13.03.2024, 00:37 ✶
Patrick rozsiadł się wygodniej na ławce. Oparł plecami o oparcie i zapatrzył w ciemność. Gotów był nawet porzucić temat imprez, skulić po sobie uszy i przyznać Sebastianowi rację. Bo właściwie miał rację: do ostatniej chwili wszystko mogło ulec zmianie. Więc biorąc pod uwagę ten najprostszy, ten najbardziej oczywisty aspekt to siedzący obok niego mężczyzna miał rację.
- No i teraz nie wiem, czy następnym razem wyciągać cię do Trzech Mioteł na piwo kremowe czy do herbaciarni pani Poodifoot – rzucił. Bo żeby w żadnym wypadku nie kierować zaproszenia do zatłoczonego pubu, w którym spoceni mugole po pracy pili piwo, palili papierosy i oglądali mecze piłki nożnej już wiedział.
Patrick spuścił wzrok ku ciągle nieroztopionym kostkom lodu w szklaneczce whisky. Krążyć wokół tematu było łatwiej niż o nim mówić. I jak zazwyczaj nie brakowało mu słów i potrafił wyrażać się raczej wprost, tak umiejętność tę tracił w znacznym stopniu, gdy chodziło o jego sprawy, które nie tyle nawet dotyczyły jego samego (tego zwykłego Stewarda, który potrafił śmiać się głośno nawet wtedy, gdy nie był rozbawiony i udawał głupiego także wtedy, gdy jednocześnie musiał trącać rozmówcę prawdą w nos), ile spraw, o których zazwyczaj nikomu nie mówił.
Sebastian nie miał pewnie zielonego pojęcia, że Patrick aż tak się przed nim otwierał i na swój dziwny, nie do końca logiczny sposób, auror nie tylko go lubił, ale też miał do niego sporo słabości. Ufał siedzącemu obok siebie zrzędzie jak mało komu. Czy próbowałby rozmawiać z kimś innym o Clare? Nie. Lęku przed siedzącym w głowie ojcem też nie wyjawił nikomu poza Sebastianem.
Kiwnął głową, spoglądając na egzorcystę z wyrazem może nie tyle bezradności, ile całkowitego zagubienia i… winy? Tak. Opętańca. I tak. Był pewien, że dobrze nazwał istotę, którą spotkał (albo raczej, która przyszła do niego).
Mimowolnie obserwował reakcję Neila, gdy ten przejmował od niego szal. Przez miesiące, które minęły, Patrick nawykł do pełnych zaskoczenia spojrzeń, wzdrygnięć i szeptania za plecami. Jeśli nawet młodszy mężczyzna był zaskoczony lub obrzydzony, Steward tego nie wychwycił.
- Dlaczego pozytywka z kobietą w płomieniach miałaby być złym omenem? – zapytał powoli. – Wydaje mi się, że te przedmioty to… Brenna chciała, by wszyscy goście miło wspominali potańcówkę. Stąd te prezenty. – Na dobrą sprawę, gdyby to miało chłopaka uspokoić, Patrick gotów był nawet wymienić się z nim na fanty. Choć w jego oczach szal za pozytywkę to raczej marny interes dla tego, kto miał pozytywkę. – Zajmujesz się wytwarzaniem eliksirów i maści?
Obrzucił go dłuższym, bardziej przenikliwym spojrzeniem. Biorąc pod uwagę jacy ludzie zebrali się na dzisiejszej potańcówce, zaczął się zastanawiać czy Nora Figg wiedziała o tym czym się zajmował. Jeśli był dobry, swoimi umiejętnościami mógłby wspomóc Zakon Feniksa.
- Nie mam pojęcia. Prawdę mówiąc, nie planowałem zostawać tu do samego końca – przyznał się.
Odwrotnie, chciał tu przyjść, wypić parę drinków, może zatańczyć z Florence, a potem spędzić resztę wieczoru z Sebastianem, rozmawiając z nim o opętańcach.
- No i teraz nie wiem, czy następnym razem wyciągać cię do Trzech Mioteł na piwo kremowe czy do herbaciarni pani Poodifoot – rzucił. Bo żeby w żadnym wypadku nie kierować zaproszenia do zatłoczonego pubu, w którym spoceni mugole po pracy pili piwo, palili papierosy i oglądali mecze piłki nożnej już wiedział.
Patrick spuścił wzrok ku ciągle nieroztopionym kostkom lodu w szklaneczce whisky. Krążyć wokół tematu było łatwiej niż o nim mówić. I jak zazwyczaj nie brakowało mu słów i potrafił wyrażać się raczej wprost, tak umiejętność tę tracił w znacznym stopniu, gdy chodziło o jego sprawy, które nie tyle nawet dotyczyły jego samego (tego zwykłego Stewarda, który potrafił śmiać się głośno nawet wtedy, gdy nie był rozbawiony i udawał głupiego także wtedy, gdy jednocześnie musiał trącać rozmówcę prawdą w nos), ile spraw, o których zazwyczaj nikomu nie mówił.
Sebastian nie miał pewnie zielonego pojęcia, że Patrick aż tak się przed nim otwierał i na swój dziwny, nie do końca logiczny sposób, auror nie tylko go lubił, ale też miał do niego sporo słabości. Ufał siedzącemu obok siebie zrzędzie jak mało komu. Czy próbowałby rozmawiać z kimś innym o Clare? Nie. Lęku przed siedzącym w głowie ojcem też nie wyjawił nikomu poza Sebastianem.
Kiwnął głową, spoglądając na egzorcystę z wyrazem może nie tyle bezradności, ile całkowitego zagubienia i… winy? Tak. Opętańca. I tak. Był pewien, że dobrze nazwał istotę, którą spotkał (albo raczej, która przyszła do niego).
Mimowolnie obserwował reakcję Neila, gdy ten przejmował od niego szal. Przez miesiące, które minęły, Patrick nawykł do pełnych zaskoczenia spojrzeń, wzdrygnięć i szeptania za plecami. Jeśli nawet młodszy mężczyzna był zaskoczony lub obrzydzony, Steward tego nie wychwycił.
- Dlaczego pozytywka z kobietą w płomieniach miałaby być złym omenem? – zapytał powoli. – Wydaje mi się, że te przedmioty to… Brenna chciała, by wszyscy goście miło wspominali potańcówkę. Stąd te prezenty. – Na dobrą sprawę, gdyby to miało chłopaka uspokoić, Patrick gotów był nawet wymienić się z nim na fanty. Choć w jego oczach szal za pozytywkę to raczej marny interes dla tego, kto miał pozytywkę. – Zajmujesz się wytwarzaniem eliksirów i maści?
Obrzucił go dłuższym, bardziej przenikliwym spojrzeniem. Biorąc pod uwagę jacy ludzie zebrali się na dzisiejszej potańcówce, zaczął się zastanawiać czy Nora Figg wiedziała o tym czym się zajmował. Jeśli był dobry, swoimi umiejętnościami mógłby wspomóc Zakon Feniksa.
- Nie mam pojęcia. Prawdę mówiąc, nie planowałem zostawać tu do samego końca – przyznał się.
Odwrotnie, chciał tu przyjść, wypić parę drinków, może zatańczyć z Florence, a potem spędzić resztę wieczoru z Sebastianem, rozmawiając z nim o opętańcach.