30.04.2024, 22:51 ✶
Pokiwał głową. Wszystko wskazywało na to, że Widma karmiły się energią żywych; nie tylko tą z powłoki fizycznej, ale też i emocjami związanymi z innymi wymiarami ludzkiego żywota. Czy reagowały inaczej na żywych ludzi niż na zwłoki? A może różnica była tylko taka jak pomiędzy zjedzeniem całego udka z kurczaka a wyskubaniu resztek mięsa z ogołoconej już kostki? Powstrzymał się przed ciężkim westchnieniem. Widma mogły poczekać. Przynajmniej dopóki nie okaże się, że aby doprowadzić Zimnych do porządku, trzeba będzie wrócić z nimi do Kniei. Skrzywił się na samą myśl.
— Departament Tajemnic również interesuje się wieloma rzeczami, w tym Beltane, jednak mają przedziwną skłonność do chowania swoich odkryć w trzewiach Ministerstwa Magii zdala od ciekawskich oczu — odparł, dalej podminowany tym, jak niespodziewana okazała się obecność Niewymownych na Polanie Ognisk. — Kapłani to wprawdzie nie są Niewymowni, jednak oboje możemy się zgodzić, że wyleczenie Zimnych powinno się odbyć w klarownych warunkach, gdzie nic nie będzie ukryte, bo ''tak wypada''.
Może wynikało to z uprzedzeń, jednak Macmillanowi trudno było uwierzyć, że Departament Tajemnic wykazałby się odpowidnią sprawie szczerością i otwartość w kwestii pomocy Zimnym. Samą ich obecność w Kniei podczas wyprawy Prewetta uznawał za dobitny dowód na to, że dpeartamenty nie potrafiły ze sobą współpracować, aby zażegnać negatywne konsekwencje majowych zdarzeń. Trzy departamenty: Departament Tajemnic, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami.
Niby była to siła z jaką każdy powinien się liczyć, a jednak każdy z wydziałów zdawał się zajęty własnym poletkiem, ignorując to, że wspólnymi siłami można było więcej ustalić i faktycznie doprowadzić do jakiegoś przełomu. Sebastian był jednak tylko prostym egzorcystą, toteż nie patrzył zbytnio na to, czy była to decyzja średnich stopniem pracowników, którzy dostali ten przydział czy szefostwa twierdzącego, że tak będzie ''najlepiej dla wszystkich''. W jego mniemaniu był to spory błąd, biorąc pod uwagę obecną sytuację w kraju i murach Ministerstwa Magii.
— Nawet jeśli z własnej woli powiedzą wszystko, co wiedzą i zrobią co w ich mocy, aby pomóc, tak dobrze mieć jakiegoś haka, który przypomni im, co mogą stracić, jeśli coś spartolą albo ''zapomną'' nam o czymś powiedzieć — kontynuował. — Będę jednak modlił się także o to, abyś w tej kwestii miała rację. Nie chcę grać na nosie organizacji, która mnie wychowała, jednak po tej całej aferze z Isobell... Nawet ja do końca nie wiem, jak zareagują Arcykapłani.
Oby nie odmówili pomocy. W przeciwnym razie wszystko będzie zależało od wyprawy Longbottom do Afryki, pomyślał z niezadowoleniem. Kowen Whitecroft był od lat związany z tutejszą społecznością czarodziejów, a i Sebastiana wychowywano w duchu tego, że wiara jest w stanie zmienić świat. Gdzieś w siedzibie głównej wyznawców musiała kryć się odpowiedź na to, jak pomóc Patrickowi i innym Brygadzistom czy Aurorom. Pytanie tylko, czy znajdowała się w starej księdze, czy czyjejś pokrytej siwizną łepetynie.
— Departament Tajemnic również interesuje się wieloma rzeczami, w tym Beltane, jednak mają przedziwną skłonność do chowania swoich odkryć w trzewiach Ministerstwa Magii zdala od ciekawskich oczu — odparł, dalej podminowany tym, jak niespodziewana okazała się obecność Niewymownych na Polanie Ognisk. — Kapłani to wprawdzie nie są Niewymowni, jednak oboje możemy się zgodzić, że wyleczenie Zimnych powinno się odbyć w klarownych warunkach, gdzie nic nie będzie ukryte, bo ''tak wypada''.
Może wynikało to z uprzedzeń, jednak Macmillanowi trudno było uwierzyć, że Departament Tajemnic wykazałby się odpowidnią sprawie szczerością i otwartość w kwestii pomocy Zimnym. Samą ich obecność w Kniei podczas wyprawy Prewetta uznawał za dobitny dowód na to, że dpeartamenty nie potrafiły ze sobą współpracować, aby zażegnać negatywne konsekwencje majowych zdarzeń. Trzy departamenty: Departament Tajemnic, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz Departament Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami.
Niby była to siła z jaką każdy powinien się liczyć, a jednak każdy z wydziałów zdawał się zajęty własnym poletkiem, ignorując to, że wspólnymi siłami można było więcej ustalić i faktycznie doprowadzić do jakiegoś przełomu. Sebastian był jednak tylko prostym egzorcystą, toteż nie patrzył zbytnio na to, czy była to decyzja średnich stopniem pracowników, którzy dostali ten przydział czy szefostwa twierdzącego, że tak będzie ''najlepiej dla wszystkich''. W jego mniemaniu był to spory błąd, biorąc pod uwagę obecną sytuację w kraju i murach Ministerstwa Magii.
— Nawet jeśli z własnej woli powiedzą wszystko, co wiedzą i zrobią co w ich mocy, aby pomóc, tak dobrze mieć jakiegoś haka, który przypomni im, co mogą stracić, jeśli coś spartolą albo ''zapomną'' nam o czymś powiedzieć — kontynuował. — Będę jednak modlił się także o to, abyś w tej kwestii miała rację. Nie chcę grać na nosie organizacji, która mnie wychowała, jednak po tej całej aferze z Isobell... Nawet ja do końca nie wiem, jak zareagują Arcykapłani.
Oby nie odmówili pomocy. W przeciwnym razie wszystko będzie zależało od wyprawy Longbottom do Afryki, pomyślał z niezadowoleniem. Kowen Whitecroft był od lat związany z tutejszą społecznością czarodziejów, a i Sebastiana wychowywano w duchu tego, że wiara jest w stanie zmienić świat. Gdzieś w siedzibie głównej wyznawców musiała kryć się odpowiedź na to, jak pomóc Patrickowi i innym Brygadzistom czy Aurorom. Pytanie tylko, czy znajdowała się w starej księdze, czy czyjejś pokrytej siwizną łepetynie.