• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon

[06.08.1972] Nad jeziorem szaleństwa || Sophie & Leon
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#11
14.04.2024, 16:59  ✶  
Sophie nie była głupia i zauważyła, że Leon z niej drwił. Zmieszała się lekko. Co robiła źle? Nie wiedziała, po prostu była sobą. Leon... piękne imię pomyślała i kamień spadł jej z serca, kiedy mężczyzna zgodził się przespacerować. Może miał po prostu zły dzień, a Sophie uda się poprawić mu humor?
-Targi alkoholi mają odbyć się za tydzień. Pomyliłam daty. - Wyznała i poprawiła rudą grzywkę, mając nadzieję, że jej włosy nie wyglądały jakby były w dużym nieładzie.- Przyniosę moją cytrynówkę i ją ocenisz! Chciałabym poznać Twoje zdanie. - Uśmiechnęła się pokazując zęby, po czym odwróciła na pięcie i zniknęła w swoim domku. Będąc w środku, przejrzała się szybko w lustrze które było w łazience. Chciała wyglądać nienagannie i dobrze się prezentować przed Leonem. Miała rumiane policzki od przyjemnej emocji która rozlewała się po jej ciele i przygryzła lekko wargi, żeby jej usta nabrały ładniejszego koloru. Nie miała przy sobie kosmetyków do makijażu. Ah! Dlaczego o tym nie pomyślała i nie zabrała ich ze sobą? Wróciła do pokoju i złapała za butelkę Mulciber Moonshine, torbę na ramię oraz kieliszek.
-Już jestem. Proszę, powiedz co myślisz. - Poprosiła kiedy wróciła do Leona i nalała mu cytrynówki do kieliszka.

"Mulciber Moonshine" pachniał cytrynami, był bladożółty i pływały w nim drobne kawałeczki obranych cytryn, które osadzały się na dnie kieliszka. Trunek miał czterdzieści procent, jednak pijąc go, nie dało się tego odczuć. Był lekko słodki a zarazem kwaskowaty, przez co orzeźwiający. Nie miał posmaku taniego alkoholu. Zostawiał na języku przyjemny posmak cytrusów. Był na tyle wyważony, że można było wypić i pół butelki i nie zasłodzić się.

Sophie wbiła spojrzenie w Leona, czekając na jego reakcję. Kiedy tak na niego patrzyła, czuła ogromną chęć żeby go dotknąć. Chciała się do niego przytulić, poczuć ciepło jego ciała oraz zapach. Na pewno pachniał bardzo ładnie...
Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#12
14.04.2024, 20:15  ✶  

Z jego strony nie było to rozsądne iść na spacer z kimś, kto tak łatwo wzbudzał w nim irytację. Nie skończy się to dobrze. Nie mogło być inaczej. W tym momencie zastanawiał się nad tym, ile zdoła z nią wytrzymać i czy to doprowadzi do tego, że sam odejdzie albo zdoła tak przygadać dziewczynie, że sama odejdzie stąd jak niepyszna. W dalszym ciągu postrzegał ją jako smarkulę. Wszystko wskazywało na to, że była dorosła, skoro wybierała się na targi alkoholi. Ach, pomyliła daty. Każdemu się mogło zdarzyć, jednak ona nie była każdym. Zdolności organizacyjne i szanowanie swojego czasu były ważne. Tak samo jak pilnowanie terminów spotkań czy wydarzeń.

— Nie sądzisz, że to nie wydarzenie dla młodych dziewczyn, wyglądających jakby uczęszczały jeszcze do Hogwartu? — Wypowiadając te słowa uniósł kąciki ust w lekko kpiącym uśmiechu, tak niepasującym do niego. To, co miało miejsce, działo się wbrew jego woli. W rzeczywistości ktoś musiałby się naprawdę postarać aby zaczął kogoś traktować w ten sposób. Sophie w żaden sposób na to nie zasłużyła. — Alkohol tak wcześnie? — Zawołał za nią, zaraz ciężko wzdychając. Nie miał w planach degustacji alkoholu domowej produkcji. Alkohol tak łatwo potrafił uderzyć do głowy, zwłaszcza jeśli nie miało się umiaru. Pod tym względem nie był ideałem - on również uległ trawiącym ten świat nałogom.

Nie posłuchała go, tylko pośpieszyła do swojego domku letniskowego po przeznaczony do degustacji alkohol oraz kieliszek, do którego został on nalany. Z podanego mu kieliszka dobiegał wyraźny zapach cytryn, zawartych w bladożółtym trunku. Dostrzegał drobne kawałeczki obranych cytryn, opadających na dno kieliszka. Jeszcze nie wróżyłem z tego rodzaju... fusów. Naprędce musiał sobie odpowiedzieć na to pytanie, czy faktycznie chce uczestniczyć w takiej degustacji. Ostatecznie podniósł kieliszek do ust i opróżnił go jednym ruchem dłoni. Lekka słodycz i kwaskowość stanowiły idealny kontrast dla wysokoprocentowego alkoholu, niosąc ze sobą orzeźwienie i przyjemny smak cytrusów.

Bardzo chciał móc powiedzieć, że ten trunek nie nadawał się do zaprezentowania go na targach alkoholowych... jednak nie był w stanie tego zrobić. Czuł na sobie spojrzenie dziewczyny, wpatrującej się w niego nad wyraz intensywnie. Oczekiwała na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Na werdykt, jakby to do niego należało decydujące zdanie co do tego, który alkohol zasługuje na uznanie i statuetkę. Chrząknął cicho, wyciągając ku niej dłoń z pustym kieliszkiem.

— Jak dotąd... to najlepsza cytrynówka, którą piłem. — Słowa uznania, jakie padły z jego ust, w tym momencie były szczere. Taka cytrynówka zawsze miałaby stałe miejsce w jego barku. — Naprawdę sama ją przygotowałaś? — Dodał po chwili, jako że nie mogło zrobić się zbyt miło. Teraz prawda musiała wyjść na jaw, że to ktoś dorosły odpowiada za przygotowanie tak doskonałej cytrynówki.

Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#13
16.04.2024, 12:33  ✶  
-Jestem już pełnoletnia, w tym roku skończyłam Hogwart. Moja obecność na takich wydarzeniach to moja praca. - Wyjaśniła, obserwując jak Leon próbował cytrynówki. Kiedy ją pochwalił, uśmiechnęła się pokazując zęby.
-Tak! Pracowałam prawie rok nad przepisem i firma “Mulciber Moonshine”, jest zarejestrowana na mnie. Na moje nazwisko. - Sophie była kobietą wyzwoloną i chciała pracować. Nie wyobrażała sobie siebie siedzącej w domu i wychowującej czwórki, czy piątki dzieci. Chciała mieć męża i dziecko, oczywiście, ale maksymalnie dwoje dzieci. Chciała mieć czas na realizację swoich pomysłów i nie chciała zbyt mocno przytyć. Po pięciu ciążach, na pewno byłaby grubaską…  miała więc nadzieję, że Leon lubił zaradne i pracowite kobiety.
-Hmm, to może napije się z Tobą. Cieszę się, że Ci smakuje. A ty czym się zajmujesz? - Była bardzo ciekawa, co Leon porabiał na co dzień. Kiedy wzięła od niego kieliszek, przez przypadek dotknęła palcami jego dłoni. Fala ciepła przepłynęła przez jej ciało. Skóra Leona była przyjemna w dotyku, a jego ręce wyglądały na silne i męskie. To był tylko przelotny dotyk, jednak jej serce zabiło mocniej z podniecenia, policzki zarumieniły się, a na ustach pojawił się nieśmiały uśmiech gdy ponownie spojrzała na obiekt swoich uczuć. Musiała się uspokoić… miała nalać sobie cytrynówki, jednak przez to wszystko dłonie jej lekko drżały.
-No… no to cheers!- Przechyliła butelkę, żeby nalać alkoholu do kieliszka. Przez te wszystkie emocje które w niej buzowały, oblała sobie palce, z początku nie trafiając do naczynia. Upiła łyk, zostawiając nieco na dnie. Miała słaba głowę, a szybki oddech nie pozwalał jej na przełknięcie takiej ilości alkoholu.
Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#14
19.04.2024, 22:45  ✶  

Słowa dziewczyny utwierdziły Leona w przeświadczeniu, że ma do czynienia ze smarkulą. Jak inaczej nazwać kogoś, kto dopiero co ukończył Hogwart i zachowywał się w tak niedojrzały sposób. Samą swoją obecnością zdawała się wywoływać u niego irytację. Pomijając różnicę wieku między nimi, wiele rzeczy sprawiało, że Leon mógł uchodzić za znacznie dojrzalszego - można było to zrzucić na karb choroby genetycznej, jego charakteru, wykonywanego przez niego zawodu czy ciężaru rodzinnego dziedzictwa. Umiejętność spoglądania w przyszłość, odkrywania przed pozbawionymi trzeciego oka ludźmi tajników losu stanowiło zarazem dar, jak i przekleństwo. Słabość ciała nie oznaczała miałkości umysłu. Tego choroba nie mogła mu odebrać.

— Czy ja się nie przesłyszałem? To bardziej zainteresowanie, niż praca. A jeśli to już dorywcza. Przygotowana przez ciebie cytrynówka jest naprawdę dobra. Niemniej... za smarkata jesteś na to, aby brać udział w takich targach. Przygotowywanie alkoholu to nawet nie jest ciężka praca. — Przewijająca się przez jego myśli i emocje irytacja w tym momencie zaczynała znów dochodzić do głosu, brała nad nim górę. W tym momencie za to odpowiadało wiele czynników. Dziewczyna tak naprawdę nie skalała się ciężką pracą - z pewnością obierała cytryny za pomocą magii albo wyręczał ją w tym skrzat domowy. Przykłady można by mnożyć. On nie pracował fizycznie, jednak praktycznie codziennie wychodził ze swojego mieszkania do Ministerstwa Magii, w którym pracował na istotnym i odpowiedzialnym stanowisku. Nie twierdził, że alkohol to każdy potrafi pędzić. Bo gdyby tak było to w każdym domu stałby destylator. A tak nie było.

Prawda zawsze wychodzi na jaw. Mulciber Moonshine. Stanowiło to stosunkowo istotną informację - wnioskując po nazwie dopiero co raczkującej firmy, miał do czynienia z Mulciberówną. Czy to jednak coś zmieniało? Stosunkowo niewiele - to utwierdziło go w przekonaniu, że to dla niej była wyłącznie zachcianka. Mogła sobie zmarnować życie, jednak to nie stanie się jego zmartwieniem.

— Jeśli taka twoja wola. Jestem egzorcystą, spirytystą... nie ma to nic wspólnego z pędzeniem bimbru w domowej gorzelni, wróżbitą. — Wytłumaczył z krótkim i zarazem ciężkim westchnięciem. Przemilczał to, że jest również jasnowidzem. Mógł poszczycić się obeznaniem w tych wszystkich zagadnieniach. Podczas tego przelotnego dotyku skóra dłoni dziewczyny wydawała mu się wręcz gorąca, przez to, że jego własna była chłodna, jakby pozbawiona wewnętrznego ciepła. Dostrzegał to, że zarumieniła się i uśmiechała się nieśmiało. — Tak szybko się upiłaś? — Zapytał z subtelną dozą złośliwości.

— Przepowiem ci przyszłość odnośnie zawodu. Chyba, że wolisz odnośnie miłości. Często mnie o to pytają. — Zasugerował sięgając po nie do końca opróżniony kieliszek, który trzymała. Spojrzał na dno, starając się dostrzec w drobinkach jakikolwiek kształt. Tym razem nie będzie proponować zatajenia przed nią prawdy. Będzie co ma być.


Rzut Symbol 1d258 - 152
Orzeł (zmiana na lepsze)
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#15
20.04.2024, 14:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 14:28 przez Sophie Mulciber.)  
Sophie przygryzła dolną wargę, słuchając co Leon ma do powiedzenia na temat jej biznesu alkoholowego. Dlaczego był taki nieprzyjemny i nie wierzył w jej możliwości? Wyglądała na smarkatą? Była młoda, to fakt, jednak starała się ubierać schludnie i elegancko, żeby nie przypominać młokosa. Miała wrażenie, że wybranek jej serca nie do końca zrozumiał, dlaczego wybrała właśnie produkcję własnego bimbru. To, co uważał za wady, tak naprawdę było zaletami.
-Leon… - Zaczęła, chociaż zbierało jej się trochę na płacz. To przykre, kiedy ktoś komu chcesz zaimponować i do kogo żywisz głębokie uczucia, traktuje cię w nieprzyjemny sposób. Dla jednych może było to motywacją do działania i bycia lepszym, jednak dla Sophie było to bardzo raniące. Wychowała się w domu, gdzie ciepłe słowa uznania były prawdziwą rzadkością, więc na pewno czułaby się szczęśliwsza przy partnerze, który chwaliłby ją i bombardował pozytywnymi emocjami. Nie była tego jeszcze świadoma i zda sobie z tego sprawę dopiero wtedy, kiedy na kogoś takiego właśnie trafi.
-Produkcja bimbru ma to do siebie, że jest niezajmująca, jeśli masz dobry przepis. Właśnie o to chodzi. Dzięki temu mam czas na inne rzeczy. Nie chcę ciężko pracować, skoro mam zajmować się też domem albo zacząć kolejny biznes. - Wyjaśniła mu to najlepiej jak mogła. Miała nadzieję, że Leon przyzna jej rację. Słowa o smarkuli również ją zabolały, jednak udała, że tego nie usłyszała. Cała pewność siebie nagle z niej prysła. Bardzo mało jej brakowało, żeby się rozpłakać. Chciała dobrze wypaść, a wszystko robiła źle. A do tego pomyliła terminy targów...
-To... ciekawe... bycie egzorcystą... - Odparła głucho, resztkami sił powstrzymując się od płaczu. Hormony nadal w niej buzowały, więc pewnie Leon miał trochę racji, kiedy nazywał ją smarkatą. Była pełnoletnia, ale nie zawsze potrafiła panować nad emocjami. Dzisiaj pierwszy raz w życiu się zakochała, a jej wybranek zwyczajnie jej nie lubił.
-Nie jestem pijana. M-może... może zawód? - Miłości była pewna, w końcu kochała Leona. Tak naprawdę to nie chciała, żeby przepowiadał jej cokolwiek, bo wróżba na pewno nie będzie po jej myśli! Kiedy wziął kieliszek, uznała, że to jednak dla niej za dużo.
-P-przepraszam, muszę się położyć. - Odwróciła się na pięcie, żeby wrócić do domku i skończyć to upokarzające przedstawienie. Łzy ciekły jej po twarzy i nie chciała żeby Leon zobaczył ją zasmarkaną i płacząca. Dlaczego jej pierwsza miłość musiała okazać się nieszczęśliwą?
Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#16
20.04.2024, 16:34  ✶  

