08.05.2024, 23:40 ✶
— Straciłbyś w oczach co poniektórych ludzi za tak śmiałe chwalenie mugolskich osiągnięć technologicznych — rzucił, przekrzywiając lekko głowę. — Wiesz, że niektórzy z nich wierzą, że magia, jaką kojarzą ze swoich legend to ich nauka, na którą po prostu nie mieli wówczas nazwy? — Uniósł lekko brew. — Idąc tym tokiem rozumowania, jest szansa, że i my znajdziemy odpowiednik ich technologii. Jakieś zaklęcie, rytuał czy urok, który pozwoli nam osiągnąć podobne efekty.
Obie społeczności żyły ze sobą po sąsiedzku, a więc nic dziwnego, że poniekąd inspirowali się sobą nawzajem. Tyle że mugole sięgali do przeszłości czarodzieje, a magowie... Cóż, wiele wskazywało na to, że powinni zacząć interesować się tym, co mugolom udało się jak dotąd osiągnąć pod względem wynalazków. Raczej nikt by ich nie pozwał, gdyby uszczknęli sobie od nich parę pomysłów. Byle nie traktory, pomyślał Erik, wzdrygając się na samo wspomnienie wyjazdu na wieś do dziadków Paxtonów.
— Czy to oznacza, że im lepiej kogoś znasz, tym łatwiej ci odpowiednio nakierować swój dar? — spytał z nutką zaciekawienia w głosie. — Nie mówię o suchych faktach pokroju miejsca zamieszkania, miałkich cech charakteru czy daty urodzenia. Jeśli naprawdę kogoś znasz, rozumiesz jak myśli, jak działa, jak reaguje na pewne bodźce... Czy to pomaga odrzucić część znaków zapytania? Ułatwia zestrojenie się ze ścieżką życia danej osoby?
Cóż, Erik od dzieciaka obracał się w takich kręgach, że w gruncie rzeczy był zmuszony do tego, aby nauczyć się obcować z wygadanymi osobami towarzystwie. Wprawdzie okres nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie stanowił poniekąd czas posuchy pod tym względem z wyjątkiem długich rozmów z oczytanymi znajomymi, jednak dał Erikowi pewne podstawy, które w późniejszych latach z zapałem w sobie pielęgnował. I pozwalał, aby inni dodawali coś od siebie. Mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, rodzina, a nawet... partnerzy. Longbottom chyba miał słabość do osób, które potrafiły pięknie mówić.
— Pierwszę słyszę o tej całej rumpologii — przyznał ostrożnie Erik, krzywiąc się, gdy ta nazwa zagościła mu na ustach. — Niech zgadnę: skoro istnieje coś takiego jak wróżenie z fusów po wypitej herbacie, to rumpologia to pewnie sztuka przepowiadania przyszłości ze splujek ludzkiej śliny i pitego rumu? Już chyba wolę te wasze karty i szklane kule. Wydają się bardziej higieniczne.
Pracoholizm? Może czasami. Z rodzeństwa Longbottomów, to zdecydowanie Brenna zasługiwała na miano pracoholiczki. Erik po prostu robił, co do niego należało, a przez całe lata pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów pewne nawyki weszły mu w krew, do tego stopnia, że czasem działał na autopilocie. Dlatego tak łatwo było mu pogrążać się nieraz w pracy, aby wyplenić z głowy własne problemy. Czy to związane z minionymi pełniami, czy też relacjami międzyludzkimi.
Późna pora spotkania znacznie zwiększała jednak szanse na to, aby nic nie zakłóciło wspólne wróżenia z przyszłości Longbottoma. Nocna zmiana też musiała mieć coś do roboty, a też Brygada Uderzeniowa nie musiała czuć się zobowiązana do tego, aby z każdym problemem latać do Longbottomów. No, chyba że trafi im się kolejne Beltane. Erik wolał jednak wierzyć, że nie miałby aż takiego pecha, aby coś takiego przydarzyło się akurat podczas spotkania z Vakelem.
— Na pewno potrafisz sprawić, że zobaczę więcej niż tylko dwie gwiazdy — odbił piłeczkę, odwzajemniając uśmiech Dolohova. — Ktoś taki jak ty na pewno ma parę asów w rękawie. — Pozwolił, aby na kilka dłuższych oddechów zaległa między nimi błoga cisza. — Przy dobrych wiatrach na pewno idzie zobaczyć co nieco z ''Praw Czasu''. Wystarczy tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.
Skinął powoli głową. Wino i wróżby przy kadzidłach i świecach zapachowych... Aprobował taki układ.
— Lubię kremowo-słodkie. Mogę załatwić jakieś przekąski z cukierni, kiedy już umówimy się na konkretny termin — zaoferował Erik, czując się w obowiązku, aby dać też coś od siebie. Może ciastka i sernik z klubokawiarni Nory nie sprawią, że Dolohov nagle stanie się podatny na jego wpływu, ale może przynajmniej odbierze to jako miły gest. — Chyba że masz jakieś preferencje co do słodyczy?
Obie społeczności żyły ze sobą po sąsiedzku, a więc nic dziwnego, że poniekąd inspirowali się sobą nawzajem. Tyle że mugole sięgali do przeszłości czarodzieje, a magowie... Cóż, wiele wskazywało na to, że powinni zacząć interesować się tym, co mugolom udało się jak dotąd osiągnąć pod względem wynalazków. Raczej nikt by ich nie pozwał, gdyby uszczknęli sobie od nich parę pomysłów. Byle nie traktory, pomyślał Erik, wzdrygając się na samo wspomnienie wyjazdu na wieś do dziadków Paxtonów.
— Czy to oznacza, że im lepiej kogoś znasz, tym łatwiej ci odpowiednio nakierować swój dar? — spytał z nutką zaciekawienia w głosie. — Nie mówię o suchych faktach pokroju miejsca zamieszkania, miałkich cech charakteru czy daty urodzenia. Jeśli naprawdę kogoś znasz, rozumiesz jak myśli, jak działa, jak reaguje na pewne bodźce... Czy to pomaga odrzucić część znaków zapytania? Ułatwia zestrojenie się ze ścieżką życia danej osoby?
Cóż, Erik od dzieciaka obracał się w takich kręgach, że w gruncie rzeczy był zmuszony do tego, aby nauczyć się obcować z wygadanymi osobami towarzystwie. Wprawdzie okres nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie stanowił poniekąd czas posuchy pod tym względem z wyjątkiem długich rozmów z oczytanymi znajomymi, jednak dał Erikowi pewne podstawy, które w późniejszych latach z zapałem w sobie pielęgnował. I pozwalał, aby inni dodawali coś od siebie. Mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, rodzina, a nawet... partnerzy. Longbottom chyba miał słabość do osób, które potrafiły pięknie mówić.
— Pierwszę słyszę o tej całej rumpologii — przyznał ostrożnie Erik, krzywiąc się, gdy ta nazwa zagościła mu na ustach. — Niech zgadnę: skoro istnieje coś takiego jak wróżenie z fusów po wypitej herbacie, to rumpologia to pewnie sztuka przepowiadania przyszłości ze splujek ludzkiej śliny i pitego rumu? Już chyba wolę te wasze karty i szklane kule. Wydają się bardziej higieniczne.
Pracoholizm? Może czasami. Z rodzeństwa Longbottomów, to zdecydowanie Brenna zasługiwała na miano pracoholiczki. Erik po prostu robił, co do niego należało, a przez całe lata pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów pewne nawyki weszły mu w krew, do tego stopnia, że czasem działał na autopilocie. Dlatego tak łatwo było mu pogrążać się nieraz w pracy, aby wyplenić z głowy własne problemy. Czy to związane z minionymi pełniami, czy też relacjami międzyludzkimi.
Późna pora spotkania znacznie zwiększała jednak szanse na to, aby nic nie zakłóciło wspólne wróżenia z przyszłości Longbottoma. Nocna zmiana też musiała mieć coś do roboty, a też Brygada Uderzeniowa nie musiała czuć się zobowiązana do tego, aby z każdym problemem latać do Longbottomów. No, chyba że trafi im się kolejne Beltane. Erik wolał jednak wierzyć, że nie miałby aż takiego pecha, aby coś takiego przydarzyło się akurat podczas spotkania z Vakelem.
— Na pewno potrafisz sprawić, że zobaczę więcej niż tylko dwie gwiazdy — odbił piłeczkę, odwzajemniając uśmiech Dolohova. — Ktoś taki jak ty na pewno ma parę asów w rękawie. — Pozwolił, aby na kilka dłuższych oddechów zaległa między nimi błoga cisza. — Przy dobrych wiatrach na pewno idzie zobaczyć co nieco z ''Praw Czasu''. Wystarczy tylko wiedzieć, gdzie patrzeć.
Skinął powoli głową. Wino i wróżby przy kadzidłach i świecach zapachowych... Aprobował taki układ.
— Lubię kremowo-słodkie. Mogę załatwić jakieś przekąski z cukierni, kiedy już umówimy się na konkretny termin — zaoferował Erik, czując się w obowiązku, aby dać też coś od siebie. Może ciastka i sernik z klubokawiarni Nory nie sprawią, że Dolohov nagle stanie się podatny na jego wpływu, ale może przynajmniej odbierze to jako miły gest. — Chyba że masz jakieś preferencje co do słodyczy?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