• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[19.07.1972] Laurent & Philip || It's the dinner conversation no one talks about

[19.07.1972] Laurent & Philip || It's the dinner conversation no one talks about
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#11
01.10.2023, 22:02  ✶  

Nad odpowiedzią na to pytanie musiał zastanowić. Być może tak wyglądała szara rzeczywistość wszystkich innych ludzi, jednak dotąd on żył na zupełnie innym poziomie i postępował zgodnie z wartościami, którymi kierował się w życiu. Z pozoru wszystko było dobrze, z pozoru jak dawniej i wydawał się być sobą, jednak tak naprawdę wszystko było inaczej i nie czuł się zadowolony ze swojego dotychczasowego ani obecnego życia. Nie w takim stopniu, jakby chciał się czuć.

— Inaczej. Gorzej, trudniej... mniej zabawy. — Przyznał wprost, po czym westchnął. Pomiędzy treningami i przygotowywaniem swoich urodzin, z których zwykle się cieszył, mało było czasu na zabawę. Ukończenie kolejnego roku życia przyczyniało się do pogłębienia refleksji nad swoim życiem w kontekście własnych osiągnięć na polu zawodowym, jak i prywatnym. Niezwykle udanej kariery sportowej i nieskończenie długiej listy kochanek i kochanków, których nawet nie pamiętał z twarzy ani z imienia.

Nie zadowoliłoby to go. Nie odpowiedział w ten sposób, aby świadomie przekreślić ten element ich znajomości. Nie miałby nic przeciwko temu aby skończyli w łóżku, jednak postanowił respektować postawione przez Laurenta granice. Bez tego to wszystko było wyjątkowo zagmatwane. Wydawało mu się to koniecznością przez postawienia podjęte przez tego blondyna i słowa, które do niego skierował. Kilka zasłyszanych rad i wszystkie swoje spostrzeżenia. Przez wzgląd na ich długoletnią znajomość nie wypadało mu powiedzieć Laurentowi, że nie jest męską dziwką i spróbować się z nim przespać. Była to pewna przyzwoitość z jego strony. Śniadanie, kawa i ta rozmowa to najwyraźniej wszystko, co powinien teraz mu zaoferować.

— Nikogo przy zdrowych zmysłach to nie satysfakcjonowałoby, jednak takie mamy czasy. Dbam o swoją reputację, tak samo jak o swoją prywatność, starając się pokazywać światu to co chcę pokazać. Pewnie przestałbym być ich ulubieńcem. — Nie odwracając głowy i nie przerywając kontaktu wzrokowego podjął temat. Nie był jednak w nastroju do uśmiechania się. Wydawał się być poważny. Pociągały go kobiety, jednak nic nie mógł poradzić na swoje zainteresowanie innymi mężczyznami. Laurent jednak nie miał takiego luksusu, jednak jeśli nie chciał chować się po kątach to mógł znaleźć sobie jakąś miłą kobietę i wziąć z nią ślub dla utrzymania pozorów. Nie on pierwszy i nie ostatni.

— Nie jestem typem planisty. — Przyznał. Sam planował zaledwie z kilkudniowym wyprzedzeniem. W dłużej perspektywie czasu miał od tego ludzi, którzy układali mu harmonogramy. W ostatnim czasie nauczył się, że relacji międzyludzkich nie udawało się zaplanować od A do Z. Bo gdyby tak było to cała ta sytuacja z rytuałem i jego wszystkimi następstwami nie miałaby miejsca i wszystko byłoby jak dawniej.

— To bardziej skomplikowane, Laurencie. Nie ukrywam, że miesza mi to wszystko w głowie i nie tak łatwo to wszystko uporządkować. — Za to wszystko mógł obarczyć winą Lorettę, samego Laurenta, wreszcie siebie, pieprzony wszechświat, dowolny panteon bóstw, ale czy coś by to zmieniło? Jego zdaniem nie. Szukanie winnego nie miało sensu. Starał się trzymać na powierzchni. Bo co innego miał zrobić?

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
01.10.2023, 22:22  ✶  

Inaczej, trudniej, mniej zabawnie. To wszystko wpisywało się w życie i teraz przyszło się zastanowić nad tym, ile z tego dotyczyło ciebie samego? Ile przyciągały skrzydła, których ludzie chcieli dotknąć i przekonać się, jak jasne mogą być oczy anioła skierowane tylko na nich i dla nich? Sam chciał się o tym przekonywać. Chciał skupiać na sobie spojrzenia, chciał kraść myśli i w końcu - chciał tonąć w ramionach. To było popierdolone, a on sobie z tym nie radził. Prawda była taka, że musiał się powstrzymywać i kontrolować, żeby nie zrobić gestu, który przyciągnąłby do niego Philipa. A to nie byłoby trudne - tak uważał. Że gdyby nie to, że sam posłał w jego stronę takie a nie inne słowa to to spotkanie już wyglądałoby inaczej. Nie doceniał go? Ach... niedocenianie nie miało tutaj nic do rzeczy. To nadal był ten sam Nott, po prostu dostał troszkę nieprzyjemnych doświadczeń na swój kark, które otworzyły mu oczy na świat. Na ludzi. Na to, co go otacza i na wszystkich wokół. Nienormalne było to, że czuł, że potrzebował jego dłoni na swoich biodrach, a jednocześnie na myśl o tym chciało mu się płakać. Gdzie był w tym sens? Czy tego dało się w ogóle pozbyć? Nie chciał tak żyć, a tak łatwo było powiedzieć - nie chcesz, nie rób. Nie. To nigdy nie było takie proste i jednoznaczne. Nie w sprawach, które sięgały głębiej ponad zastanowienie, czy zdrowo jest wypić mleko przed snem, czy może jednak nie, albo czy jeśli je podgrzejesz to lepiej będzie ci się zasypiać.

Laurent opuścił spojrzenie z Philipa, znów przesuwając je na okno. Na ten wspaniały świat, który tak kochał Philipa Notta. I w drugiej części również go nienawidził. Czy ta piękna rzeczywistość mogła wyglądać jakkolwiek inaczej? Bo Philip... chyba jeszcze nigdy nie wydawał mu się tak szczery, mądry i skontrolowany w swoich słowach. Albo nie, to nie było to... nigdy nie był tak wyrozumiały. To było dokładnie to słowo, którego szukał. Szanujący drugą stronę do tego stopnia, że samego siebie stopował. Tylko znów - tego oczekiwał? Czego ty w ogóle chcesz, Prewett? Problem był w tym, że sam nie wiedział. Zaczynały mu się zacierać granice między tym, czego by pragnął, o czym śnił, a tym, żeby jednak wcale nie próbować snuć planów na wielką przyszłość, tylko cieszyć się tym, co było tu i teraz. Korzystać z chwili, z tego, że jednak Philip tu był i można było... można było się pobawić. Tak po prostu. Jak to przyjaciele z benefitami mieli w zwyczaju. Pokiwał lekko głową na jego słowa na temat tego, że nie był typem planisty.

- Wiem. - Znów skierował oczy na tę przystojną twarz, która wyglądała jak wykuta przez dłuto greckiego boga, jak sam Achilles wielbiony przez tłumy. Te dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiechał, były naprawdę zabójcze. Tak jak zabójczy był ten poranek, na myśl o którym Laurent znowu się uśmiechnął szerzej, cieplej. Chociaż widział, że Philip wcale nie był skłonny do odwzajemnienia tego. - Jesteś sfrustrowany? Zły? Zawiedziony? - Zapytał go wprost, bo nie miał pojęcia, co teraz dzieje się w głowie blondyna. A chciał to wiedzieć. Również chciał rozumieć, poznać go po tych zmianach, jakie badał w samym sobie. I przede wszystkim chciał mu trochę też pomóc zrozumieć naturę tego wszystkiego, jeśli była taka potrzeba. Skąd się to brało, dlaczego... szkoda tylko, że widział to rzeczywiście jako coś gorszego. Tym chyba jednak była odpowiedzialność za innych wokół siebie. - Masz rację. Ale powinienem wykazać się większą mądrością. - Niestety nie potrafię. Człowiek był jednak słabą istotą i miał bardzo wiele wad. Te wady tylko się uwydatniały w chwilach słabości. Więc... koniec końców nadal nie wiedzieli, na czym stoją. - Nie potrafię się nawet wykazać taką mądrością, żeby nie myśleć o twoich rękach na moim ciele mimo tego, co powiedziałem. To nawet nie jest skomplikowane. Z mojej strony to chyba po prostu chore. - Przymknął oczy w uśmiechu. Może naprawdę powinien po prostu iść na terapię. Tylko... jeśli nie jesteś gotów do otworzenia się nawet przed najbliższymi to nie zrobisz tego przed kimś, komu nie jesteś w stanie zaufać.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#13
02.10.2023, 00:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 01:39 przez Philip Nott.)  

Toczenie wewnętrznej walki z samym sobą było najtrudniejsze. Jemu znacznie łatwiej przychodziło zmierzenie się z całym światem, niż z samym sobą, własnymi myślami i potrzebami. Światu zawsze mógł kazać się pierdolić, nawet jeśli on by go nie posłuchał. Nie ma takiej mocy sprawczej, aby tego dokonać. Nie dostawał od świata tego, co potrzebował, czego pragnął. Po raz pierwszy on zdawał się go nie rozpieszczać. Przekonał się, że to wszystko zostanie z nim na zawsze. Wszystkie wybory i ich następstwa. Wspomnienia. Zarówno dobre, jak i złe. Wszystkie dotychczasowe doświadczenia. To, co łączyło go z Laurentem. Tego nie dawało się w żaden sposób wymazać, nawet jeśli wydawało się być zawieszone między przeszłością a teraźniejszością, bez uwzględnienia w tym równaniu niepewnej przyszłości.

Znajdujący się za kuchennym oknem świat nie interesował Philipa. Nie zamierzał go w tym momencie zapraszać w te cztery ściany. To jednak zrobił sam Laurent. Pokazywał mu siebie od zupełnie innej strony, niż dotychczas. Nie przychodziło mu to tak łatwo, jak się mogło wydawać. Najgorsze było za nim. Chciał tak myśleć i nie zmieni tego fakt, że nawet nie przybliżył się do osiągnięcia czegokolwiek, do znalezienia tego, co byłoby w stanie go usatysfakcjonować. Jedynie dotknął tego przelotnie, nie będąc w stanie tego chwycić pewnym ruchem dłoni. Dostrzegał ten uśmiech na ustach Laurenta, który znów zdawał odejmować mu kilka lat. Pozostawał zachmurzony, wbrew swojej pogodnej naturze i skłonności do zabawy.

— Wszystko po trochu, tak myślę. — Wymruczał pod nosem zamiast po prostu to przemilczeć. Przemilczenie tego wydawało się mu bardziej właściwe. Po powiedzeniu tego wszystkiego powinno mu się zrobić lżej, jednak tak nie było. To wszystko było zbyt złożone i zbyt przytłaczające. — Przede wszystkim to ja powinienem być mądrzejszy. — Sprostował. To on jest dużo starszy od Laurenta i powinien być przez to mądrzejszy, jednak z dojrzałością było mu dotąd średnio po drodze i miało to swoje odzwierciedlenie w obecnej sytuacji. Nie był ideałem, miał wiele słabości i, jak na ironię, jedna z nich siedziała na krześle w jego kuchni.

Laurent go zaskoczył wypowiedzianymi przez siebie słowami, pozostającymi w tak ogromnej sprzeczności z wygłoszonym przez niego postawieniem, że przez parę chwil nie dowierzał własnym uszom. Jednak trafiało to na bardzo podatny grunt, jednocześnie budziło obawy jak to się skończy. Nie perspektywie tego, że wylądują w sypialni, ale wspomnianych przez Laurenta zmian w jego życiu. Trzymanie się tego, co było nie ułatwiało ruszenia naprzód. Przekonał się o tym na własnej skórze. Może nie powinien, doszukiwał w tym drugiego dna. Tego, czy Laurent nie powiedział tego wszystkiego, aby doprowadzić do sytuacji mającej na celu poprawienie mu nastroju kosztem samego siebie.

— Tego oczekujesz? Jak to się ma w stosunku do Twoich wcześniejszych słów? Ja dobrze wiem, czego teraz szukam, czego oczekuję... co nie znaczy, że tego nie chciałbym. — Zdecydował się o to zapytać wprost, zweryfikować to raz jeszcze. Po prostu chciał zrozumieć i dostosować do tego swoją reakcję. Nie chciał psuć nastroju ani przekreślać tego, jak to mogło się skończyć. Po prostu to było coś, czego nie powinni żałować. Zwłaszcza nie powinien tego żałować Laurent.

Poszukiwał czegoś głębszego w swoim życiu, czego dostał mały przedsmak tego poranka i to w jakimś stopniu utwierdzało go w przekonaniu, że to co mu się podobało, było właściwe. Nie potrafił powiedzieć, czy byłby w stanie tak żyć w dłuższej perspektywie czasu - dzielić z kimś swoją przestrzeń każdego dnia. Nie dowie się, dopóki nie spróbuje. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Starał się podtrzymywać to, że nie powinien iść do łóżka z kimś, komu powiedział, że nie ma go za dziwkę. Było go stać na pewną przyzwoitość.

Oparł obie dłonie na podłokietnikach kuchennego krzesła podczas podnoszenia się z tego mebla. Przeciągnął się po spędzeniu czasu względnie w jednej pozycji i oparł się o stół, zmniejszając tym samym dystans między nim a Laurentem.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
02.10.2023, 10:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 10:10 przez Laurent Prewett.)  
What big eyes you have
The kind of eyes that drive wolves mad

What full lips you have
They're sure to lure someone bad

You sure are looking good
You're everything a big bad wolf could want

Little red riding hood
I'd like to hold you if I could

W burdelu własnych myśli można było odnaleźć się na dwa sposoby - po pierwsze mogłeś to porządkować, co robił właśnie Nott. Odbierało to trochę radości z życia, sprawiało, że głowa stawała się ciężka i człowiek robił się przytłoczony, ale na dłuższy dystans pozwalało poznać siebie, ułożyć swoje problemy, z niektórymi się pogodzić, inne przepracować, jeszcze inne uznać za takie, przy których potrzebujesz pomocy. Drugim rozwiązaniem była ucieczka. Uciekałbyś bardzo, bardzo daleko, żeby tylko pozbyć się szarpiących za włosy demonów, co zostawiały głębokie bruzdy w skórze i regularnie upuszczały krew. Laurent nie mógł nie podziwiać Philipa za wszystkie stawiane przez niego kroki - sam stosował raczej taktykę utrzymywania tego wszystkiego  na poziomie niezmiennym. Czasem uciekał, czasami stawał naprzeciw swojemu odbiciu w lustrze i wypowiadał to, co snuło się tylko w cieniach po kątach. Brak zainteresowania światem zewnętrznym wcale  nie był czynnikiem wspomagającym. Laurent mieszkał na krańcu świata chcąc mieć z tym wielkim światem jak najmniej do czynienia, ale to też nie było zdrowe, żeby wiecznie uciekać i nie było nawet możliwe, skoro chciał ten świat zmieniać.

Skinął ze dwa razy głową na znak, że rozumie. Te emocje, które nim kołatały. Nie było miło o nich usłyszeć, to jasne. Przywodziło na myśl ciągle tę samą wersję wydarzeń, że ciągle jest coś robione źle, że jest się niewystarczająco dobrym, a najlepsze, co wychodzi to... Musiał to usłyszeć i chciał to słyszeć, żeby lepiej rozumieć i odnaleźć się w tej sytuacji. To już było "my". Nie "ty" i "ja". My. Bardzo brzydkie, malowane palcem na piasku, koślawe, ale nawet takie wzorce posiadały swój urok. Jeśli było się wystarczająco poplątanym, że to dostrzec. Cokolwiek między nimi było stanowiło zawirowanie życia i nic nie wskazywało na to, żeby szybko się rozjaśniło. Żaden z nich nie potrafił tego definitywnie zakończyć. Żaden z nich nie był tutaj "tym mądrzejszym". Kto był elementem problematycznym? Bo właściwie to Laurent wiedział, czego chciałby Philip. Jak to widział. Chciał mieć takiego towarzysza, z którym dzieliłoby go więcej niż łóżko. Z którym dzieliłby emocje i codzienne sprawy, ale jednocześnie nie chciał go mieć w codzienności, bo przecież miał o wiele ważniejsze rzeczy - jak swoja kariera, jak reputacja, jak uwielbienie tłumów. Laurent marzył o czymś więcej, a jeśli już miałby dopuszczać do siebie to, czego Philip chciał to wiedział, że byłby nieszczęśliwy. Bo to dla niego naprawdę nie zmieniało wielce z tego, co między nimi było. Utrudniało jedynie, bo sprawiało, że Laurent dopuszczał do siebie te emocje, które chciał pilnować.

Nie odpowiedział od razu. Spojrzał, jak Philip się podnosi i automatycznie sięgnął dłonią do krawatu, żeby całkowicie zsunąć go z szyi i pozwolić mu całkiem niedbale opaść na podłogę. Nie, tak nie powinno być. Czego chciał? Chciał... wyjść naprzeciwko oczekiwaniom. Wypełniać je. Chciał się poczuć kochany, potrzebny. Chciał tego uniesienia i dotyku, jakby był jego narkotykiem, bez którego nie mógł żyć i oddychać. Ale nie odpowiedział. Rozchylił tylko usta, bo myśli się zbyt łatwo w tym momencie rozpływały. I żadna odpowiedź nie była odpowiednia. Nie w tym rosnącym oczekiwaniu i pragnieniu.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#15
02.10.2023, 16:34  ✶  

Zrzucenie tego całego ciężaru ze swoich barków było konieczne. Chciał się od tego wszystkiego uwolnić. Wymagało to zmierzenia się z tym wszystkim. Rozmowa z Laurentem była częścią tego całego procesu. Powinien odbyć jeszcze rozmowę z Lorettą, jednak to było ponad jego siły. To, co ich łączyło, nie było w żadnym zdrowe. Nawet, jak to należało już do przeszłości. Przypieczętowała to ta sytuacja z tym niedopełnionym rytuałem.

Z własnych obserwacji zdołał wywnioskować to, że my ma różne etapy. Ten, którego chciał w tym momencie, był w jego odczuciu pierwszym. Było to coś, czego dotąd nie praktykował. Dwoje ludzi się spotykało, dzieliło się częścią swojej codzienności, potem zaczynali ze sobą mieszkać. W dużym uproszczeniu, rzecz jasna. Nie rzuci się na głęboką wodę, przeskakując od razu do tego ostatniego etapu.

Philip dobrze wiedział, że kariera sportowa nie jest na całe życie. Jeśli dozna poważnej kontuzji, wymuszającej jej zakończenie, to nadejdzie moment, w którym przyjdzie mu ją zakończyć i poświęcić się trenowaniu jednej z drużyn. Objęcie ciepłej posadki w ministerialnym Departamencie Magicznych Gier i Sportów nie było szczytem jego zawodowych marzeń. Siedzący tryb życia nie służyłby mu. Nie chciał wybierać - chciał wszystkiego: zachować swoją karierę, reputację, uwielbienie tłumów i posiadać satysfakcjonujące go życie prywatne.

Nie naciskał na udzielenie mu werbalnej odpowiedzi. Prześledził ruch dłoni Laurenta, sprawnie pozbywającej się krawata. Wyciągnął ku niemu dłoń, chwytając dwoma palcami materiał noszonej przez niego koszuli. Lekkim pociągnięciem skłonił go do wstania z kuchennego krzesła i stanięcia przed nim. Po raz pierwszy od dłuższej chwili delikatnie się uśmiechnął, z dołeczkami w policzkach.

Ułożył dłonie na szyi młodszego mężczyzny, pogładziwszy kciukami jego policzki. Złączył ich usta w dłuższym, namiętnym pocałunku. Nie przerywając go, otoczył ramionami kark swojego kochanka i wplątał palce prawej dłoni w jego włosy. Drugą dłonią nieśpiesznie przesunął wzdłuż pleców kochanka, zaciskając palce na materiale jego koszuli.

— Tu czy sypialnia? Możesz zostać tak długo, jak chcesz — Wymruczał do niego, pozostawiając mu wybór. Tutaj było bliżej, jednak w sypialni było wygodniej. Znając ich spędzą tam większość dnia, skoro właśnie się zdecydowali się na pójście do łóżka. Mógł zostać nawet na całą noc, jeśli tego chciał i nie miał innych planów na dzisiaj. Dopiero rozstaliby się jutro rano, zwłaszcza że on musiał stawić się jutro o godzinie dziesiątej rano na trening.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
02.10.2023, 17:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 17:58 przez Laurent Prewett.)  
What if I didn't do this to my body?
What if I quit and then you don't want me?
The dinner conversation no one talks about
Don't know how much longer I can keep this down

Świat byłby prostszy, gdyby reakcje mózg-serce-ciało były zawsze ze sobą zgodne. Panowałaby tam idealna harmonia, tak i świat był w tej utopii ułożony, pozbawiony cierni i rozpalonych węgli, po których stąpały bose stopy. Nie było tu utopii i daleko było temu do raju. Jedno z wielu mieszkań, choć łączyło się z nim tyle wspomnień. Tak jak pewnie wielu innych, jemu podobnych, miało doświadczenia związane z tą jadalnią, z tą sypialnią. Z samym Nottem. List osób wyciągających dłonie do Philipa z pewnością była długa. I raczej dłuższa niż ta, którą mógłby sprezentować Laurent. Obaj nie chcieliby jej oglądać tak czy inaczej. Świat byłby prostszy, gdyby Philip nie podniósł się z tego krzesła. Czy wiesz, że każdy twój krok niósł siłę tajfunu? Po prostu nie potrafiłem mu się oprzeć. Byłby prostszy, gdyby silna wola miała swój wpływ na podejmowane decyzje i potrafiła oświecić umysł zbawiennym blaskiem mądrości, jaką żaden z nich nie potrafił się popisać. Gdybyś tylko ty sam potrafił się odsunąć, a palce zamiast poluzować krawat to zgodnie z zamierzeniem - zacisnęłyby go mocniej. Zdecydowane spojrzenie, oznajmienie, że nie - nie zamierza grać takiej roli, bo nie była dla niego dobra. Zamiast tego co? Zamiast tego były rozpływająca się jaźń otumaniona zapachem kawy i wody kolońskiej, kiedy Philip podszedł bliżej. Uwielbiał to połączenie - tego zapachu. Był tak często wyczuwalny od tego blondyna...

Niee. Pomyślał, ale dał się pociągnąć za koszulę i podniósł z krzesła, spoglądając w te oczy, na ten uśmiech... Uśmiech. Czemu dopiero teraz? To było takie kurewsko smutne, pożerało go żywcem w całkowitej sprzeczności tego, czego naprawdę chciał. Gdyby jednak oderwał jego ręce od swojego ubrania, bo uniósł swoją dłoń i położył na dłoni Philipa, gdyby teraz wyszedł - byłoby lepiej? Pozostawiłoby niesmak, niezadowolonego Philipa i ciągle niewyjaśnioną sytuację. Pozostawiłoby go w gorączkowym pragnieniu, którego zaspokojenia i tak gdzieś by szukał. Gdziekolwiek. A może tylko starał się samemu sobie tłumaczyć swoje zachowanie? Przed własnym widmem w głowie, które jak odbicie w lustrze - najlepiej drwiło i szydziło z własnych błędów i win. Ręka Laurenta nie zatrzymała więc dłoni Philipa, a jedynie na nim oparła.

Świat wydawał się był jednak prosty i na swoim miejscu, kiedy smakował jego ust.

Tak, zdecydowanie świat wydawał się prosty, odpowiedni, niechwiejący, kiedy twoją ramą były ramy takich ramion. Duma, honor, poczucie wartości siebie? To wszystko było marnym kłamstwem, które rozmywało się w potrzebie zaspokojenia cielesnej uciechy. Oddaniem hołdu ciału, które wiodło prym, choć Philip starał się powiedzieć, że zdecydowanie chciał czegoś więcej. A przynajmniej... nie chciał tracić tego, co mogło zostać stworzone. Zaklęty pocałunkiem Laurent spojrzał przez moment na Philipa, kiedy ten zadał to niby trywialne, niby banalne, a tak wymowne pytanie. Wiedziałem. Że to spotkanie nie mogło mieć innego zakończenia, kiedy pojawiła się taka propozycja zjedzenia śniadania w tych ścianach. Wszystkie rozmowy, które nie miałyby mieć prawa na ulica, wszystkie gesty, które by się nie pojawiły, bo należałoby się pilnować. Mrugnął. Zresetował swój obraz za czarną ścianą powiek malowanych tęczowymi blaskami i kręgami tęczówek, nim zamiast odpowiedzi przyciągnął Philipa do siebie, opierając się pośladkami o stół i niedbałym ruchem, niecierpliwym, przesuwając filiżankę, już pustą, na bok. Było w tym coś innego, niż zazwyczaj oferował Philipowi. Coś bardziej głodnego, niecierpliwego, przejmującego stery zabawy - a Laurent dobrze wiedział, czego chce i czego potrzebował.

Więc zamienił rozmowy na westchnięcia.


Nie chciał wchodzić do sypialni Notta. Nie chciał zostawać na cały dzień, na noc, skorzystać z tej propozycji. Poszedł pod prysznic, spoglądając na własne dłonie, którym nie ufał, choć to przecież była... niczyja wina. Na te blizny, które go zaczęły szpecić, a których nie śpieszył się pozbyć. Bo jakoś... pasowały, że tam były. Uzewnętrzniały jego brzydotę. Powoli i spokojnie ubrał się w swoje ciuchy. Naprawdę nie mogło się to inaczej skończyć, przecież to było oczywiste, wyobrażanie sobie innego scenariusza było... niepoważne. Sam nie wiedział, co go wiodło do zaufania temu, skoro zupełnie nie próbował się powstrzymywać.

- Kiepsko nam te rozmowy wychodzą. - Zażartował lekko, spoglądając na swoje odbicie w lustrze, kiedy poprawiał krawat. Zerknął na odbicie Philipa. - Dobrze widzieć, że poprawił ci się humor. - Uśmiechnął się, poprawiając wysuszone magią włosy i obrócił w kierunku blondyna. - Dziękuję za gościnę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#17
02.10.2023, 19:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 19:53 przez Philip Nott.)  

To, co robił, nosiło znamiona błędu. Tak zawsze kończyło się postępowanie wbrew zdrowemu rozsądkowi i uleganie wszystkim swoim słabościom. Jego silna wola została wystawiona na próbę, której nie miał możliwości zdać. Wykrzesana z siebie przyzwoitość rozmywała się w tle. Istniało tak wiele powodów, dla których w tym momencie się uśmiechnął. Powierzchownych i tych znajdujących się znacznie głębiej, postrzeganych przez niego jako bardziej istotne. Nie zmieniało się to, że chciał czegoś więcej. Chciał stworzyć coś nowego.

Zadając to pytanie kierował się w swoim odczuciu obopólną zgodą, jednak zaproszenie na śniadanie nie miało z tym żadnego związku. Zapraszając go na śniadanie nie planował tego, że wylądują łóżku. Gdyby o to chodziło to zaprosiłby go w bardziej bezpośredni sposób. Zmiany, które w nim zaszły, nie uczyniły go w pełni powściągliwym. Przyciągnięty bliżej przez Laurenta, poddał się temu wszystkiemu, nie odrzucając tego, co zaoferował mu teraz Laurent. Towarzyszyło temu jego własne zniecierpliwienie, powiązane z jego wszystkimi pragnieniami i potrzebami.

Otrzeźwienie przyszło nad wyraz szybko. Laurent nie chciał wchodzić do jego sypialni, nie chciał nawet zostawać na resztę dnia ani nawet na noc. Poszedł pod prysznic, po którym zaczął się ubierać. Po wzięciu przez siebie prysznica Philip jedynie owinął swoje biodra ręcznikiem. Będąc w swoim domu nie musiał się od razu ubierać. Przeczesał palcami mokre, rozczochrane włosy. Stan, w którym się znalazł, został pogłębiony przez mało śmieszny żart ze strony Laurenta. Pozwolił sobie jedynie na gorzki uśmiech. Tak nie wyglądał ktoś, komu poprawił się humor. Tak wyglądał ktoś, komu udzielił się prawdziwie wisielczy nastrój.

— Czasami mógłbyś się zamknąć. — Parsknął niezadowolony. Przed podjęciem kolejnej niewłaściwej decyzji w swoim życiu jego zdaniem ta rozmowa wyszła całkiem dobrze. Zabrakło zdrowego rozsądku, tak potrzebnego z jego strony i przez to się sparzył, ulegając swoim słabościom. Laurent zdawał się to wykorzystywać.

— O to w tym wszystkim chodziło? O poprawienie mi nastroju? Jak szlachetnie z Twojej strony, prawie jak pieprzenie z litości. Nie prosiłem o to. — Zapytał wprost, w tym samym tonie. Niezadowolonym, balansującym na granicy narastającej złości. Stojąc przed dużym łazienkowym lustrem, zapewniającym widok na większość tego pomieszczenia, zacisnął dłonie na brzegach umywalki. Niewątpliwie powinien ugryźć się w język i nie pozwolić na to aby te myśli opuściły jego głowę. Było to oczywiste, że kłamstwo wisiało w powietrzu i nie powinien był się na to nabrać. On zmieniał się na lepsze, jednak jego życie zdecydowanie zmieniło się na gorsze i to pod każdym względem.

— Wiesz, gdzie są drzwi. — Skwitował jedynie to dziękuję za gościnę. Zabrzmiało to tak jakby go wyrzucał. Czy tak było naprawdę? Zależy jak na to spojrzeć.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
02.10.2023, 19:57  ✶  

Nie próbował rozumieć tego, co miało tu miejsce. Było czymś pięknym, słodką chwilą, przerodzoną w to, co zawsze się działo. Philip może i nie miał takich intencji, nawet... uwierzyłby mu. Laurent uwierzyłby w każde jego słowo, ponieważ mu ufał. Ufał temu, co mówi. Ludzie mogli na temat Notta mówić mnóstwo nieprzychylnych rzeczy, ale Laurent zawsze gotów był go bronić, gotów był zaprzeczać bo wiedział, że ideały na tym świecie nie istnieją. A Philip, tak kochany przez tysiące, był przede wszystkim również człowiekiem. Gloryfikowany nawet przez samego Laurenta, dopóki nie pokazał tej ludzkiej twarzy, tak mocno sięgającej człowieczeństwa, że dla niektórych byłaby wręcz szkaradna. Ponieważ te tysiące nie poszukiwały prawd. One chciały widzieć odgrywaną do perfekcji rolę, do której przygotowywali Notta wszyscy ludzie wokół. Uwierzyłby. Tylko że Philip nie był tutaj jedynym elementem, który ulegał własnym słabościom. Miał to nieszczęście, że zawiesił osoby na naprawdę nieodpowiedniej osobie. Albo to Laurent miał tego pecha, że miał taką ogromną słabość do Philipa? Że od tamtej rozmowy majowej tak wiele się zmieniło, a Laurent się zaczął zastanawiać "a co gdyby..?" Nie zmienił się cały jego świat. Zmienił się za to Philip. I to wystarczyło, żeby o tym "co gdyby" myśleć.

Co gdyby takie śniadania mogły być codziennością?

Właściwie to był wyjątkowo stabilnie jak na to, co sądził, że może się narodzić w jego własnej głowie. Miał do siebie wyrzuty. Że się nie mógł powstrzymać, że jego umysł wariował... albo to wariowało ciało. Nic nie było ze sobą zgodne i nie wiedział, którą część siebie winić - pewnie najlepiej wszystkie na raz. Bo nigdy dotąd nie czuł czegoś takiego. Nie obierał takiej destrukcyjnej drogi, nie miał poczucia, że nie może o kimś zapomnieć. Do tej pory to wszystko naprawdę było proste. A potem stało się Beltane. Jakie to było tragiczne, że unikając tego święta jego pokłosie dotknęło i jego z pełnym rozmachem przez osobę Philipa.

Otworzył nieco szerzej oczy ze zdziwienia i obejrzał się na Philipa z zaskoczeniem, nie spodziewają się takiej... ostrej odzywki. Poczuł nieprzyjemne pociagnięcie tej struny, która odpowiadała za wiązanie się ciężaru na dole brzucha. Przesunęła się przez jego ciało i nieprzyjemnie wpadła do tego pojemnika negatywów. Kamień, który był pierwszą wagą. Co się dzieje? Nie rozumiał. Ale... zamknął się. Już raz ktoś złamał mu nos, bo za dużo gadał. A takiego tonu jeszcze u Philipa nie słyszał. Kolejne słowa dorzuciły kamyczki, przygniotły już do ziemi wyczuwalnie. Znowu to namolne i okrutne pytanie: czemu. Jak mantra rodzące się w jego głowie pełne niezrozumienia. Zaciskał palce na umywalce, prawie się w nią wciskając, kiedy patrzył zdezorientowany na Philippa. Pieprzenie z litości - jakież to było wulgarne..! Przez moment jego umysł zawirował wobec zamknij się a zadanych pytań, sprzeczności bodźców między tym, czy milczeć, czy jednak odpowiadać. Ale jego umysł stał się pustą przestrzenią. Co miał powiedzieć? Chyba każdy może mieć już tego dość. W pewnym momencie to chyba trochę za dużo.

- Ja... ja... - Zająknął się. - Przecież... Nie rozumiem, czemu się tak do mnie odnosisz. - Wyartykułował w końcu z siebie jakąś odpowiedź. Choć raczej nie była odpowiedzią na zadane pytania.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#19
02.10.2023, 21:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 21:05 przez Philip Nott.)  

Chciał robić rzeczy, które sprawiają mu przyjemność. To, co dotychczas miało wpływ na jego dobry nastrój, nie działało już tak dobrze jakby chciał. Dzisiejszy poranek uważał za wyjątkowo udany i do tego stopnia, że udało mu się sprostać wyzwaniu w postaci poważnej rozmowy z Laurentem. Nie dopisywało mu dobre samopoczucie, jednak było stabilnie. Teraz nic z tego nie zostało. Wezbrały w nim tkwiące pod skórą negatywne emocje i znalazły swoje ujście w najgorszy możliwy sposób, koncentrując się na Laurencie. Nie musiał się obawiać tego, że dostanie od niego w twarz. Philip prędzej wyładowałby swoją złość na wiszącym przed nim lustrze, niż na drugim człowieku. Odbicie w lustrze pokazywało mu dobrze zmieniającą się mimikę Laurenta. Zdziwienie i niezrozumienie. Przedłużające się milczenie z jego strony nie pomagało. Nie był szczególnie zaskoczony, jednak zamierzał iść za ciosem. To było coś, co powinien powiedzieć w obecnej sytuacji.

— Zaprosiłem Cię tutaj wyłącznie na śniadanie i rozmowę. Ty chciałeś porozmawiać, ja chciałem spróbować czegoś nowego w swoim życiu. Ostatecznie sprowadziłeś wszystko do seksu, w tym mój nienajlepszy nastrój i moje zaproszenie. Powinienem być rozsądniejszy, zwłaszcza przez co powiedziałem. Odkryłem w ostatnim czasie, że można robić coś więcej, niż tylko się pieprzyć i rozchodzić się po wszystkim. Masz rację, wychodzi nam to zajebiście. — Jeśli przed chwilą Laurent nie rozumiał, dlaczego tak do niego zaczął się odnosić to teraz już nie powinien mieć ku temu żadnych wątpliwości. Nie było tak, że siebie wybielał. Przypisywał sobie za to część odpowiedzialności. Przedstawił mu w bezczelnie bezpośredni sposób swoje spostrzeżenia na temat relacji międzyludzkich w stosunku do ich własnej znajomości. Podczas tamtej rozmowy starał się nadać im mniej dosadną formę. Pytaniem, na które nie znał odpowiedzi było to, czy patrzył na odbicie właściwej osoby, z którą warto było spróbować czegoś nowego, czy po prostu brnął w coś, co nie miało szansy powodzenia tylko przez swoje własne złe nawyki i spoglądanie w niewłaściwym kierunku.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
02.10.2023, 21:23  ✶  

Czemu tka się działo?

Czemu zawsze wszystko musiał zepsuć w swoich rękach, nawet jeśli się starał? Ale zawsze to było za mało. Ciągle był za mało. Zbyt kiepski, za mało doskonały. Chciał być sobą, powiedzieć kilka słów więcej, wyznać, że to wszystko jest trudne, że ma z tym problemy. Jego słowa o pieprzeniu z litości wbiły się drzazgą w jego głowę, która przechodziła przez gardło do serca, nie pozwalając powtórzyć tych wulgarnych słów na głos. Czasem trzeba jednak nazywać rzeczy po imieniu. Chciał rozluźnić to napięcie dla siebie, dostał odpowiedź od Philipa, który tak chętnie do niego przylgnął, więc... czemu znowu musiał coś zepsuć? To tylko dlatego, że chciał już iść? Miał zostać, wtedy byłoby lepiej? Więc co miał robić, kim być? Pustka jego głowy zalała się myślami i wpłynęła tam falami. Huczącym i gniewnym morzem, nad którym wirowało burzowe chmury złowrogo odbijające się w niestałych falach.

Opuścił głowę, nie potrafiąc ze wstydu utrzymać kontaktu wzrokowego Philipa i ujął zgięte palce jednej dłoni w drugą, przesuwając nimi nerwowo o siebie wzajem. Rozluźnił palce i spojrzał na swoje dłonie. Więc w końcu jak to było? Można być sobą? A bycie sobą znaczy bycie kim? S o b ą, czy może właśnie tą osobą, którą Philip lubił? Sprowadziłeś wszystko do seksu. Nieprawda... Prawda? Tak, no przecież to była prawda? Tylko czy... naprawdę... Czy to naprawdę było takie jednoznaczne? Został wyrwany ze swojej strefy komfortu przez problemy sercowe Philipa, potem odsunięty - również przez jego problemy sercowe i czemu... No CZEMU? I przede wszystkim - czemu to zawsze musiało być to samo pytanie? Zżerało go żywcem. Wypaczało jego emocje, przeszywało je do cna jak żarłoczne korniki pochłaniające najstarsze z drzew i burzące całe budynki. Może powinien był wylać z siebie złość, może powinien zacząć mówić, a nie milczeć, skoro myśli już powróciły? Wszystko przesuwało się przez sito tego, że nie chciał Philipa zranić, skrzywdzić, nie chciał go rozzłościć bardziej. I kiedy szukał tego, co mogłoby pomóc odkrywał, że nic nie docierało przez to sito do jego rąk. Były po prostu... puste. Zwykłe "przepraszam" jakoś było strasznie miałkie i bezwartościowe.

- Przecież cię zapytałem, czy chcesz... się przyjaźnić, czy cię to zadowala. Powiedziałeś, że nie. Kiedy ci powiedziałem, że nie odpowiada mi życie... takie życie też nie byłeś zadowolony. Kiedy przyciągnąłem cię do siebie byłeś zadowolony. Więc czemu teraz mówisz... czego ty ode mnie chcesz? Co mam zrobić? Mówiłem ci - ty wcale nie chcesz mnie. Chcesz jakieś swoje wyobrażenie mnie, żeby spełnić swoje fantazje. Czy nie tak?! - Podniósł spojrzenie na Philipa z jakąś wręcz... złością, a może lepiej było to określić mianem: rozczarowaniem. Niekoniecznie nim.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8735), Philip Nott (7084)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa