Po dzisiejszym niefortunnym spotkaniu Nikolai zdecydowanie nie zostanie jednym z tysięcy fanów tej Gwiazdy Quidditcha, z którą przyszło mu czekać na odsiecz z tej cholernej windy. Z pewnością będzie się krzywił, jeśli kiedykolwiek zobaczy tę twarz na okładce jakiejkolwiek gazetki i będzie musiał opowiedzieć Vladimirowi, co wywołuje u niego taką reakcję. A potem będzie musiał znosić żale stryja, że młody spotkał przypadkiem gwiazdę uwielbianego czarodziejskiego sportu i nie poprosił o autograf dla niego, bo Vladimir akurat, w przeciwieństwie do Kola, był fanem Quidditcha. No cóż, nie można mieć wszystkiego i nie można lubić każdego.
Brew chłopaka powędrowała w górę. Och? A cóż to? Czyżby Gwiazdeczka trochę spuściła z tonu?
-Nie byłem mistrzem sportów w mojej szkole, ale... myślę, że coś się da z tym zrobić - mówił powoli. -I oczywiście zachęcam Pana, by Pan, wraz z kuzynem, również tego spróbowali. Jak sam Pan powiedział, to "mogłoby wiele wnieść w świat rozgrywek Quidditcha", a z pewnością nie byłoby to nic trudnego dla kogoś, kto grę w Quidditcha ma właściwie we krwi - nie, to nie były pochlebstwa. Drobna uszczypliwość, owszem, w imię myśli "Ja nie zrobię?". I, oczywiście, Nikolai nie miał zamiaru robić z siebie idioty nie tylko przed Gwiazdorem, ale również przed jego kuzynem, bo jego umiejętności latania na drzewach były po prostu średnie. Nie, żeby wierzył, że kiedykolwiek do ich ponownego spotkania dojdzie, bo w końcu drugi mężczyzna, którego Kol z pewnością jeszcze długo będzie nazywał Gwiazdorem, z pewnością był bardzo zajętym człowiekiem. Mimo wszystko był graczem Quidditcha, jak sam wspomniał, a to wymagało ciągłych treningów. No i jeszcze wywiady, bankiety... Nikolai nawet z czystej złośliwości raczej nie powiedziałby, że Gwiazdor jedynie siedzi i się pławi w blasku flashy.
Winda jęknęła żałośnie, zatrzymując się między piętrami, i coś nad nimi cały czas stukało.
-Nic Panu nie jest? - spytał Nikolai, patrząc na mężczyznę i masując się po potylicy, w którą się uderzył.
To zsunięcie windy trochę go wystraszyło, bo sytuacja robiła się coraz bardziej nieciekawa. A może tak po prostu zacząć się wydzierać? Może ktoś by ich usłyszał, zanim zedrą sobie gardła...
-Jest Pan pewien, że możemy to zrobić? Wydawało mi się, że zabezpieczenia Ministerstwa uniemożliwiają deportowanie się na jego terenie - a może dostał po prostu błędne informacje?