Peppa uwielbiała odgrywać niesamowicie dorosłą, czym tylko sobie szkodziła i prezentowała się na jeszcze bardziej utkniętą w wieku nastoletnim. Szczególnie, gdy również pokazała mu język i to jeszcze dobitniej, niż on jej. Potrafili drażnić się nawzajem takimi głupotami godzinami. Ich ojca to niezmiernie bawiło, zaś matka... zaczynała kwestionować swoje wybory z przeszłości.
— No wiesz!? Od razu zawrócił w głowie... o tylko kolega — odpowiedziała, odwracając wzrok. Gorączkowo zajęła się przygotowywaniem herbaty. Czajniczek, ogień, kubek, susz.
Przez moment rozważała oznajmienie Jamesowi, że Rabastan to ich dalszy kuzyn, więc żeby przestał tworzyć jakieś fantazje... Ale nie mogła. To by mogło obrócić się przeciwko niej w przyszłości. Najlepiej tą informację zabrać ze sobą do grobu.
— A ty to co, co tak w domu siedzisz, hm? Widzę, że w wakacje dajesz odpocząć od siebie tej twojej... e... jak jej tam... Milly? Willy? — Uśmiechnęła się przebiegle. Nie od dzisiaj wiadomo, że najlepszą obroną jest atak. Peppa, jako absolwentka Domu Węża, śmiało szła z tym mottem przez życie. Często nieźle przez to obrywając.