• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3
13 Marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama pod Londynem || Elliott & Eden

13 Marca 1972 | Posiadłość Eden i Williama pod Londynem || Elliott & Eden
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#11
28.10.2022, 02:10  ✶  
Popijając herbatę oparł się o szafkę. Spoglądał na siostrę, ponieważ niegrzecznie było nie utrzymywać z rozmówca kontaktu wzrokowego, ale tak naprawdę analizował w głowię rozmowę jaką udało im się przeprowadzić. Chyba przedrzeźnienie jego 'nie wiesz jak to jest' dało mu najbardziej do myślenia i wrócił w głowie do wypowiedzi siostry, na którą tym stwierdzeniem odpowiedział. Powstrzymał się od machinalnego zmarszczenia brwi i żałował, że nie wziął ze sobą notatnika, aby to wszystko spisać. Tak, zdarzało mu się trzymać zapiski swoich prywatnych rozmów z bliskimi, i nie tylko, osobami. Wcale nie po to, aby go wyciągnąć po pięciu latach i zacytować danej osobie co powiedziała dnia siedemnastego listopada tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego ósmego roku o godzinie czternastej pięćdziesiąt dwie (chociaż czasami też), ale też aby nic mu nie umykało. Zboczenie zawodowe, ale jakie przydatne. Na szczęście nie miał przed sobą całego dnia, przez który mógłby o tej rozmowie zapomnieć, jutro rano na pewno spisze wszystkie ważniejsze dialogi z dzisiejszego wieczora, oczywiście znikającym atramentem, który można odczytać tylko znając odpowiednie hasło, ponosiły go emocje i bywał impulsywny, ale miewał swoje błyskotliwe momenty.
Dopił resztę herbaty dosyć szybko, bo znajomy, gorzki smak fusów pozwolił mu ocucić zmysły, na chwilę przytłumione ilością wypitego alkoholu.
- Rekompensujesz to sobie w jakiś sposób? - zapytał bez skrępowania, bo wypowiedź Eden na temat swojego małżeństwa nie zakrawała nawet o neutralną, a mimo że była krótka i zwięzła, pikował w dół do negatywnej - I nie mam tu na myśli popijania drogiego wina w środku nocy jak stara kura domowa. Stać cię na więcej. - troszeczkę ją podburzył, aby pociągnąć za język. Wiedział, że gdyby nie było o czym mówić bliźniaczka nie zmieniłaby tak szybko tematu. Odstawił filiżankę na szafkę, o którą jeszcze przed chwilą się opierał i bez skrępowania podszedł do łóżka, aby też na nim usiąść. Uznał, ze taka odpowiedź na zadane pytanie będzie wystarczająca, a tez korzystał z momentu, w którym Eden jeszcze nie wyrzuciła go za próg, bo rozważając pytanie jakie właśnie jej zadał mogło się to stać lada moment. Nie, aby się jej obawiał, ale przebywał w jej domu, posiadał maniery i mimo wcześniejszego wproszenia się, raczej by wyszedł jeżeli tak by sobie zażyczyła.
- Czyżbyś chciała czegoś więcej od zaaranżowanego małżeństwa? - zapytał ironicznie, ale jednocześnie odrobinę się z niej podśmiewał, bo przecież to ona zawsze była tą logiczną, wszystko wiedzącą i mówiącą, że małżeństwo to tylko i wyłącznie umowa albo gra korzyści, biznes. Przynajmniej tak ją widział, bo takową twarz mu pokazywała. Zastanawiał się, zwłaszcza w ostatnich latach, czy siostra miewa momenty słabości, ale zawsze bardzo szybko kończył tę narrację. Wiedział, że musi coś czuć, ale nie uśmiechało mu się zabarwiać jej osoby współczuciem ze swojej strony. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Ich relacja i tak weszła o parę stopni wyżej i nie była już piwnicznym dnem emocjonalnym. Oczywiście przez odgórne rzeczy, na które nie mieli wpływu, tj. przysięga jaką kazał zawiązać im ojciec, bo przecież musiał mieć kontrolę nad każdym jednym aspektem życia swoich dzieci. Na samo wspomnienie o nim Elliott prawie, że zacisnął powieki i zechciał przywalić głową o ramę łóżka. Zamiast tego ułożył głowę na poduszce, łóżko było wystarczajaco duże, aby pomiędzy nim, a siostrą zmieściła się jeszcze jedna osoba, więc nie krępował się specjalnie. Poza tym, nie pierwszy raz spali w jednym łożku. Pomimo próby zabicia się co drugi dzień, zdarzało im się zasypiać na jednej kanapie albo łóżku w pokoju gościnnym, gdy chowali się przed wszystkimi po tym, jak podczas jednej ze swoich kłótni zbili wszystkie wazony z kolekcji barokowej matki.
- Uwagi, miłości? - kontynuował, ale wiedział, że gdyby zadał to pytanie zbyt poważnym tonem przeciągnąłby strunę, więc spojrzał w stronę Eden wykrzywiając twarz w czymś, co powinno być uśmiechem i nawet na niego wyglądało, pomimo stanu zaczerwienienia oczu Malfoya. Naigrywał się, ale postanowił tak to przedstawić, jakby parodiował wypowiedź ojca o tym, żeby nie spodziewać się od nikogo niczego pozytywnego bo każdy kolejny człowiek w twoim życiu zapewne wbije ci nóż w plecy.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#12
29.10.2022, 01:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2022, 05:49 przez Eden Lestrange.)  
Parsknęła w głos, słysząc pierwsze pytanie brata.
Nie wiedziała dokładnie czemu, ale to pytanie wydało się jej w tym momencie niebywale śmieszne. Czy rekompensowała sobie nieobecność męża w życiu prywatnym? Czy niewinne spotkania z Idą, które opierały się na fascynacji i ciepłym dotyku można było nazwać rekompensatą? Czy zdrada, w której ciężko było mówić o stałości, o uczuciu aż po grobową deskę, była cokolwiek współmierna? Owszem, dzięki niej czuła się raz na jakiś czas żywa; raz po raz wracała do jej ramion, by odgonić na parę cennych chwil katastroficzne uczucie samotności i póki co zdawało to egzamin. Jednak czy wynagradzało to Eden cokolwiek? Czy czuła się usatysfakcjonowana? Czy mogła powiedzieć, że skoro nie ma tego, co lubi, to lubi to, co ma?
- Nie - odparła w końcu, nie podnosząc głowy z pościeli. - Nie rekompensuję. -
Nie czuła, żeby w tym momencie go okłamywała. Może co najwyżej miała inną definicję rekompensaty niż brat, może odebrała jego pytanie nie w ten sposób, w który chciał. W efekcie tego mógł otrzymać odpowiedź, która w przyszłości wyda mu się kłamstwem, bo przecież nigdy nie zapyta o detale. Nie miało dla Eden znaczenia, czy spowodowane jest to jego brakiem szczerego zainteresowania, czy brakiem pomyślunku. Wiedziała, że na pierwsze i tak nie zasługiwała, biorąc pod uwagę, że prawdziwie życzyła mu wszystkiego najgorszego przez tyle lat ich istnienia. Nie zrobiła też nic z własnej strony, by mu to wynagrodzić, więc czemu miałby martwić się o jej dobrostan? Eden nie była usatysfakcjonowana swoim życiem, ale to nie był jego interes. Sama musiała sobie poradzić z tym problemem, ale sęk w tym, że nie bardzo wiedziała jak.
A jak omnipotentna Eden Lestrange miałaby przyznać się do niewiedzy na głos?
Była w stanie odpowiedzieć na kolejne pytanie, bo myślała już nad nim nie raz samodzielnie, często robiąc to, gdy patrzyła na swojego męża z przeciwległego końca stołu w jadalni. Przyglądała się mu, ciemnemu spojrzeniu, które przysłaniały rozczochrane włosy. Patrzyła na niego znad porannej gazety, ale on nigdy nie patrzył na nią; przez wiele lat myślała, że taka jego natura, bo uciekał spojrzeniem od ludzi, gdy tylko mógł. Jednak z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że nie patrzy na nią, bo po prostu nie chce. Miał zwykle przed sobą rzeczy i sprawy, które interesowały go bardziej niż ona sama. Takie, które były warte zbadania bardziej niż pragnienia swojej żony. Dotychczas respektowała i to, jednak chyba każdy ma swoje limity. Nawet ona dotarła do granicy wytrzymałości, znudzona czekaniem na zmiany.
- Doskonale wiem, że moje pragnienia są dla ciebie bez znaczenia, Elliott - odpowiedziała spokojnym, lecz bardzo zmęczonym tonem. Wiedziała, że siedzi tuż obok, ale nie spojrzała w jego kierunku. Jeszcze przez chwilę patrzyła w sufit, jednak po chwili spostrzegła, że kasetony na suficie zaczęły się rozmywać, więc opuściła powieki. Oddychała cicho, miarowo, niezdolna do czucia się niespokojnie. Normalna osoba pogrążyłaby się teraz w melancholii, ale Eden była skrzywiona na tyle, by znaleźć w swojej niemocy spokój. To nie była dobra pora na chęć do walki z własnym losem.
- Zabawne, że żartuje w ten sposób ktoś, kto jeszcze piętnaście minut temu płakał na moim szezlongu o tragicznej miłości do martwej żony - odbiła piłeczkę, licząc, że również ubodzie go prosto w serce, tak samo jak udało się to jemu w tym momencie. Ton jego głosu sprawił, że poczuła się skrzywdzona, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. Zamiast tego przekręciła się, mając zamiar położyć głowę na swojej poduszce i po prostu zasnąć. - Zabawne, że orientujemy się, co mamy, dopiero po tym, jak to stracimy, prawda? - wypuściła powietrze nosem, jakby się naśmiewała, ale wypowiedziała to zdanie tak cicho, jakby stało się to tylko dlatego, że ktoś zadał jej cios w klatkę piersiową i siłą zmusił ją, by wypuściła ustami resztkę powietrza. Brzmiało niczym przytyk do Elliotta, ale tak naprawdę mówiła również o sobie. Nie była świadoma swoich potrzeb, dopóki nie przestały być zaspokajane.
Weszła pod kołdrę, wciąż obrócona plecami do brata, położyła się na boku. Jeszcze chwilę trwała wsparta na łokciu, by móc chwycić różdżkę i zgasić światło.
- Nox. - słowo uniosło się i pochłonęło blask żyrandola, pozostawiając bliźnięta w zupełnej ciemności. Eden przestała więc utrzymywać kamienną maskę i rozluźniła mięśnie twarzy, nim położyła ją na poduszce. Póki co mogła przestać udawać, że bratu nie udało się przebić przez zbroję niewzruszenia, bo czego oczy nie widzą, nie daje twoim wrogom satysfakcji.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#13
02.11.2022, 06:15  ✶  
Odpowiedź, którą dostał była zbyt lakoniczna, aby mieć coś wspólnego z prawdą. Byli wychowani według modły tego samego tyrana i perfekcjonisty, który od małego wmawiał im, aby podważać każdą wypowiedź, rozkładać ją na czynniki pierwsze, a sam Elliott zbyt dużo czasu spędzał pośród wilków w owczej skórze owijających sobie wszystkich innych wokół palca lepkimi od słodyczy wypowiedziami. Zmrużył oczy, ale postanowił nie drążyć, uznając, że półprawda, ostatecznie też jest jakąś odpowiedzią, może nie taką, której szukał, ale na pewno wartą zadanego pytania.
- Być może są - przyznał równie spokojnym tonem - a być może przestałem się łudzić i zdaję sobie sprawę, że mamy ze sobą więcej wspólnego niż byśmy chcieli, więc wypadałoby zrobić z tego użytek. - dodał wchodząc pod kołdrę, bo czuł jak, jeszcze przed chwilą znajdujące się w mokrych butach i skarpetach, stopy marzną mu nieokryte żadnym materiałem. Położył głowę na poduszce i przymknął oczy słuchając reszty wypowiedzi siostry, wyłapując zwinnie zmiany tonu i oddechu.
Byli zepsuci, z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej to akceptował i chociaż miewał momenty, w których emocje brały górę to twarde okowa logiki czy korzyści zaczynały brać górę. Mimo sabotowania swojego dobrobytu i pozycji bardzo ryzykownymi sytuacjami, jak chociażby doprowadzenie do śmierci żony, ostatecznie go doceniał. Gasił wzniecane przez siebie pożary umiejętnie, a rozpalał je, prawdopodobnie tylko po to, aby dać upust frustracji i goryczy, jaka zbierała się pod idealnie nasuniętą maską. Domyślał się, że Eden ma na to inne sposoby, ale też jakieś musiała mieć. Nie podejrzewał jej o bycie królową śniegu za zamkniętymi drzwiami, nie w momencie, gdy trzymała wino w sypialni, której wcale nie dzieliła z mężem. Elliott mógł być skupionym na sobie imbecylem, ale nie na tyle krótkowzrocznym, aby nie poznać, że tak bliska mu osoba jest dokładnie tym samym, choć w swój, oryginalnie okropny sposób.
- Prawda - przyznał, bez zawahania - i możemy się nad tym rozckliwiać albo wyrzucić to z siebie raz, a dobrze, aby ruszyć dalej i żyć. - podsumował tylko czując jak igiełki świadomości przebijają się przez wieżę z kości słoniowej, jak rozpacz sprzed chwili wypełnia umysł i wisi nad klatką piersiową kamieniem winy. Mógł obwiniać innych o swoje nieszczęścia do końca swoich dni, ale ostatecznie wybrał zostawienie tego za sobą, wciąż nie do końca się z tym godząc, acz próbując wyżłobić sobie nową drogę, lepszą, taką, w której korzysta z danych mu przez los przewag, a nie rozpamiętuje dawne krzywdy.
Dopiero, gdy światło lamp zniknęło w czubku siostrzanej różdżki zdał sobie sprawę jak bardzo zmęczony był, jak karuzela dzisiejszych emocji wyczerpała jego siły witalne.
- Dobranoc. - mruknął jedynie nie spodziewając się żadnej odpowiedzi. Czasami lepiej było niektóre sprawy przemilczeć, zadowolić się ochłapami informacji. Trwać w zawieszeniu pomiędzy kompletnym zatraceniem się, a świadomością.
Koniec sesji


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (4354), Elliott Malfoy (4497)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa