawno... - Powiedział ciszej, zastanawiając się nad tym. Czyli tydzień mniej więcej przed tym, jak do niego przyszła. No tak, to nic dziwnego, że już wszystko się wyleczyło, teraz tylko była kwestia zadbać o te blizny. Czy czas tutaj grał jakąś rolę? Czy to, że Brenna ich łączyła w tym wypadku miało znaczenie? Człowiek chciał znaleźć jakiś sens w tym całym szaleństwie. Kiedy coś, cokolwiek, miało sens wtedy było bardziej przyswajalne. W końcu powiedzieć, że to wszystko było dziełem przypadku, że ten morderca ot szukał przypadkowych ludzi to zdecydowanie łatwe do zaakceptowania nie było. Tak i Laurent chciał, żeby ta sytuacja, chora i przerażająca, miała w tym jego życiu jakikolwiek większy sens niż przypadkowe wpadnięcie w oku mordercy.
- Dostałem przepisane eliksiry nasenne. Zgłoszę się do mojego magimedyka po więcej... - Sama wizja zapadania zmroku sprawiała, że drżał. Potrzebował czasu, zdecydowanie potrzebował czasu, żeby się to uspokoiło. Ale morze, towarzystwo i daleka droga od lądu brzmiała jak bardzo dobry początek tej małej "terapii" od równie małego "wypadku". Victoria, jak sama powiedziała, bardzo dobrze to rozumiała. Zresztą w jej przypadku jak dodać koszmarne problemy ze snem, jakie potrafiła mieć, to było naprawdę bardzo groźne, bardzo niezdrowe dla niej. Dobrze, że się uspokoiła.