Nie byli ze sobą na tyle blisko, żeby był w stanie wychwycić każdy żart. Rozpoznać, kiedy nie mówiła o czymś na poważnie. To zaś musiało zaowocować pewnymi nieporozumieniami. Błędnymi założeniami, które jednak – na całe szczęście – można było łatwo wyprostować. I to też miało miejsce. Penny nie zareagowała na przeprosiny. Można uznać, że na sprawę machnęła ręką. Bo nie było sensu tego ciągnąć. Przynajmniej w jej przekonaniu.
- Nie zakładam, że posiadasz w swoim mieszkaniu coś takiego jak mugolski telewizor. Chyba, że jestem w błędzie? – odpowiedziała. Rodzina Malfoy uchodziła za jedną z tych antymugolskich. Ciężko było sobie wyobrazić, żeby ktoś od nich korzystał z mugolskich osiągnięć. Odkryć. Wynalazków. A więc również telewizora. Jeśli jednak jej założenie będzie błędne, zapewne przyjdzie jej poniekąd zrewidować to, w jaki sposób postrzegała Renigalda. Może nawet pod wpływem tego rodzaju informacji zaproponuje mu wspólny wypad do kina? A nawet sama zapłaci za bilety. Bilety oraz popcorn.
Tak jakby miał się na coś takiego zgodzić. W ogóle to wziąć pod rozwagę. Zwłaszcza w obecnych okolicznościach. W momencie, kiedy zależało im na ukróceniu plotek, a nie ich zintensyfikowaniu. Doprowadzeniu do powstanie kolejnych. Do nagłośnienia łączącej ich ponoć relacji uczuciowej.
Otworzyła szerzej oczy, kiedy z jego strony padła… groźba? Czy tak powinna to odbierać? Może nie do końca poważna, ale jednak blondyn się jej tutaj odgryzał. Poważnie odgryzał. Aż się musiała uśmiechnąć. Trochę ją to bawiło.
- To ja tu jestem łowczynią majątków, nie zapominaj o tym, Regina. – upomniała go, bezczelnie posługując się znienawidzonym przez chłopaka przezwiskiem. Nie tylko bezczelnie, ale świadomie. Celowo. Nie był to przypadkowy błąd. Chwilowe zaćmienie umysłu. Pozwoliła sobie na takie zagranie. Na wyciągnięcie tej karty. Choć może nie powinna była? Zwłaszcza, że mieli się tu i teraz dogadać. Dopiąć pewne sprawy. To wcale nie musiało im w tym pomóc. Mogło natomiast zaszkodzić.
Pokręciła głową, kiedy wbrew podjętej próbie, Regina nie podszedł do tematu na poważnie. We właściwy sposób. Próbowała się z nim dogadać. On sam niby również po to tutaj przyszedł… a szło im to wszystko jednak naprawdę opornie. Może powinni już sobie odpuścić? Zostawić sprawy własnemu biegowi? Skoro sami nie potrafili znaleźć rozwiązania?
Westchnęła. Tak nieco ciężej.
- Przyszedłeś tutaj, żeby to jakoś załatwić. Ustalmy wreszcie coś, Damien. Miejmy to za sobą. – poprosiła. Szczerze. Uczciwie. Prawdziwie? W jej głosie nie dałoby się teraz wychwycić nawet nutki fałszu. Chciałaby wszystko tutaj dokończyć i wrócić do domu. Odpocząć. Nie to, że nie lubiła z nim rozmawiać, a i towarzystwo Malfoya było dla niej skrajnie niemiłe, ale jednak była po całym dniu pracy. I z wolna zaczynała to odczuwać.