- Nic takiego - odrzekł, nie chcąc aby czuła się z tym źle. Może lekko przesadziła ale nie dziwił jej się wcale - dłoń prędzej czy później się zagoi, a rana i tak nie była jakaś duża, tyle o ile były widoczne ślady. Dobrze jednak, że słowne zwrócenie uwagi zadziałało, ponieważ jeszcze kilka chwil, a rzeczywiście mogłaby być potrzebna interwencja lekarza czy chociażby opatrunek poszedłby w ruch.
Kiedy ujrzał uśmiech Stelli, ucieszył się w duchu. Tak już działał ten uśmiech, miał to do siebie, że nie dało się go nieodwzajemnić czy nie cieszyć na taki widok. Prawda też była taka, że widoczna wersja Avery była najlepszą dostępną opcją pod słońcem. To zresztą była też Stella, którą pamiętał od chyba zawsze - wesołą, szczęśliwą, roześmianą, będącą sobą, po prostu cieszącą się życiem. Była w tym jakaś nutka nadziei, że już może być tylko lepiej. Zupełnie jakby ten jeden uśmiech był pierwszym przebiśniegiem na początku wiosny.
Borgin nie był jakimś dietetykiem czy innym specjalistom od żywności ale słyszał, że lampka wina do posiłku nie należy do złych rzeczy... No chyba, że lampka zamienia się cztery, pięć... Dwie butelki? Ale to czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. I może nie musiał tego wiedzieć? Z drugiej strony należało doszukiwać się jakichś pozytywów w każdej sytuacji - lepiej, że to było wino niż inne, mocniejsze trunki, który tylko upadlały człowieka.
- Racja. Też bym sobie nie ufał w kwestii parzenia ziółek - zgodził się. Jeszcze by pomylił arszenik z miętą czy inną melisą, co byłoby tragiczne w skutkach. Borgin wcale się nie dziwił, wiedział jak wyglądają jego umiejętności przyrodnicze, a jedyną rośliną, którą nauczył się jakkolwiek rozróżniać były dalie. Tych się akurat nauczył, ponieważ miał pewne powody aby tego dokonać - Zaraz przyniosę butelkę - odparł, a później jakby przeszedł go piorun paniki. Nie chcesz tam jechać... pomyślał od razu. Szybko jednak powrócił do normalnego wyrazu twarzy, udając, że nic się nie stało - Nie chcę Ci robić kłopotów Stella. Zresztą to jest bardzo nudne. Dziadek ma kilka spotkań biznesowych i prosił mnie o pomoc. Reszta rodziny ma inne rzeczy do roboty i nikt nie ma czasu aby to zrobić - wytłumaczył, licząc że to wystarczy jako wytłumaczenie, ponieważ nie mógł jej tam ze sobą zabrać nawet jeżeli by chciał. Po pierwsze było to zbyt ryzykowne, a po drugie zdradziłoby fakt bycia Śmierciożercą - na co nie był gotowy aby się przyznawać. Dużo bardziej widziało mu się trzymanie Stelli z dala od tej całej wojny i otoczki z nią związaną, nawet jeżeli jemu przychodziło walczyć w pierwszym szeregu na froncie.
Udał się na chwilę do kuchni gdzie odnalazł otwarte wino z którym zaraz powrócił. Napełnił lampkę Avery, a samą butelkę zostawił na stole - Odpocznij trochę. Zrelaksuj się, a ja będę uciekał do Ministerstwa. Teraz mogę w spokoju pracować, wiedząc że nic Ci nie jest - stwierdził, przykładając na moment dłoń do jej twarzy - Postaram się to wszystko szybko pozałatwiać, abyś nie musiała tutaj siedzieć sama - zapewnił, a następnie ruszył w kierunku drzwi. Służba nie drużba, trzeba było wracać póki jeszcze miał możliwość postawić swoje stopy w Ministerstwie jako funkcjonariusz, a nie skazaniec.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972