Teraz to nie ruszało Leona. Starał się uderzyć celnie i najwyraźniej mu się udało. Świadectwem tego mogła być przygryziona przez dziewczynę warga i to, że słowa uwięzły jej w gardle, że zbierało się jej na płacz. Teraz zdawał się być niewrażliwy na dziewczęce łzy. Wszystko to wróci do niego po wyzwoleniu się spod wpływu magii. Po wszystkim będzie czuł się okropnie i przyjdzie mu żyć z konsekwencjami wszystkich swoich czynów, których dopuścił się w tym momencie wbrew sobie. Sophie zasługiwała na przeprosiny, jednak one nie nastąpią tu i teraz. Może nie nastąpią nigdy. Byli przypadkowymi ludźmi, których połączyło przypadkowe spotkanie w tym właśnie miejscu i taka sposobność nie zdarza się często. Ona wiedziała jedynie, gdzie on pracuje. Z pewnością nie będzie go szukać w budynku Ministerstwa Magii. Nie po tym co miało miejsce.

Dziewczynie zbierało się na płacz. Nie zamierzała krzyczeć na niego, wykrzyczeń mu prosto w twarz tego zachowania ani nie podeszła na tyle blisko aby po prostu go spoliczkować. W pewnych okolicznościach był zdolny do przemocy. Wystrzegał się fizycznej przemocy, jednak teraz sięgnął po inną i najwyraźniej przed tym nie uchroniło bycie skrajnym pacyfistą. To i tak było godne potępienia.

— To już cwaniactwo. Tylko ciężką pracą można osiągnąć sukces. Twoi znajomi będą pracować na prestiżowych stanowiskach, a ty będziesz podawać im bimber do stolika. — W jak najbardziej dosadny sposób podzielił się z nią swoimi poglądami. W innych okolicznościach zrobiłby to z większym taktem. Pędzenie bimbru w żaden sposób nie było zajęciem prestiżowym, nawet jak na alkohol zawsze był popyt. Można było się tym zajmować na użytek własny, ale należało mieć wyuczony zawód i stałe miejsce pracy. Mając dwadzieścia osiem lat jest w stanie pracować w jednym z czterech zawodów - posiada imponujące jak na swój młody wiek kwalifikacje. Przy nich umiejętność pędzenia bimbru wyglądała naprawdę żałośnie. Jeśli teraz powstrzymała się od płaczu, to prawdopodobnie teraz się rozpłacze.

— Sprawiasz takie wrażenie. Zawody miłosne też przepowiadam. — Stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion. Ze wszystkich symbolów jakie mógł ujrzeć, dojrzał tego przypominającego orła. Zmiana na lepsze. Zarówno pod względem zawodowym, jak i miłosnym jej życie zmieni się na lepsze. Mógł przedstawić dziewczynie dogłębną analizę, jednak ona nie chciała słuchać. Musiała się położyć, a raczej schronić się przed światem w tym domku. Zmiany na lepsze nie przychodzą łatwo. Po pierwszych miłościach przyjdą następne, znaczne lepsze. Przez następne kilka dni będzie widywać Sophie, która powinna dać mu już spokój.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leon Bletchley (2556), Pan Losu (76), Sophie Mulciber (1626)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa