• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[12.12.1965] A Winter's Tale | Millie & Bard

[12.12.1965] A Winter's Tale | Millie & Bard
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#11
26.04.2024, 14:55  ✶  
Było zimno, ciemno i mokro. Było beznadziejnie, a ona parła przed sobą tylko odmawianym różańcem nienawiści do Little Hangleton i wszystkiego co w nim ją spotkało. Ta nienawiść rozgrzewała ją lepiej niż porządnie najhacowany koksownik, przynajmniej tak jej się zdawało. Parła, miała coś załatwić w tej zaplutej, pozbawionej duszy mieścinie, ale co to było? Służba nie drużba, trzeba było się poświęcić, czy ziąb czy śnieg, jakby była jakimś jebanym listonoszem, który przemierzał mimo niepogody i złych okoliczności losu przestrzenie by dostarczyć paczkę.

Może nie była listonoszem a brygadzistką, może...

...nagle w pamięci zadźwięczał jej skrzekliwy głos staruszki. Na skostniałych palcach policzyła widma śmierci, odrzucając wisielca, który naśmiewał się z niej wcześniej, ale i rzeka i potem ten piekielny wóz... Skuliła się czekając, aż grom spróbuje ją trafić po raz trzeci. Czy to było tak, że do trzech razy sztuka i teraz pewnikiem umrze?

Mildred niczego się nie bała. Była samodzielną, mieszkającą z bratem, dorosłą kobietą. Była też chorobliwie przesądna, do czego nie zamierzała się nigdy nikomu przyznawać i nagle słowa wiedźmy spinały ją wewnątrz lodem z tą samą skutecznością z jaką prawdziwy lód zainfekował jej ubranie i skórę, powodując już pewnie jakieś odmrożenia. Co jeśli... co gdyby to były jej ostatnie chwile? Pomyślała o bracie, pojawiły się w jej sercu gorzkie pytania podlewane i nawożone tymi wszystkimi "twój brat to ma z Tobą utrapienie", albo "Alastorowi to ja nie zazdroszczę takiej wariatki w domu". Kiedy to słyszała to spływało po niej jak po kaczce, ale teraz... teraz nagle te wszystkie słowa, bolesne słowa powróciły i zakotłowały jej się w głowie. Czy Alikowi byłoby lepiej, gdyby umarła? Gdyby zwolniła pokój w ich małym mieszkanku, dla... dla nowej lokatorki, dla jakiejś panny, która chciałaby mu urodzić... dzieci? Czy Alastor w ogóle chciał mieć dzieci? W tej plątaninie myśli nie usłyszała nawet szczekania, dopiero krzyk wyrwał ją z zamyślenia.

Upiór?! Gdzie? – obróciła się rozglądając za widmem, które miało odebrać jej ostatnie tchnienia, a potem zobaczyła czerwony promień nad głową i zrozumiała, że to o nią pewnie chodziło.

– Pierdole to! – krzyknęła tylko, nawet nie do agresora, a do całego wrzechświata, który dzisiaj ją nienawidził. Najwyżej nakłamie w raportach, że jej się nie udało znaleźć podejrzanego w docelowym miejscu. Najwyżej dadzą jej naganę, zawiesza ją, miała to w dupie. Sięgnęła po różdżkę i z terkoczącymi zębami teleportowała się do Doliny przed Warownię Longbottomów. Przynajmniej tam nikt jej nie pomyli kurwa z upiorem.

Widywali ją w gorszym stanie.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#12
26.04.2024, 15:12  ✶  
Trzask.
Millie aportowała się w samą porę - bo kolejne zaklęcie już ku niej mknęło. I chyba tylko swoim nadzwyczajnym umiejętnościom w dziedzinie translokacji zawdzięczała to, że mimo chłodu, który ją przenikał i odbierał siły, mimo trzęsącej się ręki, zawrotów głowy i presji, zdołała wykonać tę teleportację poprawnie. Nie rozszczepiając się i lądując dokładnie tam, gdzie chciała, a nie na jakimś pustkowiu.
Pojawiła się tuż na samej granicy czarów ochronnych, które otaczały Warownię, zachwiała się i osłabła runęła kolanami w śnieg.
Budynek jednak znajdował się przed nią, w kilku oknach płonęły światła. I może ktoś wyglądał akurat przez szybę i dostrzegł pojawienie się gościa, a może kogoś zaalarmowało pojawienie się kogoś przy barierach - bo ledwo minutę później drzwi domu rozwarły się. I nie upłynęło kilka sekund, a czyjeś usłużne ręce już pomagały Miles dźwignąć się i ciągnęły w stronę ciepłego wnętrza, ściągając z niej przemoczony, pokryty śniegiem i lodem płaszcz.
Gdzieś pośród koron drzew sadu, o tej porze roku ginącego pod białym puchem, odezwał się ptak.
Krzyknął trzy razy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1572), Millie Moody (1594)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa