• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie

[lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#11
07.10.2023, 23:41  ✶  
Lubił przygody. Lubił czuć adrenalinę w żyłach, przyjemnie palącą, zupełnie, jak nikotyna w płucach. Pomimo ukłuć związanych z Atreusem i Brenną, oczy Borgina pozostawały pełne podekscytowania, chęci do działania. Ojciec nauczył go skutecznie odwagi, ukrywania bólu, bo nie tolerował przecież słabości. Czuł się trochę odpowiedzialny za Laurenta i nawet za Stanleya, nawet jeśli ten był dużo lepszym Czarodziejem, niż on sam. Przyglądał się Prewettowi, ale nic nie mówił — chociaż w myślach uważał, że marny był z niego materiał na bojownika. Wydawał się dość kruchy i delikatny jak na faceta.
Smród był coraz intensywniejszy, mdlił, a narastająca ciemność i duchota wcale nie poprawiały samopoczucia. Drzwi stworzone przez Staśka były doskonałym rozwiązaniem, ale obawiał się, że przez zakłócenia magiczne i tę dziwną aurę, nie wytrzymają długo. Nie było dobrze tkwić na tym statku w jednym miejscu, podobnie, jak zachowywać się głośno.
- Więc chodźmy za nimi, prowadź Laurent. - powiedział, starając się brzmieć spokojnie, wciąż zaciskając palce na różdżce. Tarcza tkwiła przygotowana, na wypadek niespodziewanego ataku z któreś z otwartych kajut lub innych korytarzy, dolnych pokładów. Antek pomyślał sobie, że nigdy nie lubił statków, a to kołysanie było cholernie upierdliwe. - Skarbiec brzmi obiecująco, może tam są te perły. Faktycznie, chciałeś się tam włamać.. To znaczy nie Ty, tamten Laurent. Stasiek, czy ja wyglądam, jakbym się bał?
Posłał kuzynowi spojrzenie z uniesioną brwią. On chyba nadal się trochę złościł za to niewinne polecenie z wykorzystaniem tej okropnej roli dziedzica, którą chętnie by mu oddał. Wywrócił oczami, powstrzymując się jednak od marudzenia i komentarza, bo nie był to odpowiedni czas, a tym bardziej miejsce do takich działań.
Rozejrzał się dookoła, poszukując przejścia, które prowadziło w dół — chociaż tam mogło być trochę zalane i w gorszym stanie zapachowym, ale jakie mieli wyjście? Albo znajdą perły i skończą ten cyrk, albo podzielą los rozpadających się trupów Pani Flądry. Byli zbyt młodzi i ambitni, aby umrzeć. No i co byłby z niego za facet, gdyby Ger i Brenna umarły, gdy tu był? Na myśl o kuzynce, nie mógł powstrzymać się przed posłaniem Stanleyowi zmartwionego wspomnienia.
- Kurwa, cśś. - szepnął, niemalże tupiąc nogą w podłogę, gdy Prewett wydarł się triumfalnie. No, może nie wydarł, ale strasznie się tu echo niosło albo głowa Tosia po prostu przestawała poprawnie działać. Jedno z dwóch. Wysunął dłoń, kładąc ją na ramieniu chłopaka. - Dobra robota. Nie martw się, damy radę.
Próbował go trochę uspokoić, dodać mu energii, a potem poszedł w dół, pozwalając mu trzymać się za swoimi plecami. Nie było mu to jednak długo dane, bo Stanley po swojej krótkiej mowie, minął go i szedł przed nim, na co ten prychnął z odrobiną niezadowolenia. Też chciał go przecież chronić, nawet za cenę życia. Nie bardzo wiedział, czego się spodziewać. - Czy rzucenie Accio na te perły, to byłby bardzo zły pomysł? - zapytał szeptem, nie zerkając jednak za siebie, ostrożnie kierując się w dół, starając się robić to jak najciszej. I nie wpaść na Borgina seniora. Nie posłuchał oczywiście, trzymał się kilka kroków za nim. - Przecież Cię nie puszczę samego, zwariowałeś Stasiek. - dodał, przystając na kilka sekund, aby uniknąć jego marudzenia i dać mu utrzymać "dystans", o który tak walczył. Perspektywa przyjmowania przez niego cze kogokolwiek na klatę się Anthonyemu nie podobała. Trzymał się blisko Laurenta, na tyle, aby móc zareagować i przyjąć coś, co mogłoby go ewentualnie zaatakować od tyłu. Przydałoby się to zejście jakoś zamaskować, wyciszyć. Wykonał więc ruch dłonią, rzucając niewerbalne zaklęcie, które miało na celu właśnie ukrycie ich obecności na schodach dla istot z wyższego pokładu. Prosta klapa, niezamykana, którą łatwo można było pchnąć do góry i otworzyć w przypadku ucieczki.

na kształtowanie klapy dwie próby
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 74
Sukces!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#12
08.10.2023, 02:44  ✶  
Kolejne schody.
Tym razem ciaśniejsze niż poprzednie i prowadzące w głąb jeszcze większej ciemności. Schodząc jako pierwszy, Stanley musiał sobie przyświecać różdżką a i tak niewiele widział – najwyżej trochę poczerniałych, przesiąkniętych wilgocią ścian i… wodę.
Kiedy statek wynurzał się z dna oceanu, nie wylała się z niego cała. Na najniższym pokładzie, tam gdzie znajdowała się kotłownia i ładownia trochę pozostało. Nie aż tyle, by Stanley musiał pływać, ale gdy wreszcie zszedł po schodach i stanął na najniższym pokładzie, woda sięgała mu aż do połowy ud.
Początkowo nic nie zwróciło jego uwagi – choć podskórnie czuł, że coś się zmieniło. Potem, po przejściu kilku kroków wąskim korytarzem ku jedynym w tym miejscu pozostałościom po drzwiach, dotarło do Stanleya – że jak wyżej było parnie, cuchnąco i dusznie tak tutaj… tutaj było inaczej: dużo zimniej, ale też bardziej rześko? Sól morska uderzała go w nos, ale zniknął smród gnijących glonów. A chwilę później… nie, nie zobaczył pereł, zobaczył… dziurę w burcie. Wielką wyrwę zasklepioną jedynie siłą jakiejś magii – przez to, że istniała w pomieszczeniu, w którym się znalazł, wszystko było skąpane w błękitnej poświacie. Widział wyraźnie unoszące się na wodzie przegniłe, rozmokłe deski i resztki skrzyń. A między coś, co się na tym tle wyraźnie się odróżniało. Na wprost wyrwy stało coś, co wyglądało jak przemieniające się w czarny dym dziecko.
Wchodzący za nim Anthony, dostrzegł dokładnie to samo co Stanley. A potem w ich obydwu uderzyły ciche wibracje? Tak, jakby coś powoli, bardzo powoli… ożywało? A gdy skupili spojrzenie na stojącym chłopcu to zrozumieli, że to on wibrował? I jakby powoli, bardzo powoli, ale naprawdę przemieniał się w czarny dym?
Laurent rozpoznał w nim jakiś rodzaj obscurusa, ale nie miał szans by w tym momencie przyjrzeć się mu bliżej, bo metaliczne szepty atakowały teraz jego umysł z każdej strony. Chodź do nas! Uratuj nas! Oddaj nas morzu! – już nawet nie prosiły, a krzyczały. Całym ciałem czuł, w którą stronę miał iść (nie, oczywiście, że nie tam, gdzie był dzieciak, ale w zupełnie drugą stronę) i wreszcie zobaczył: naszyjnik z pereł unosił się w powietrzu, mniej więcej trzydzieści, może czterdzieści centymetrów nad taflą wody. Oddaj nas morzu! Uratuj nas! – szeptały natarczywie głosy, ale… ale wokół naszyjnika, na wodzie Laurent widział cztery dryfujące ciała, w tym dwa wyglądające na ciała trytonów. Nie był pierwszym, który został tu sprowadzony...


Tura trwa do 12.10.2023 roku do godziny 21.00
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
08.10.2023, 13:36  ✶  

Gdyby tylko mógł zamknąłby oczy i gdyby je otworzył to już naszyjnik z pereł znalazłby się w jego dłoniach.

Nie mógł.

- Ciężko mi się myśli... - Powiedział na wydechu w odpowiedzi na to, żeby nie pozwolił, aby głosy ucichły czy zniknęły. Nie cichły. Były coraz głośniejsze i coraz bardziej je czuł, jakby coś je z nimi łączyło, jakby... morze? - Nie odchodzą, ciągle wibrują mi w czaszce. - I to wcale nie było przyjemne uczucie, ale nie zamierzał się na to uskarżać w tym momencie. Chociaż do jednej rzeczy mógł się teraz przydać, więc nawet by się nie ośmielił mówić, że jest "ciężko". To byłoby jakieś fanatyczne niedomówienie, że na tym statku było komukolwiek "ciężko", kiedy każdy szarpał się o życie swoje jak i ludzi wokół. Natomiast chciał zapewnić, że one nie odchodzą, są i to właśnie za nimi podążali. Pozostawało błądzenie, wsłuchiwanie się w głos, który go wołał i prowadzenie braci krwi za czymś, co brzmiało jak istne szaleństwo. Przynajmniej schizofrenia. - Tak, o to mi chodzi. - Odparł Anthonyemu, kiedy ten napomniał, że ich postacie, w które się wcielili, właśnie tam podążali. Czymkolwiek było to, czego szukali, brzmiało jednak jak chowany skarb. Laurent jednak bardziej wyobrażał sobie jakieś... filakteria. A niekoniecznie perły. To miało zostać szybko zweryfikowane.

Pokiwał głową Stanleyowi, chociaż wcale mu się nie podobało, że poczuwał się w tym obowiązku przyjmowania impetu czegokolwiek. Albo kogokolwiek. Nie zamierzał jednak strugać bohatera - widział już wyraźnie, że przy tych głosach cisnących się do jego głowy zupełnie nie był w stanie wykrztusić ze swojej różdżki jakichkolwiek czarów. Dlatego już nie próbował, bo wariująca magia mogła im tylko zaszkodzić.

- Magia tu wariuje. Nie wiem. - Odparł na pytanie, czy rzucanie accio na skarb to dobry czy zły pomysł. Ha... nie ma tak, że dobrze czy niedobrze... Wzdrygnął się, kiedy poczuł dłoń na swoim ramieniu - nie dlatego, że to był niemiły gest, tylko teraz chyba wszystko, co by się otarło o niego spowodowałoby strach. Kiedy zobaczył, że to ręka Anthonyego odetchnął z ulgą i spróbował się uśmiechnąć do mężczyzny. Nie wyglądał dobrze - ten Anthony. Tak jak i Stanley. Bladzi w tym świetle, napełnieni adrenaliną, z wielkimi źrenicami próbującymi łapać każde źródło światła w tej zgniliźnie i ciemności.

Kiedy Stanley stanął w wodzie, jego buty plusnęły i pojawiły się ruch z jego strony ręką, czy też słowo, że jest bezpiecznie - Laurent zszedł po schodach, dotykając dłoni Anthonyego na krótki moment. "Będzie dobrze" - mówił ten gest. Lub "poradzę sobie". My sobie poradzimy.

Kochał wodę, ale to było obrzydliwe. Zimna, stara woda wlewająca się do butów, ta ciemność, która wydawała się wręcz do nich przylegać, przylepiać, włazić pod ubrania i brudzić. Ta część pokładu wydawała się trzymać już tylko i wyłącznie na słowo. A potem błękit i świeżość powietrza całkowicie ogłupiły. Jakby wkroczyli do innego świata, przekroczyli jakiś portal, który zabrał ich gdzieindziej. I kiedy już chciał się zachłysnąć obecnością tej potęgi magicznej, kiedy chciał zwrócić się do chłopca z jakimikolwiek słowami, aż pochylił się nieco do przodu, łapiąc za głowę i dając pociągnąć do miejsca przeciwnego od dziecka. Były tu. Naszyjnik z pereł, który leżał wśród trupów jak trująca róża, która namówiła już wielu do zerwania jej. A kolce miała śmiertelnie kłujące.

- Jak... jak mam was uratować... aaa... - Zacisnął na moment powieki, czując zbierającą się pod nimi wodę ze stresu i tego okropnego krzyku. - Ciszej... to boli... - Czy z nimi w ogóle dało się porozumieć? Nawet nie wiedział. Chyba go nie słyszały. Może nikogo nie słyszały? Odwrócił wzrok od trupów, bo zrobiło mu się niedobrze, wcześniejszy posiłek już stał mu w gardle. Obrócił się w stronę obskurusa i swoich towarzyszy. Co teraz... - To dziecko... może... da się... z nim porozumieć? - Odezwał się z trudem do dwójki mężczyzn, a sam obrócił znów w kierunku naszyjnika. Czy te... czy oni byli martwi czy może tylko śnili? Wyciągnął trzęsącą się rękę, żeby spróbować rozproszyć zaklęcie, które je... więziło, zatrzymywało w tamtym miejscu, albo nie pozwalało się do nich zbliżyć.


Rzut N 1d100 - 10
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 22
Akcja nieudana


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#14
10.10.2023, 21:24  ✶  
- Musisz wytrzymać, tak jakby — jesteś przyszłym bohaterem tej historii stary. Bądź dzielny. - próbował dodać Prewettowi otuchy, ba, nawet posłał mu przez ramię krótki uśmiech. Co innego miał zrobić? Jak ich wyrocznia się załamie, to już na pewno umrą i zgniją w wodzie. Ile pokładów mógł mieć jakiś stary, śmierdzący wrak? Ile niespodzianek krył? Już mało było rozpływających się ludzi, zielonkawej babo-flądry i głosów w głowie Laurenta? Czy takie atrakcje mieli w swoim życiu pracownicy biura Aurorów? Antek zacisnął wargi w zamyśleniu, uważając jednak pod nogi i pilnując zarówno Laurenta, jak i Staszka. Odgłos rozbijającej się o drewniane boki statku wody był coraz głośniejszy. Gdy spojrzał na brata, stał już nisko i miał wody po uda — trochę zielonkawej, jak Pani Fawley i śmierdzącej. Skrzywił się nieco ewentualną perspektywą nurkowania w niej i na myśl o tym, co mogło skrywać się pod jej powierzchnią. Wychylił się nieco przez barierkę schodów, starając się dostrzec coś w mroku, ale było to cicho i spokojnie. To nigdy nie był dobry znak.
- Nie no, coraz lepiej kurwa. Zaraz spotkamy Krakena. - wzruszył ramionami, ruszając za Stanleyem w głąb korytarza. O dziwo im dalej, tym mniej śmierdziało. Sól szczypała intensywnością, ale było jakby tak, że rześkie powietrze prosto z dworu wlatywało jakimś otwartym oknem, co było przecież niemożliwe. Na łunę błękitnego światła zmrużył oczy na chwilę, a gdy je otworzył, omiótł najbliższą przestrzeń pomiędzy nimi, aż trafił na.. Dziecko?
Czy osoba, która przeklęła ten statek, to miała jakiś fetysz dzieci lub kompleksy rodzicielskie? Szturchnął kuzyna.
- Nie podoba mi się wibrujące dziecko, które zmienia się w dym. - zauważył ze ściągniętymi brwiami, mocniej zaciskając w palcach różdżkę. Nie mogliby dostać puzzli, jako fundament tej zagadki? Mimowolnie spojrzał na Laurenta, zdawał się jeszcze bledszy w tym świetle. Jego wzrok tkwił na tafli wody i dopiero gdy, zanim podążył, dostrzegł perły i dostrzegł ciała. Przeklął w duchu.
Dla pewności przysłonił sobą drogę Laurentowi, gdyby ten zdecydował się ruszyć po naszyjnik przestraszony i chcąc skończyć ten cyrk. W głowie cały czas miał słowa flądry o tym, że życie było za życie. Myślał intensywnie, jego oczy o bardzo małych źrenicach wędrowały pomiędzy czarnym dymem, naszyjnikiem, a ciałami. Mogły powstać, jak ten trup na górze, a jeśli dojdzie do tego walka z tym dzieciakiem, będą mieli przejebane, jak Anthony w kwestii Brenny. - Staszek, myślisz, że dasz radę z nim porozmawiać? - zapytał swojego doświadczonego w pracy aurorskiej brata, nie odwracając jednak wzroku od pereł. Zaraz jednak spojrzał na Laurenta. - Myślisz, że jeśli ja pójdę pierwszy i spróbuję rozproszyć zaklęcie, a te trupy ewentualnie zaatakują, będziesz w stanie wykorzystać zamieszanie, zabrać te parły i je w pizdu utopić w morzu? - szepnął do niego, stukając palcami w różdżkę. Jeśli Laurent by oberwał, mieli przejebane. Z Obskurusem to nie była jego działka, zwłaszcza, jak potencjalna rozmowa nic nie da. Z drugiej strony, Stasiek był lepszy, był ich asem w rękawie w kwestii zaklęć. Przeklął brzydko w myślach, zastanawiając się co zrobić i w końcu uznał, że jest bardziej charyzmatyczny niż kuzyn i jemu pozostanie próbować rozmowy/rozproszenia/zaangażowania widmowego dziecka. - Zmiana planów Panowie. Ja zajmuję się dymem, wy zajmijcie się perłami. - zdecydował w końcu, mijając Staszka i robiąc kilka kroków w przód, opuścił dłoń. Zachowywał bliską odległość. Uśmiechnął się i zlustrował chłopaka wzrokiem. Miał podobno podejście do dzieci, miał gadane — pozostało mu wierzyć, że to wystarczy i ewentualnie być w pogotowiu na reakcję obronną. Byle utopili te perły i byle wszyli z tego cało, razem z Brenną i Atreusem.
- Cześć młody. Czemu siedzisz tutaj tak sam? - zapytał pogodnie, rozglądając się dookoła, zanim znów wrócił wzrokiem do chłopca. -Chociaż muszę przyznać, ma to miejsce pewien unikalny klimat.

daj mi Merlinie charyzmy
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
10.10.2023, 23:09  ✶  

Młodszy z Borginów musiał trochę gwiazdorzyć. Jaki kraken znowu? A po drugie nie chciał mu pozwolić pójść samemu? Szkoda, że akurat miał bardzo mało do gadania w tym momencie. Ważniejsze jednak było to, że się po prostu posłuchał i uniknął konsekwencji swoich czynów. Stanley cieszył się, że udało mu się utworzyć tarczę wokół siebie - dodawało mu to otuchy, że przeżyje na dolnym pokładzie chociaż o sekundę dłużej jeżeli znajdzie się tam ktoś pokroju Persefony. Dobrze, że jej tam jednak nie było ale czy na pewno?

Ciągle tylko chodzili i podążali za jakimiś bliżej nieokreślonymi głosami. Według Stanleya zaczynali powoli błądzić, chociaż Laurent wyglądał na prawdziwie zaangażowanego w tę sprawę, a co więcej gdzieś ich prowadził. Na Merlina, jak tu śmierdzi Pomyślał wchodząc do wody ale był wdzięczny, że nie musieli jeszcze pływać, ponieważ wtedy by się raczej pożegnał ze swoimi braćmi krwi, mówiąc, że on im więcej pomóc nie jest w stanie. Nie był z niego żaden pływak ani sportowiec, a już na pewno nie wyczynowy co według niego było w tym momencie odpowiednim przyrównaniem trudności.

- Na brodę... - nie dokończył wpatrując się w to "dziecko". Tutaj się działo po prostu za dużo. Może to był jednak zły sen albo nieśmieszny żart? Po krótkiej chwili jego uwagę przykuły perły z ciałami. A więc tu jest haczyk... Niee bardzo widziało mu się puszczanie Prewetta do wody, wszak uważał, że te trupy mogły zaraz powstać czy zrobić coś nieoczekiwanego - to była najczarniejsza wizja ale czy można było się spodziewać czegoś innego po tym statku? - W teorii tak. W praktyce nie wiem - odparł Anthony'emu - Tylko kurwa nie wiem czy chce to właśne robić - dodał pozostając nadal w lekkim szoku odnośnie tej przemiany w czarny dym. Stanley miał jakieś tam podejście do dzieci, nawet je lubił ale pod warunkiem, że te były... normalne a nie takie z przerytym beretem jak przypadek na który właśnie patrzyli.

Pokiwał przecząco głową na plan kuzyna. To było zbyt ryzykowne - Nie jestem przekonany Tony... - zwrócił swoją uwagę. Borgin nie chciał aby żaden z pozostałej dwójki mężczyzn musiał narażać swoje życie. W końcu to on był najstarszy ze wszystkich i nie obchodziło go to, że Laurent był z tego samego rocznika - momentami zachowywał się jak ostatni małolat czyli zupełnie jak Tosiek.

- To mi się bardziej podoba - odparł z lekką ulgą - Laurent posłuchaj mnie dobrze i uważnie. Spróbuję rozproszyć tę magię, która utrzymuje te perły, ponieważ coś je musi trzymać. Nie mam pojęcia co ale nie jest to normalne - stwierdził, wyciągając różdżkę przed siebie - Jeżeli którykolwiek z nich powstanie po ewentualnym rozproszeniu, chcąc się rzucić na Ciebie to zrobię wszystko co w mojej mocy aby Ci pomóc czy Cie ochronić - nabrał tego ohydnego powietrza do płuc - Na raz, dwa, trzy... - odliczył, a następnie wyprowadził inkantancję w kierunku pereł, zgodnie z tym co ostrzegł Prewetta. Niech to się wszystko już skończy...


Rzuty na próbę rozproszenia magii, która utrzymuje perły w powietrzu. Korzystam z rozproszenia.
Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#16
11.10.2023, 03:29  ✶  

Anthony


Z bliska chłopak okazał się dość drobny i żylasty. Był podrostkiem, jeśli nastolatkiem to dopiero na początku swoich nastu lat. Nie zareagował na słowa, ale i nie mógł zareagować – jego twarz była już zmieniona w ciemny dym (teraz wciąż nieruchomy, ale wibrowanie mogło wskazywać na to, że nie pozostanie taki już na stałe). Cała sylwetka na wpół przemienionego chłopaka przypominała bardziej dziwny pomnik, niż człowieka.
A jednak zareagował. To znaczy Anthony nie mógł być pewien, że chłopak naprawdę mu odpowiedział, bo może to była tylko bogata wyobraźnia Borgina, ale nagle poczuł w swoim środku dziki strach. A potem – wystarczyło by zamrugał – dostrzegł kilka urywanych scen: wielki piec, do którego trzeba było stale dorzucać węgla by transatlantyk mógł osiągnąć właściwą prędkość, zwalistego mężczyznę który go popychał (bo nie nadążał z pracą i był dziwadłem), rozmodloną matkę, która tłukła go drewniakiem i kazała się modlić i przepraszać za to, że był przesiąknięty grzechem (był dziwadłem, małym magiem którego zdolności próbowano zdusić a nie rozwijać), trzask paska ojczyma, jeszcze więcej strachu (czemu nie mógł przestać być dziwadłem? czemu nie mógł być normalny?), pijacki bełkot, lęk przed karą za bycie dziwakiem, mnóstwo ognia, gdy magia po raz pierwszy zadecydowała za niego, chwilowa ulga i znowu strach.

Laurent, Stanley


Zaklęcia nie podziałały. Perły unosiły się nieruchomo nad taflą wody. Wbrew oczekiwaniom, pływające przy nich martwe ciała nie ożyły. Pozostawały tylko nieruchomymi, martwymi ciałami. Laurent ciągle słyszał metaliczne szepty: oddaj nas morzu, oddaj nas morzu, oddaj nas morzu. I tak bez końca, choć jednocześnie, może przez narastające wibracje, metaliczne głosy stawały się bardziej histeryczne, jakby obawiały się chwili, w której obscurus ożyje. I może Prewett miał rację? Może rzeczywiście Perły nie słyszały co do nich mówił, może komunikacja z nimi była zupełnie jednostronna i ograniczała się tylko do tego, że to one wołały?
Ale coraz bardziej kręciło mu się od tego w głowie. Stanley zaś słyszał narastające powoli wibracje. Rozglądając się po ładowni, dostrzegł też przejście i coś, co wyglądało jak pozostałości po wielkich piecach.

Tura trwa do 14.10.2023 roku do godziny 21.00
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
11.10.2023, 11:01  ✶  

- To obskurus. - Może to była jedna z tych informacji, jaka nie powinna być podawana? A może właśnie musiała być? Ludzki mózg chadzał czasami po zdumiewających drogach. Jak to, że Laurent tak bardzo ufał tej dwójce mężczyzn tylko dlatego, że nie wiedział, co mieli na przedramionach. Że, o paradoksie, jego życie chroniła dwójka Śmierciożerców - a przecież okropnie nimi gardził. Wiadomość o obskurusie mogła tak wywołać niepotrzebny stres i strach (ach tak, niepotrzebny..?) jak i dać bardzo cenną radę: uważaj. Uważaj, bo od tego, co się stanie z tym dzieckiem, zależy zapewne życie nas wszystkich.

Już nawet nie do końca orientował, co się tutaj działo. Rozmywały mu się rozmowy Stanleya i Anthonyego, niby zrozumiał, że ten drugi postanowił rzeczywiście spróbować zająć dziecko (biedne...), a drugi siłował się razem z nim z zaklęciem otaczającym perły, ale to był fakt - magia tutaj psociła i grała na nosie. Czy to już jego nieudolność udzielała się również Stanleyowi, czy tracił on cierpliwość - cokolwiek się działo sprawiło, że ich wspólne, łączone starania, żeby pozbyć się chroniącego to miejsce czaru spełzły na niczym. A oni nadal pokładali w nim jakąś nadzieję. Jakąś...

Chyba tylko to, że ta nadzieja była, trzymało go na nogach. Laurent teraz już nie opierał się o ścianę ręką, a wręcz przylegał do niej, starając się nadal patrzeć przytomnie na ten świat, który w bólu metalicznego dźwięku krzyczącego w jego głowie się rozmywał. Nie był już nawet do końca w stanie odpowiedzieć na słowa Stanleya, który stał przed nim. Chronili go. Czy było warto? Doprowadził ich tutaj, przekazał chyba wszystko, jego rola została zakończona. Mógł opaść w tę śmierdzącą wodę tak jak tamte ciała, które zostały tutaj zwabione i zapewne zabite. Zabrać te perły daleko stąd, ułożyć je na dnie oceanu... Zabrać? Czy na pewno chodziło o perły czy raczej o to, co w nich uwięziono. Blondyn cofnął się myślą do swojego wyobrażenia z wcześniej. Filakterium. Perły należały do oceanu, ale to nie o to chodziło. To chyba nie to...

Rozbij nas.

- Rozbij je. Zniszcz perły! - Nie bardzo wiedział, czy z jego ust wydobył się rzeczywiście jakikolwiek głośniejszy głos niż pomruk, ale w swojej głowie wręcz krzyczał. Przecież liczyli na niego. Przecież od tego zależało życie tylu osób na tym statku. Chyba to była jego ostatnia szansa wzniesienia tej różdżki - tak mu się wydawało, kiedy wyceniał swoje siły. Chciał transmutować skrzynki, deski, czy cokolwiek było w pobliżu w dwa imadła, które zmiażdżyłyby te perły w proch.


Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 29
Akcja nieudana


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#18
11.10.2023, 13:06  ✶  
Szklanka była zawsze pełna do połowy, nie pusta, a więc dopóki nie zaatakuje ich Kraken, a delikatny Prewett nie zwariował ze strachu, mogli ze Staśkiem przynajmniej próbować go chronić. Wiedział, że nie mają czasu już na gdybanie i zastanawianie się godzinami, jak poradzić sobie z tym, na co trafili. Miał wrażenie, że statek wysyłał energie i życie szybciej, niż powinien, chociaż to podpowiadała mu zapewne ta niewinna, mała iskierka strachu, że Atreus, Brenna, Laurent i Stanley zostaną tu na zawsze, podzielając los nieszczęśliwych widmo-kałuż o zapachu glonów. Nie mógł na to pozwolić. Niechętnie więc zdecydował, wybierając Obskurusa, bo uznał, że poradzi sobie lepiej z rozmową, niż z zaklęciami i ewentualnie żywymi zwłokami. A może los będzie dla nich łaskawszy.
Spojrzał na młodego Prewetta, zanim wyszedł nieco w stronę chłopca, a potem na brata — wyrazu oczu Tonyego sugerował, żeby przede wszystkim na siebie uważał. A potem spróbował coś zrobić, zagadać.
Z początku nie widział reakcji, pojawiła się w nim gorączkowa myśl: co dalej? Co miał powiedzieć, żeby chłopak przestawał zmieniać się w ten cholerny dym, żeby mieli więcej czasu? Wydawało mu się, że pamiętał treści o Obskurusach z podręczników i wcale, ale to wcale mu się nie podobały linijki, które pojawiały się w jego głowie. Złapał oddech, a razem z nim coś rozbudziło się w jego wnętrzu, uczucie jakiegoś dziwnego przerażenia, które zimnym potem oblało mu kark i sprawiło, że zakręciło mu się w głowie. Gdy przymknął oczy, pojawiły się przed nimi obrazy — zapewne z życia chłopca. Zacisnął wargi, nawet zacisnął pięść, chociaż obraz jego matki wstrząsnął nim tak, że tego nie poczuł. Dlatego, że ojciec traktował go bardzo podobnie. Tłukł go, nazywał słabeuszem, nie chciał dopuścić do rodu i najlepiej, to by go wydziedziczył, ale miał dziadka i Staśka. A ten dzieciak? On nie miał nikogo. Poczuł nieprzyjemne pulsowanie blizn na plecach, zamknięte szczelnie wspomnienia rozlały się po jego głowie i zapewne by wybuchł, bo przecież zdarzało mu się, że w emocjach magia niczym dziecku, wymykała mu się spod kontroli. Ciepła wibracja z jego własnego źródła zostawiła na jego skórze gęsią skórkę, a on podniósł powieki i spojrzał na chłopca. Twarz mu złagodniała, był zupełnie szczery i naturalny, bo umiał się z tym w jakiś sposób utożsamić.
- Oni po prostu nie rozumieli, że byłeś czarodziejem. Ludzie mają to do siebie, że boją się i wstydzą tego, czego nie rozumieją. Zobacz, ja też jestem czarodziejem. Ci dwaj tam? Oni są czarodziejami. Nie jesteś w tyn sam. - wzruszył delikatnie ramionami, przygryzając jednak wargę, bo chciał powiedzieć, że naturą mugoli było coś takiego i dlatego właśnie ich społeczeństwo nie powinno tak ich chronić. Prześladowali magów, palili na stosie, kaleczyli — a my i tak robiliśmy wszystko, aby ich ratować i bronić przed naszym światem. Nie, to nie była obrona Świata Czarodziejów przed mugolami, bo co te kurwy mogły zrobić? Nic. To była ochrona ich, jakby byli zwierzętami zamkniętymi w rezerwacie, który rozlewał się na większość ziemi. Przełknął ślinę. - Dałeś z siebie wszystko pomimo tego, że się bałeś i pomimo tego, jak Cię traktowali. Odważny z Ciebie chłopak. A pasek i pięści bywają bolesne, co? - zrobił kolejny krok, przesuwając dłonią ku górze, aby zgarnąć z czoła kosmyki wilgotnych włosów, które zawijały mu się w ciemne loki. - Nie musisz się już bać, nie ma tu mugola, który podniósłby na Ciebie rękę. I istnieje świat, do którego wcale nie mają wstępu. Nie taki, jak tutaj. - wyciągnął dłoń w jego stronę, jakby chciał go zachęcić do uspokojenia się, zaprzestania zamieniania się w dym. Nie chciał spoglądać na Stanleya i Laurenta, musieli poradzić sobie z perłami i ich magią sami, nie mógł się rozproszyć. Nie mógł odrzucić tego dzieciaka, bo wiedział, że wtedy wybuchłby znacznie szybciej, skoro zdecydował się już mu odpowiedzieć. Nie miał różdżki w pogotowiu, nie chciał go zaatakować.


Na Charyzmę.

Rzut Z 1d100 - 26
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 2
Akcja nieudana
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#19
14.10.2023, 00:32  ✶  

Wszystko wskazywało na to, że Laurent miał... rację? Magia tutaj po prostu nie działała. No bo jak Stanley mógł to sobie inaczej wytłumaczyć? Nigdy wcześniej, aż tak go nie zawiodła, a teraz czuł się bezradny przez to wszystko - rozproszenie nie zadziałało. Borginowi zdawało się, że ma kontrolę nad tym co się działo wokół... Pytanie na ile to było prawdą, a na ile złudzeniem, próbą oszukania samego siebie czy wręcz dodania otuchy do dalszego działania.

Z jednej strony doprowadzili Prewetta w jednym kawałku do tego miejsca i tym samym odnaleźli te perły. Wydawać by się mogło, że ostatnia ich misja będzie najprostsza po tym całym trudzie związanym z samobójstwem, walką z samym sobą czy własnymi słabościami w pewnym stopniu. Nic jednak bardziej mylnego. Rozwiązanie problemu mieli niby na wyciągnięcie dłoni - dosłownie, wszak mogli dosięgnąć tego naszyjnika - ale to nie było takie proste. Pierwsza próba zawiodła.

Usłyszał polecenie, wręcz nawet rozkaz Laurenta ale zawahał się. Czy on mówił do niego czy do tych całych głosów, które prześladowały go od momentu ocknięcia się do rzeczywistości? Im dłużej stał i zastanawiał się co powinni dalej zrobić tym było coraz gorzej. Stanley zaczął czuł wibrację, które nie wskazywały na nic dobrego. Kończył im się czas? Powinien ostrzec pozostałą dwójkę? - Też to czujecie? - zapytał niepewnym głosem. Może to były już urojenia?

Ciekawość jednak wzięła nad nim górę i sprawiła, że ruszył w kierunku przejścia, które udało mu się dojrzeć. Możemy tędy uciec? A może powinniśmy transmutować coś w te piece i ruszyć cały statek stąd... zastanawiał się - Laurent spróbuję Cię ochronić ale muszę to sprawdzić... Tam może się coś czaić... - poinformował go, wykonując szybki ruch różdżką aby utworzyć barierę wokół Prewetta. Nie miał pojęcia co się wydarzy gdy te perły zostaną zniszczone albo ich struktura zostanie naruszona, a wszystko wskazywało na to, że do ich przewodnika powróciła umiejętność czarowania.

Nie przejmując się resztą, a raczej próbując ją jakoś zignorować podszedł do przejścia aby się tam rozejrzeć. Stanley chciał spróbować dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego przejścia. Z tyłu głowy nadal miał świadomość, że zostawili za sobą tą chorą Persefonę i ożywieńca za barykadą, która nie powinna trwać jeszcze zbyt długo. W razie ewentualnego sukcesu, alternatywna droga ucieczki byłaby jak najbardziej na plus. Po prostu musiał spróbować.


Rzut na tarczę ochronną wokół Laurenta. Korzystam z rozproszenia.
Rzut PO 1d100 - 83
Sukces!

Rzut na rozejrzenie się wokół nowo odkrytych poszlak. Korzystam z percepcji.
Rzut O 1d100 - 85
Sukces!


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#20
17.10.2023, 01:53  ✶  
Perły pobłyskiwały, ale ich prawdziwy blask dostrzegał tylko Laurent. Widział jak rezonowały, słyszał jak krzyczały do niego by oddał je morzu. A potem? Potem stała się rzecz dziwna. Prewett widział jeszcze jak mocą zaklęcia unosi dryfujące w pobliżu przegniłe drewno i jak transmutuje je w imadła i jak te potem suną na unoszący się w powietrzu sznur pereł. Imadła zamknęły się na błyskotce, by po chwili rozewrzeć się od rozsadzającej je energii.
Tąpnięcie.
Czas jakby zamarł dla Stanleya i Anthony’ego. W uszach obydwu zalęgła głucha cisza. Nagle stali się dziwnie świadomi tego kim byli i jacy byli, jak oddychali, jak bardzo przesiąknięte mieli ubrania solą morską, że po ich czołach spływał pot, że mieli zaciśnięte na różdżkach palce – wszystko to wydało im się istotne, tak jakby za moment mieli stracić własne ciała.
Laurent w tym czasie widział i czuł coś zgoła przeciwnego. Nie pogrążył się w świecie ciszy, ale w świecie wiecznych, metalicznych krzyków: uratuj nas, oddaj nas morzu, oddaj nas morzu. Świat nie zamarł dla niego, ale przesuwał mu się przed oczami milionem dziwnych, nieszczególnie zrozumiałych obrazów: wodorosty, małże, ręce trytoniego władcy, cień jak złodziej, chciwy uśmiech hazardzisty, gdy ściągał ze stołu kolejną wygraną, błysk naszyjnika z pereł, dźwięki noża zatapiającego się w miękkich tkankach brzucha, znowu śmiech (tym razem histeryczny, narastający w uszach i zamieniający się w słowo: moje, moje, moje).
I wtedy, całą trójką zobaczyli, że naszyjnik z pereł rozbłysnął a potem, dosłownie, został jakby rozerwany. Pojedyncze perły rozprysły się po ładowni, jedna z nich nawet uderzyła Anthony’ego w rękę. A wraz z tym rozpryskiem, dostrzegli falę energii, która razem z rozpadającymi się perłami, zaczęła rozchodzić się po ładowni. Siła była tak duża, że całą trójką poczuli jak w nich uderzyła aż zakołysała się utrzymująca się tutaj woda, odbiła od ścian a potem większą falą zaatakowała ich.
Stanleyowi i Anthony’emu udało się ustać, ale woda podcięła nogi Laurenta i zniknął im z oczu. Prewett nie zaczął tonąć – był w końcu selkie, ale z chwilą, z którą dotknął plecami dna ładowni, poczuł jak coś złapało go za nogę i próbowało przyciągnąć w swoją stronę. Stanley zobaczył natomiast, że jedno z martwych ciał – które do tej pory dryfowało wokół naszyjnika, ożyło i zniknęło pod wodą. W ferworze tego, co się działo tylko Anthony zobaczył coś jeszcze: choć na wpół przemieniony w obscurusa chłopiec nie drgnął, magia chroniąca statek musiała osłabnąć, bo przez dziurę przed którą stał podrostek zaczęła wlewać się woda. Na razie nie tak, żeby od razu miała zalać całą ładownię, ale w takim tempie, jakby ktoś wlewał do środka wodę z przynajmniej kilku odkręconych maksymalnie kranów.

Tura trwa do 21.10.2023 roku do godziny 21.00
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (4650), Erik Longbottom (277), Laurent Prewett (4781), Norvel Twonk (2736), Stanley Andrew Borgin (3914)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa