• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[noc z 8.07 na 9.07] Każda śmierć ma znaczenie

[noc z 8.07 na 9.07] Każda śmierć ma znaczenie
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
09.02.2024, 23:28  ✶  
– Mogę. Przeszukasz w tym czasie jej bieliznę i środki higieniczne? Kobiety czasem coś w nich chowają, a policja mogła coś przegapić – odparła Brenna, chociaż rzecz jasna chodziło o to, że po prostu niezbyt lubiła widmowidzieć przy innych, a i chociaż ta umiejętność nie była w Departamencie jakoś pilnie strzeżoną tajemnicą – niestety używała jej w pracy na długo przed wojną – to póki ktoś nie pytał, nie było potrzeby o niej informować… Ale na upartego rozstawiłaby świece i przy Aidanie, a mogła też po prostu wrócić tutaj później.
– Cieszę się, że zrealizowałeś jedno z marzeń – skwitowała, kiedy przemieniła się z powrotem, niezbyt przejęta uszczypliwościami. Pozwalała przelatywać im koło ucha, bo Parkinson nie był pierwszym, drugim, pięćdziesiątym ani ostatnim, który lubił czasem się powyzłośliwiać, a Brenna przywykła reagować na to albo grzecznością albo podobnymi złośliwościami – rzadko jednak podszytymi złością czy niechęcią. – Mam zamiar iść zdobyć ten raport z samego rana, Aidan – powiedziała łagodnie, gdy znów wyciągnął ten temat. – Miałam w środku nocy aportować się na środku komisariatu i rzucać czary na prawo i lewo, skoro to mógł być po prostu mugol, sąsiadce coś się uroiło, a chłopak z zanikami pamięci choruje?
Rozejrzała się jeszcze raz po sypialni, a potem przyjrzała materacowi. Nie pozostały jednak na nich żadne ślady. Słuchała teorii Aidana, chociaż do żadnej z nich się nie przywiązywała: w tej chwili mieli tak mało danych, że każda była równie dobra lub równie zła, jak poprzednia.
– Albo klient wyszedł chwilę przed morderstwem. Lub on się aportował, zauroczył ją, odbyli randkę, a potem ją zabił. Psychopatyczne, ale normalni ludzie nie duszą kobiet – dodała, po czym zaczęła po kolei odsuwać szuflady komody, jakby faktycznie chciała przeszukiwać bieliznę, zgodnie ze swoją wcześniejszą zapowiedzią. Zajrzenie do wszystkich, nawet pobieżne, sprawiło jednak, że zmarszczyła brwi i faktycznie zaczęła przegrzebywać zawartość.
Bo jedna rzecz jej tutaj nie pasowała.
– Hm? Tak, jasne, piętnaście minut, alejka. Dasz radę transmutować sobie odznakę? – spytała, bo nie wiedziała, na jakim poziomie stoi jego transmutacja. Znała mocne i słabe strony kilku osób, z którymi pracowała w Departamencie na tego typu akcjach często, głównie Heather, Mavelle, Erika, Patricka, Alastora i Victorii, ale z nim wspólne śledztwa miała trochę za rzadko, aby mogła wiedzieć, w których dziedzinach magii celował najbardziej.
A muzyka wciąż płynęła z gramofonu i…
Brenna cofnęła się od szuflad i nim Aidan wyszedł, utkwiła spojrzenie w gramofonie.
– Może wszędzie widzę wzorce, ale… hair of gold, eyes of blue. Obie ofiary były niebieskookimi blondynkami. Do zapamiętania – mruknęła, przypatrując się sprzęcie. To mogło znaczyć wszystko i nic. Mary mogła lubić tę piosenkę: a może to wcale nie ona zostawiła płytę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#12
11.02.2024, 12:51  ✶  
- Ygggh - Aidan wydał z siebie dziwny skrzek, będący ni to śmiechem, ni to wyrazem oburzenia. Spojrzał na Brennę i popukał się palcem w czoło, uznając, że ten komentarz wyrazi więcej, niż tysiąc słów. Na słowa o raporcie wzruszył ramionami, bo niby Brenna miała rację, ale jego brak tak cholernie mu doskwierał, że był już nie drzazgą, a belką w oku. Z kolei na to o odznace tylko przewrócił oczami, bo przecież da radę. Nie był kompletnym beztalenciem, chociaż jeśli chodziło o transmutację, to był przeciętnym czarodziejem. Tutaj jednak czas nie naglił i mógł poświęcić na to tyle czasu, ile potrzebował.- Seryjni często mają swój wzorzec. Jeżeli to była ta sama osoba, to zapewne częściowo go odkryliśmy. Z tym, że równie dobrze to mógł być przypadek, jeśli chodzi o oczy i włosy. Może jest jeszcze coś, co nam umyka, a jest kolejnym punktem wspólnym. No, ale zobaczymy z samego rana, co?
Mruknął, a potem wykonał lekki, parodiowy skłon w stronę Longbottom i machnął różdżką. Zniknął z charakterystycznym trzaskiem, by aportować się dalej, w uliczce. Zdążył ją obejrzeć z okna, więc udało mu się nie wylądować w wielkim kontenerze, pełnym śmieci. Jedno grzebanie w śmieciach na dzień mu wystarczy. Nie wiedział, co zamierzała w mieszkaniu robić Brenna, ale wiedział, że ma plus minus kwadrans. Może dłużej, jeżeli ich rozmowę będzie słychać z mieszkania. Pozwolił sobie więc na sięgnięcie po papierosa, w czasie gdy szukał czegoś, co mógł transmutować w mugolską odznakę policyjną. Jakiś kawałek... Jest. Na Merlina, ludzie to były okropne świnie. Dobrze, że kawałek tektury, który podniósł z ziemi, nie był utaplany w szczynach, bo patrząc na stan tego zaułka, to służył chyba za kibel dla meneli. A taka dobra dzielnica, mówili... Spokojnie tu, mówili. Dlatego taka wysoka cena - oczyma wyobraźni już widział landlorda, który zachwala mieszkanie po Mary.

Na szybko dopalił papierosa i zgniótł go przy kupce innych petów, a potem transmutował karton w odznakę. Wyglądała prawie jak prawdziwa. Z ciężkich westchnięciem ruszył do budynku, z którego przed chwilą się teleportował, i odruchowo nacisnął klamkę. Zaskoczyło go, że nie były zamknięte na zamek - chciał wejść z odruchu, ale powinien napotkać opór w postaci przekręconego zamka. Drzwi jednak otworzyły się gładko i bez skrzypnięcia. Zamek był zepsuty? Aidan z ciekawością zerknął z drugiej strony, potem znowu z kolejnej. Wyglądało na to, że nie zamykały się prawidłowo. Może zostały uszkodzone, bo wątpił, że wymagaliby od mieszkańców każdorazowego zamykania na klucz. Odnotował to w pamięci i ruszył na piętro, do drzwi naprzeciwko tych, owiniętych taśmą policyjną. Załomotał zwiniętą w pięść dłonią na wysokości swoich oczu.
- Policja - powiedział znużonym głosem, słysząc szuranie z drugiej strony. - Mamy jeszcze kilka pytań.
Dodał to na wszelki wypadek, chociaż nie był pewny, czy mugole w ogóle rozmawiali z sąsiadką. Ale założył, że musieli, przecież nie byli aż takimi partaczami.
- Nic więcej nie wiem - głos, który wydobył się zza drzwi, nie brzmiał specjalnie staro. Na chwilę pojawiła się szpara, w której ukazało się brązowe oko. Drzwi miały łańcuszek, utrudniający włamanie. Sprytne, szkoda że denatka na to nie wpadła, chociaż... Jak widać w niektórych przypadkach nawet to nie było w stanie pomóc.
- Pozwoli pani, że ja to ocenię - powiedział ostro, przesuwając się w ten sposób, by w razie czego móc wepchnąć but w szparę i uniemożliwić kobiecie zamknięcie drzwi. Miała może 40, 50 lat. Była dość zadbana, miała trochę zmarszczek wokół oczu i ust, co świadczyło o tym, że zapewne paliła. Przez myśl Aidanowi przemknęło, że na starość będzie wyglądał podobnie. Bo przecież 50-tka na karku to okropna starość dla takich jak on. Parkinson chrząknął, wyciągając z kieszeni spodni transmutowaną odznakę. Mignął nią tak, by sąsiadka jej nie przegapiła, ale i by nie mogła się jej za bardzo przyjrzeć. - Mam kilka pytań o Mary, nie zajście.
Odpowiedziało mu milczenie. Kobieta przyglądała się Aidanowi przez krótką chwilę, która zaczęła powoli przeciągać się w nieskończoność, ale w końcu skinęła głową. Zamknęła cicho drzwi, łańcuch szczęknął a one w końcu stanęły otworem. W jej mieszkaniu panował półmrok, na dodatek na końcu korytarza były kolejne drzwi, uniemożliwiające zerknięcie do wnętrza mieszkania.
- Co konkretnie chce pan wiedzieć? - zapytała cicho, wygładzając dłońmi długą do kostek sukienkę. Parkinson dostrzegł na jej dłoni obrączkę. - To była spokojna dziewczyna, miła i pomocna. Pomagała mi z zakupami, jak mąż pracował do późna albo wyjeżdżał w delegacje. Czasem wpadała na kawę i ciasto. Okropna tragedia...
Wyciągnęła z rękawa chusteczkę, jakby miała ją przygotowaną do swojej roli, a potem wytarła łzę, która jeszcze nie zdążyła wypłynąć z oka. Aidan przeklął w duchu - aktorka mu się trafiła.
- Wiedziała pani, czym się zajmowała Mary? - zapytał, w zasadzie mając w nosie to, czy policja zdążyła jej powiedzieć o tym, że naprzeciwko drzwi miała dobrze prosperującą kurwę.
- Tak. Nie oceniam ludzi przez pryzmat tego, co robią, panie...
- Smith - odpowiedział odruchowo, czując że zaraz pożałuje tego, że jednak nie wysłał tu Brenny. Kobieta sprawiała wrażenie wścibskiej i chętnej do rozpuszczania plotek, ale nie był w stanie stwierdzić, czemu tak pomyślał. Może to przez tę chusteczkę? A może przez drugie drzwi i łańcuch na tych pierwszych? I podglądanie sąsiadów.
- Panie Smith. W każdym razie - tak, wiedziałam. Mówiłam jej, że w końcu to się na niej zemści, ale mówiła mi, że chce odłożyć pewną sumę pieniędzy, żeby opuścić Anglię. Chciała chyba wypłynąć do Ameryki, by zacząć nowe życie - po raz kolejny otarła niewidoczną łzę.
- Planowała wyjechać? Mówiła kiedy?
- Nie miała konkretnej daty. Mówiła tylko, że już niedługo będzie miała tyle, ile potrzebuje.
- Nie było tu nigdy żadnych awantur? Nie przychodzili klienci i nie dobijali się do drzwi?
- Już o to pytaliście.
- Wiem, ale musimy się upewnić. Może się pani coś przypomniało?
Kobieta pokręciła głową. Nie, nie widziała nic więcej poza tym chłopakiem, który stał na zewnątrz i tym mężczyzną, który rozpłynął się w powietrzu. Ale ona sama wzięła tabletki na sen, bo ostatnio źle sypiała, więc mogła mieć zaburzone widzenie, bo przecież ludzie nie rozpływają się w powietrzu. Te rutynowe pytania i wymiana zdań między kobietą a Aidanem trwała dobre 15 minut, czyli Brenna powinna była już być w zaułku. Żadnych problemów, miła dziewczyna, która chciała wyjechać za pracą i zostać aktorką i grać w teatrze w Ameryce. American Dream... Jeden z największych przekrętów tego świata. Parkinson pożegnał się z sąsiadką i zaznaczył, żeby w razie czego kontaktowała się z policją, gdyby ktoś się tu kręcił - niech mugole się nie obijają i pracują, poza tym to była standardowa formułka, której nie mógł odpuścić, jeśli chciał utrzymać tę maskaradę. Wyszedł na zewnątrz, odpalił kolejnego papierosa i wszedł w zaułek, wyglądając Longbottom.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
11.02.2024, 20:48  ✶  
Uśmiechnęła się do Aidana całkiem przyjaźnie, kiedy popukał się palcem w czoło, bo to była dokładnie taka reakcja, jakiej by się spodziewała. A potem znów zajrzała do szuflady, gdy on znikł z mieszkania.
Wiele może zdarzyć się w ciągu piętnastu minut.
Na przykład ustaliła, że ani w komodzie, ani w koszu na bieliznę, ani w szafie, nie ma ani jednej pończochy, a jednak to pończochami ją uduszono. Wątpiła, by policja zabrała te nieużywane, czyli albo morderca zabrał je na pamiątkę, albo uduszono ją bielizną, która nie należała do Mary. A potem Brenna rozstawiła krąg, szukając wspomnień ostatnich chwil Mary i…
…nie poszło wcale tak, jakby chciała.
Za pierwszym razem rozbolała ją głowa i z nosa pociekło trochę krwi. Za drugim zapadła się w wizję: nie mogła dostrzec ani kobiety, ani jej oprawcy, może dlatego, że obrazy ciężej było przywołać niż słowa, może bo zgasili światło. Słyszała jednak piosenkę, wygrywaną na gramofonie i jego głos, pieszczotliwy niemalże, szepcący czułe słówka, a potem odgłosy świadczące o tym, że dziewczyna wcale nie umarła bardzo szybko ani bardzo łatwo: i że przez cały czas nie wypowiedziała ani słowa. I Brennie było niedobrze: niedobrze, gdy słuchała tych łagodnych zdań, niedobrze, gdy wiedziała, że wypowiadał je morderca. I tylko utrwalało to jej determinację, by dorwać tego drania, a potem upewnić się, że zgnije w najciemniejszej z cel z Azkabanu, tam, gdzie dementorzy wyciągną z niego każde szczęśliwe wspomnienie.
Ale kiedy Brenna spróbowała się cofnąć bardziej, sprawdzić, co działo się zanim oprawca dostał w swoje ręce ofiarę, okazało się, że albo ona przesadziła, albo że czarodziej w jakiś sposób zabezpieczył miejsce swojej zbrodni. Obraz znikł sprzed jej oczu, a Brenna osunęła się na podłogę, gwałtownie mrugając. Nic to jednak nie dało: w pierwszych sekundach po wyjściu z wizji nie widziała zupełnie niczego. Głowa teraz wręcz pękała z bólu, a krwotok z nosa kobieta musiała zatamować rękawem.
Zajebiście, Brenna, cudowny z ciebie widmowidz, pomyślała.
W normalnych warunkach nie ruszyłaby się z kręgu przynajmniej przez najbliższe dwadzieścia minut, pozwalając zmysłom wrócić do normy. Odzyskać ostrość widzenia, poczekać aż w głowie przestanie wirować, a przeszłość i teraźniejszość nie będą się mieszać. Tyle że Parkinson czekał w alejce i zaraz się tu i tak wepchnie z powrotem. Na ślepo wygasiła świece zaklęciem i zebrała je do pudełka w chwili, gdy mijała piętnasta minuta: gdy obraz był bardzo niewyraźny i zamazany, ale przynajmniej mogła trafić w nie czarem. Wytarła nos, tym razem chusteczką, miała nadzieję, że skutecznie i, blada jak sama śmierć, teleportowała się do zaułka.
– I jak, dowiedziałeś się czegoś? – zapytała, jak gdyby nigdy nic, podpierając się… o kubeł na śmieci, bo sądziła, że to ściana, ale gdy już zorientowała się w pomyłce, postanowiła udawać, że tak miało być. Głowę nieco uniosła, zwracając wzrok niby to ku oknom mieszkania Mary, chociaż tak naprawdę nie chciała po prostu, aby Aidan zorientował się, że nie może zogniskować spojrzenia, gdyby zwróciła wzrok ku niemu. – W całym mieszkaniu nie ma pończoch. Nie wierzę, że miała jedną parę, skoro je nosiła, musiałoby być ich więcej. Albo je zabrał, albo wcale nie udusił jej własnymi. I… na pewno ją jakoś zakneblował, czarami albo w inny sposób, jeżeli użył knebla, to pewnie będzie informacja w tym raporcie, że włókna znaleziono w ustach czy co oni tam sprawdzają.

Moje piękne rzuty
1 wspomnienie
Drugie wspomnienie – krytyczna porażka (wywaliłam drugi rzut, bo 1 ją powala)


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#14
12.02.2024, 11:48  ✶  
Aidan nie zastał Brenny w zaułku, więc postanowił poczekać. Palił papierosa, starając się nie opierać o nic, bo jeszcze tego by brakowało, żeby się usyfił - byli w końcu w alejce, do której wywalano śmieci. Pachniało tu nie najlepiej, a na kontenerach znajdowały się resztki jedzenia, o kubłach nie wspominając. Stał więc tak, wypatrując koleżanki, a gdy w końcu dostrzegł jej sylwetkę... Zamrugał.
- Co się stało? - nie był bez serca, przecież nie zostawi jej tak i nie będzie patrzył, jak próbuje nieudolnie zgrywać silną bohaterkę. Wyrzucił peta na ziemię i doskoczył do Longbottom, by ją podeprzeć rękami tak, by mogła zostawić w spokoju nieszczęsny kubeł na śmieci. - Kurwa, ciebie nie można zostawić nawet na chwilę, durna.
Syknął z irytacją, bo przecież gdyby został, to... Kurde, nie wiedział czy byłoby lepiej. Nie miał pojęcia co się jej stało, ale nie wyglądała najlepiej. Widział resztki krwi pod nosem i na rękawie, widział że była blada i jakby nieobecna. Straciła przytomność? Prawie się rozszczepiła?
- Zluzuj, bo jeszcze mi tu zejdziesz. Chcesz usiąść? Napić się? Cokolwiek? - domyślał się, że Brenna nie powie mu, skąd ta krew. Dla niego wyglądało to nie jak efekt uboczny zaklęcia, ale na przykład rąbnięcie nosem o drzwi, bo na ten przykład zakręciło jej się w głowie. Każdy wiedział, że Brenny było pełno zawsze i wszędzie - ta kobieta niemal nie sypiała. Może organizm upominał się o swoje? - Ostatni raz cię zostawiam samą.
Burknął, obserwując czy ta nie zaczyna mu się przelewać przez ręce.
- To oczywiste, że ją zakneblował - inaczej zaalarmowałaby sąsiadów, sama mówiłaś że czujesz w mieszkaniu krew - i to tyle? Po tej całej tajemnicy wróciła do niego z tym strzępkiem informacji? To już on dowiedział się więcej i to zupełnie przypadkiem. Upewniwszy się, że Brenna nie zemdleje, odsunął się odrobinę, lecz wciąż czujnie obserwował, czy przypadkiem kobieta mu nie zemdleje. - Drzwi wejściowe do budynku są zepsute - wszedłem bez konieczności dzwonienia, zakładam więc że sprawca mógł dostać się w ten sam sposób. Mogłem zapytać o te drzwi, ale zapomniałem. Sąsiadka mówiła, że wiedziała o tym, czym zajmuje się Mary, ale jej to nie przeszkadzało, chociaż ostrzegała ją, że to niebezpieczne. No i Mary mówiła jej, że chce odłożyć trochę pieniędzy i wyjechać. Zgadniesz gdzie? No właśnie, do Ameryki, jak w jakimś tanim filmie fabularnym. W każdym razie nie mówiła kiedy dokładnie, ale że "niedługo". Nie znaleźliśmy pieniędzy, więc też nie możemy wykluczyć napadu na tle rabunkowym, ale... No wtedy byśmy musieli odrzucić opcję o seryjnym, chyba że druga kobieta też była przy forsie.
Przekazał jej wszystko co wiedział, najbardziej zwięźle jak tylko potrafił.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
12.02.2024, 22:32  ✶  
– Daj spokój, nic mi nie jest – zapewniła Brenna, wbrew wszystkim oczywistym dowodom, zwracając wreszcie ku niemu spojrzenie, kiedy postanowił jej pomóc. Obraz wciąż był zamazany, ale widziała już jego twarz i uśmiechnęła się, jak gdyby nigdy nic. To nie był pierwszy, drugi ani nawet dziesiąty raz, kiedy w ten sposób urządziło ją widmowidzenie: korzystała z tej umiejętności na tyle często, że przywykła.
I to tylko popychało ją ku chęci bycia w tym lepszą. Bo teraz była zła: nie na niego, nie na te uwagi, a na siebie, że nie postarała się bardziej.
– Uważaj, Aidan, jeszcze ktoś pomyśli, że tak naprawdę jesteś dobrym, troskliwym chłopcem – powiedziała, prostując się, a uśmiech znikł z jej twarzy. – Chodzi o to, że męczył ją długo. Bardzo długo. To nie było tylko uduszenie. Gdyby mogła cokolwiek zrobić, sąsiedzi musieliby usłyszeć. Nie spieszył się i nie sądził, że ktoś mógłby go powstrzymać. Siedział w tym cholernym mieszkaniu przynajmniej godzinę. A jednak nie ma śladu czarnej magii, a ten chłopak z policji nie wspominał o obrażeniach.
A poza tym poznam jego głos, pomyślała, ale nijak nie mogła tej wiedzy przekazać Parkinsonowi – mogłaby opisać twarz, gdyby ją zobaczyła, ale widmowidzenie zawiodło pod tym względem. „Taki tam baryton” raczej dużo mu nie powie. Ale jeżeli się na niego natkną… będzie wiedziała, że to on.
– Nie widziała niczego przy tym mężczyźnie? – Wątpiła jednak, by tak było. Skoro zaledwie jej mignął… Westchnęła tylko cicho na te słowa o Ameryce: ach, ten amerykański sen, który dla tak wielu osób zamienił się w koszmar. Brenna mogła zrozumieć to marzenie, chęć ucieczki na drugi koniec świata, gdzie nikt się nie zna, ale tam pewnie Mary skończyłaby dokładnie tak jak tutaj. Na ulicy. – Gdyby chodziło o napad rabunkowy, nie zabiłby jej w ten sposób. Pończochy i duszenie w łóżku? Tło seksualne, chęć wyżycia się, osobista uraza, można by wyliczać długo, ale nie rabunek… Mogła nie trzymać pieniędzy w domu – mruknęła i potarła skronie. Głowa dalej ją bolała, ale wzrok powoli wracał.
Mieli w tej chwili mnóstwo puzzli. Mogłoby się wydawać, że nie znaleźli niczego, Brenna jednak z doświadczenia wiedziała, że dostali trochę elementów układanki.
Tyle że potrzebowali kolejnych, bo na razie nic do siebie nie pasowało.
– Nic. Wracamy, a skoro świt trzeba dopaść pana policjanta i jeżeli on nie ma informacji albo dostępu do raportu, prosić go o nazwisko osoby, której należy złożyć wizytę – mruknęła, zerkając na Aidana, czy i on był gotów do teleportowania się z zaułka. Czuła się już na tyle dobrze, że taka odległość nie powinna grozić jej rozszczepieniem.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Let's start a fire
wiek
26
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Brygadzista
Ciemne włosy i niebieskie oczy. Wysoki, na oko 180 cm wzrostu. Młody, z gładko ogoloną twarzą i wiecznie znudzonym wyrazem twarzy. Uśmiech iście cwaniacki, sugerujący złośliwość.

Aidan Parkinson
#16
14.02.2024, 12:57  ✶  
- Nikogo tu nie ma, a ty nikomu nie powiesz - mruknął w odpowiedzi na te złośliwe słowa, które w gruncie rzeczy były prawdą. Czy zareagowałby tak samo, gdyby ktoś był obok - na przykład od nich z biura? Parkinson uśmiechnął się krzywo. - Nikt nie uwierzy w to, że jestem dobrym chłopcem.
Nie było tajemnicą, że mimo pracy w BUM Aidan miał pewne kłopoty z opanowaniem agresji. Co prawda w Ministerstwie nie dochodziło do rękoczynów, lecz nierzadko bywały pewne intensywne, ogniste wręcz starcia słowne z innymi osobami, które miały inne zdanie. Zupełnie tak, jakby jego imię zostało mu nadane nieprzypadkowo, a zdefiniowało jego charakter i jestestwo. Chłopak odsunął się od Brenny, gdy upewnił się, że ta mu zaraz nie złoży się jak z domek kart prosto na śmietnik.
- Nie pytam, skąd znasz te szczegóły i co robiłaś, gdy ja bawiłem się w przepytywanie sąsiadki - powiedział w końcu, ściągając brwi w zamyśleniu. Nie interesowało go to, jakim sposobem Longbottom weszła w posiadanie tych niepokojących informacji: ważne że miała cokolwiek, czego mogli się chwycić. Czyli psychol, nie debil. Ale czemu w takim razie dał się złapać? Aidan odpalił kolejnego papierosa, zupełnie odruchowo, chociaż przed chwilą dopiero co zgasił jednego. - Seryjni często chcą być złapani. Tylko nieliczni bawią się w kotka i myszkę z policją. Niektórzy celowo zostawiają wskazówki, które mają sprowadzić policję na ich trop. Kojarzysz sprawę Zodiaka? Był nielicznym wyjątkiem.
Zaciągnął się kilka razy, odruchowo kierując swój wzrok na okno, z którego przed kwadransem sam wyglądał. Podrapał się po policzku, wypuszczając kłęby szarego dymu.
- Zapisz to albo zapamiętaj, żebyśmy niczego nie pominęli. Mamy trochę kawałków układanki, ale mam wrażenie, że zaczynamy od środka, nie od krawędzi. Wiesz, jak przy puzzlach - powiedział w końcu, wyrzucając niedopalonego papierosa. Zgasił go obcasem buta i kiwnął Brennie na znak, że na dzisiaj wystarczy. Tyle się namyślał, że jego umysł podpowiadał mu stare, magiczne i mugolskie sprawy dotyczące seryjnych morderców. Szukał wzorca i być może oszukiwał sam siebie - to był znak, że na dzisiaj wystarczy. - Dopadnij mnie z samego rana.
Parkinson rozejrzał się jeszcze, czy nikomu nie przyjdzie do głowy by nagle tu wejść i pogrzebać w śmieciach, a potem teleportował się z powrotem do Ministerstwa. Nie po to, żeby dokończyć raporty czy cokolwiek, ale musiał wziąć swoją kurtkę. Było zimno, a on nie chciał ryzykować przeziębienia. Wrócą do tego rano, on teraz - w przeciwieństwie do niektórych, jak widać - potrzebował snu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aidan Parkinson (4762), Brenna Longbottom (3950)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa