• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[13.06.69] Gdzie twoje kości, gdzie mój gabinet?

[13.06.69] Gdzie twoje kości, gdzie mój gabinet?
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#11
25.04.2024, 15:03  ✶  
– Rzeczywiście, masz rację. W takim razie może lepiej, byś została na noc na obserwacji?– zasugerował z przesadną troską w głosie. – Wiesz. Nie chcę, byś przez te wredne karteczki, które same się gubią miała problemy u szefa. Jeszcze by kazał ci dzisiaj pracować. Ewentualnie mogę spróbować załatwić ze Szpitalem, by zwolnienie zostało wysłane prosto do niego. Wiesz, tak po przyjacielsku.– Powiedziałby, że nie wierzył, że musiał się kłócić z dorosła kobietą, Brygadzistką, o to by słuchała się zaleceń swojego uzdrowiciela, ale w sumie to się nawet nie dziwił.
– Ja też teraz wpadłem na ciebie. Czy to znaczy, że jestem teraz twoim przypadkiem? – odparował nie zastanawiając się nawet nad tym, jak bardzo nie miało sensu to co właśnie powiedział.
– Prawda? – spytał na wzmiankę o śmiechu jak żaba. – Tak, mamy. Jestem pewny, że zaraz sobie ze wszystkim poradzą.
Tak naprawdę to się martwił. Martwił bo nieobliczalny pacjent biegał po korytarzach  z jego rożdżką i mógł kogoś skrzywdzić tylko dlatego, że dał się tak głupio podejść. Może to dlatego tak uparcie walił w te drzwi, aż wreszcie się poddał, uznając że jedyne co tym wskóra to się zmęczy. Walnął pięscią jeszcze raz w drzwi tak dla zasady, a potem sie wreszcie odsunął. Głupie izolatki.
– Jesteś... Pewna, że to dobry pomysł? – spytał, patrząc się z niepokojem, jak Brenna próbuje wyciągnąć różdżkę lewą ręką. Jeśli się teraz czymś trafi w twarz to nawet nie będzie miał, jak jej pomóc, a on nie chciał narażać dzisiaj większej ilości pacjentów. Tylko, że jeśli będą musieli tutaj czekać, to chyba oszaleje. Jeszcze raz desperacko rozejrzał się po otoczeniu w nadziei, że coś znajdzie. Nie było tu nic oprócz łóżka. Mogli co najwyżej użyć go jako zasłony, gdy Brenna będzie próbowała rzucić zaklęcie. – Może najpierw poćwicz kilka razy gest zanim naprawdę zaczniesz działać? Albo nie wiem. Mogę... Pomóc ci pokierować rękę?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
25.04.2024, 18:55  ✶  
- Magiczne słowa "wypis na własne życzenie" - oświadczyła Brenna z poważną miną. Trzymać pacjenta siłą w szpitalu można było, owszem, ale przy chorobach zakaźnych, tych umysłowych czy zagrażających w inny sposób otoczeniu! - A mój szef na pewno ma do sprawdzenia tyle papierów, że co za pech, tego mógłby nie zobaczyć odpowiednio wcześnie. Poza tym po prostu wypiję ten eliksir i zobaczymy, może uda się wyhodować te kości bez przeszkód, przecież chodzi tylko o te w palcach...
Ostatecznie jednak nie wpakowałaby się w akcję z niesprawną ręką. Tylko naraziłaby innych na niebezpieczeństwo. Ale istniała przecież szansa, że w ciągu tych kilku godzin kości odrosną i będzie mogła już czarować...
...oczywiście, jeśli wydostaną się stąd odpowiednio wcześnie, by w ogóle istniała szansa na taki obrót zdarzeń.
Ty nie zbiłeś mnie z nóg i nie zabrałeś mi różdżki, miała ochotę odpowiedzieć, ale Brenna nie była aż tak uparta, aby koniecznie walczyć o to, by mieć ostatnie słowo. A Prewett zdawał się teraz bardzo przejęty sytuacją: może jeszcze bardziej niż ona i nie było powodów, aby denerwować go dodatkowo.

Gdy zapytał, czy jest pewna, że to dobry pomysł, spojrzała najpierw na swoją różdżkę, trzymaną w lewej ręce, potem na niego, a wreszcie na drzwi. Gdyby miała być szczera, odpowiedź brzmiałaby zapewne „nie wiem”. Opanowała czarowanie już dość dawno, znała gesty, ale nie ćwiczyła ich lewą dłonią, rezultaty były więc trochę trudne do przewidzenia.
– Nie jestem pewna, czy kierowanie ręką cokolwiek da… – stwierdziła z pewnym zastanowieniem. – Możemy poczekać, ale chyba o tym, że tu jesteśmy, wie tylko pani Poppy? Dopóki ktoś nie zacznie cię szukać, bo będzie miał jakiś interes i jej nie spyta, pewnie nas nie znajdą. Nie wiem nawet, czy przez te drzwi ktoś może usłyszeć te krzyki…
Wyglądały na grube. I może nawet obłożone zaklęciem wygłuszającym. A to oznaczało, że mogli utknąć tutaj na kilka godzin – rodzina zaczęłaby szukać Bren najwcześniej rano, i wtedy dowiedzieliby się, że poszła do Munga z brakiem kości… Istniała szansa, że ktoś wcześniej będzie potrzebował izolatki, ale co jeśli nie?
Odetchnęła i najpierw raz, drugi, trzeci, wykonała odpowiedni gest. Wyglądało na to, że mimo „złej” ręki wygląda to całkiem poprawnie…
– Dobra… spróbujmy – wymamrotała, celując w drzwi.
Błysnęło.
Drzwi zostały zaklejone kilkoma żółtymi, policyjnymi taśmami.
– Eee… przepraszam, chyba pomyślałam o tym, że ja tkwię tutaj, gdy reszta ogarnia miejsce zbrodni…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#13
25.04.2024, 22:22  ✶  
Może niektórych poczytalnych pacjentów również należałoby zamykać w izolatkach – przeszło mu przez myśl, ale jedynie rzucił jej spojrzenie pod tytułem wrócimy do tego i nie kontynuował tematu.
Jak ironiczne okazały się po chwili jego myśli.
– Ewentualnie złapią Ferdynarda i jeśli w tym wszystkim nie zapomną sprawdzić do kogo należała różdżka zorientują się, że coś jest nie tak – mruknął. Najgorsze, że w sumie nie był do końca pewny, jak zachowa się jego różdżka. Ze względu na swój rdzeń była całkiem wierna, ale z drugiej strony wiedział o przypadkach kiedy zmieniała właścicieli po przegranej w pojedynku. Tylko czy to się liczyło jako pojedynek? Na pewno nie. W końcu nie było w tym nic pojedynkowego. Istniała też spora szansa, że różdżka, jako przejawiająca czasem własną inicjatywę, po prostu pana Ferdynarda oleje. O tym, że jej rdzeń był uważany za ten, co najłatwiej było skierować w stronę czarnej magii nawet nie zamierzał myśleć. Jedynie zacznie się nakręcać. – Określiłabyś też incydent jako pojedynek? A drzwi są nieco wyciszone, ale jeśli ktoś będzie w pobliżu to pewnie by nas usłyszał.
Taktycznie stanął za Brenną.
A potem nagle nie byli już tylko w izolatce, ale i najwyraźniej na miejscu zbrodni. Odkleił skrawek jedną taśmy od drzwi i spojrzał na nią sceptycznie, ciężko wzdychając. To raczej nie pomoże im w wyjściu na wolność.
– Może... Chcesz spróbować jeszcze raz, ale tym razem myśląc o otwartych drzwiach? – zasugerował, zastanawiając się, czy najpierw ktoś ich tutaj znajdzie, czy wcześniej wszystko w tym pokoju zmieni się w policyjną taśmę. – Ale świetna pierwsza próba. Cieszę się, że nie zmieniłaś sobie włosów w taśmę.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
26.04.2024, 07:47  ✶  
Na jego bardzo wymowne spojrzenie, odpowiedziała absolutnie niewinnym uśmiechem kogoś, kto w ogóle niczego nie knuje, zawsze słucha zaleceń lekarzy i kto... no nie jest Brenną. Przecież nie zrobi niczego nierozważnego.
- A rozpoznają twoją różdżkę? - spytała, odrobinę sceptycznie. Jeśli nie chowali tutaj jakiegoś Ollivandera w szafie albo pana Ferdynanda nie złapie jakiś bliski przyjaciel Basiliusa, to szanse na taki obrót wydarzeń zdawały się Brennie znikome. One rozpoznałaby różdżkę brata, kuzynek, ojca czy Vincenta Prewetta albo Victorii, ale już nie większości współpracowników.
- Pojedynek? Co? Ale... Och, przejęcie różdżki? - odgadła i zawahała się, nagle podwójnie mu współczując. Bo do licha, stracić swoją różdżkę w taki sposób!!!! - Chyba nie? Ale to zależy od różdżki, tak myślę. Nawet jeśli ulegnie jemu, nie powinna chyba odmówić posłuszeństwa tobie... to znaczy mnie czasem na treningach rozbrojono, a działa zwykle bardzo dobrze. Pod warunkiem, że nie czaruję lewą ręką, to wtedy nie. Mogłabym też przysiąc, że czasem się buntuje, kiedy jej nie wyczyszczę, ale... eee... tak, spróbujmy się stąd wydostać - zreflektowała się Brenna, która omal nie uległa pokusie swojego zwykłego gadania. Im szybciej stąd wyjdą, tym szybciej ona odzyska kości, a on swoją różdżkę i przekona się, czy ta zdrajczyni nie wybrała pana Ferdynanda. - Słuchaj, jeśli wolałaby od ciebie gościa, który śmieje się jak żaba, to nie byłaby dobrą różdżką - dodała więc tylko pocieszająco.
A potem poczekała aż Basilius znowu odejdzie od drzwi, by przypadkiem nie zamienić jego w taśmę, i znowu machnęła różdżką.
Odetchnęła.
Myślała o otwartych drzwiach.
I przed nimi znalazły się otwarte drzwi, ale były to zupełnie nowe drzwi, które osadziły się za tymi prawdziwymi i za policyjną taśmą.
- Ty sobie żarty ze mnie stroisz? - spytała z niedowierzaniem... nie, nie Prewetta. Własnej różdżki. Dopiero kolejne słowa wypowiedziała, zwracając się już do niego. - Wyczarowanie drzwi jest przecież dziesięć razy bardziej skomplikowane niż głupia alohomora. Nawet trzecioklasiści znają alohomorę. Próbowałam z alohomorą, słowo honoru.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#15
26.04.2024, 14:52  ✶  
– Pewnie nie – odpowiedział zrezygnowany. Może gdyby jego różdżkę zobaczyła Florence lub ktoś z jego bliższych współpracowników... Na Matkę niech tylko nie pomyślą, że to różdżka pana Ferdynarda i gdzieś ją zamkną. Nie, no. Tak na pewno nie będzie. Różdżka pacjentka pewnie już jest gdzieś zabezpieczona. – Umówiłem się na jedzenie na przerwie z kilkoma osobami, więc może zaczną mnie szukać? – Przerwę miał za dwie godziny.
Spojrzał na Brenne w milczeniu. Jakimś dziwnym trafem jej słowa nieszczególnie go pocieszyły.
– Tak. Po prostu się stąd wydostańmy – zgodził się, teraz się zastanawiając, jak głupio by było jeśli jego różdżka rzeczywiście uznałaby, że woli kogoś kto śmieje się jak żaba i kradnie ludziom różdżki z kieszeni. Nie, zaraz, stop. Naprawdę stop. To nie był pojedynek. Nie stracił różdżki. Nic się nie stanie.
Kolejna próba.
Drzwi. Otwarte drzwi. Szkoda tylko, że nowe i że nie za bardzo pomogły im w czymkolwiek. Zerknął na Brennę. Zerknął na drzwi. A potem zerknął na różdżkę Brenny. Nie podobało mu się to, co chciał właśnie zasugerować, ale chyba nie było innego wyjścia.
– [/b]Ładne drzwi. Może... Ja spróbuję?[/b] – zasugerował, wiedząc, że mało kto, w tym on sam, byłby chętny do użyczenia komuś innemu swojej różdżki. Ale sytuacja była taka jaka była.
Brenna, po chwili zrozumiałego odciągania w końcu dala mu spróbować otworzyć drzwi. Przez chwilę się wahał. No dobrze. Alohomora. Proste zaklęcie. Nic trudnego. Musi się po prostu skoncentrować na alohomorze, a nie na tym, że po korytarzach może biegać pacjent, raniąc wszystkich jego rożdzką, śmiejąc się przy tym, jak żaba, a tak poza tym to Brenna dalej nie ma kości w palcach, a on chciał stąd wyjść przed lunchem.
– Alohomora!
Nic się nie stało.
Aż nagle usłyszał ciche chlup, a potem zbladł, bo zobaczył, że na ramię Brenny spadł... Palec. Cały zielony, zupełnie jakby miał należeć do jakiegoś żaboczłeka, zrośnięty z obu stron, a tak poza tym to nie wyglądał na prawdziwy, a jakby zrobiony z galaretki... Ale zdecydowanie był to zielony palec. Z galaretki.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
26.04.2024, 15:06  ✶  
Albo uznają, że miał akurat ciężki przypadek i nie wyszedł na lunch, pomyślała Brenna, i po części dlatego zabrała się do czarowania.
– Faktycznie, całkiem ładnie wyglądają. Może powinnam zapamiętać wzór, jak trzeba będzie zmieniać drzwi wejściowe do Warowni? – zastanowiła się, spoglądając na swoje „dzieło”. Otwarte, ciężkie drzwi, dużo taśmy policyjnej, zamknięte drzwi izolatki. Sytuacja nie poprawiła się, ale też nie pogorszyła, więc można było to uznać… no nie za sukces… ale na pewno nie za porażkę.
Kiedy Prewett zaproponował, że on spróbuje, rzeczywiście się ociągała. Spojrzała na niego, na swoją różdżkę i na popsutą dłoń. Było niewiele osób, którym pozwoliłaby ze swojej różdżki korzystać bez większego wahania – prawdopodobnie jakieś trzy – a poza tym trochę się martwiła, że Basilius będzie z tą różdżką… niekompatybilny. Pióra feniksa należały do tych wybrednych rdzeni, które nie chciały służyć każdemu, a nawet swoim „wybranym” czarodziejom lubiły płatać figle. Brenna doskonale dogadywała się zwykle ze swoją różdżką, ale zdarzało się, że ta uznawała, że jej właścicielka potrzebuje jednak czegoś innego niż próbuje wyczarować.
– Tylko… tylko ostrożnie – powiedziała, podając mu swoją różdżkę i cofając się o krok, tak na wszelki wypadek. Spięła się mimowolnie, czekając na to, co się stanie, ale może będzie dobrze, to przecież tylko alohomora, podstawowe zaklęcie, tylko lumos było łatwiejsze!!!
I…
Palec.
Brenna zamrugała, a potem sięgnęła po niego lewą ręką.
– Nie jest prawdziwy, ufff. Szkoda, że nie da się wyczarować rzeczy jadalnych, bo całkiem fajnie wygląda. Teraz mam ochotę na galaretkę, koniecznie agrestową... chociaż w sumie cytrynowa też mogłaby być – oświadczyła, obracając w dłoni ten zielony palec. Znaczy się namiastkę palca. – Myślałeś o palcach bez kości, co? Zastanawiam się, czy my coś źle robimy, czy moja różdżka uznała, że powinniśmy tu posiedzieć, tyle że jednak jak miałabym tu siedzieć, to wolałabym już z odrastającymi palcami… znaczy się z kośćmi. Z odrastającymi kośćmi – westchnęła, z odrobiną wyrzutu spoglądając na swoją różdżkę. – Może da się je wyważyć. Drzwi, znaczy się.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#17
26.04.2024, 17:40  ✶  
Nie chciał już tego komentować, ale ponownie zerknął na drzwi w drzwiach I westchnął cicho.
– Tak. Koniecznie. Szczególnie to drewno. Bardzo ładny odcień – powiedział, bo trzeba było przyznać Brennie, że co jak co, ale drzwi potrafiła wyczarować naprawdę ładne. Szkoda tylko, że nie mogli ich podziwiać z drugiej strony.
No cóż... Jakby na to nie patrzeć, to Basilius był ostrożny. W końcu palec nie zaatakować Brenny, nie wpadł jej do oka, ani nie zrobił niczego, co mogłoby im zaszkodzić. Po prostu tam był i drwił sobie z nich w galaretowatej ciszy.
– W kawiarni obok mają dobre galaretki. Polecam – odpowiedział, nie przyznając się, że w sumie to trochę o nich myślał, gdy przypomniał sobie, że miał iść gdzieś na lunch. – Myślałem o... – Wielu rzeczach. Wielu pesymistycznych rzeczach w tym twoich palcach i żabach. – O tym, że trzeba ci je naprawić. Przepraszam. Spróbuję jeszcze raz.
Zerknął na drzwi.
– Obawiam się, że nie mielibyśmy na tyle siły, a różdżką nie będziemy próbować. – Naprawdę lubił mieć głowę, podejrzewał, że Brenna podobnie, a wątpił, czy w tej sytuacji, którekolwiek z nich byłoby w stanie w elegancki sposób rzucić odpowiednie zaklęcie.
Przeniósł spojrzenie na różdżkę.
Grzeczna różdżka. Miła różdżka. Proszę pomóż mi otworzyć te drzwi, a oddam cię twojej pani, przywrócę jej kości i wszystko będzie dobrze.
– Alohomora.
Znowu nic. Już się szykował na kolejną porcje galaretek, gdy łóżko za nimi zaczęło dziwnie podskakiwać, jakby szykowało się do lotu.
Kurwa.
– Padnij! — krzyknął tylko, próbując popchnąć Brennę, o ile sama już nie rzuciła sie do uniku, tak, by razem uskoczyli przed lecącym prowizorycznym taranem łóżkowym, który obrał sobie za cel drzwi, nie zważając na to, czy po drodze przypadkiem nie nabije im siniaków.
Miał dziwne wrażenie, że różdżka Brenny za nim nie przepadała.

Rzut na af
Rzut T 1d100 - 2
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#18
26.04.2024, 18:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2024, 18:21 przez Brenna Longbottom.)  
- Świetnie, na pewno tam pójdę, świętować odzyskanie kości. Szkiele Wzro jest tak paskudne, że chętnie zjem potem coś dobrego. Oby mieli agrestową - ucieszyła się Brenna, po czym odrzuciła na bok zielony, galaretkowaty palec, który zresztą chwilę później znikł w niebycie. - Ale nie zrobią się od tej naprawy zielone, prawda? Ani takie galaretowate? To znaczy... teraz są takie jakby gumowe - spytała odrobinę podejrzliwie, bo wydało się jej niepokojące, że z myślenia o naprawianiu jej palców wyszedł zielony palec. Nie wiedziała w końcu, że tutaj w grę wchodziła żaba, co pewnie sprawiło, że pojawiła się ta cała gazetka w żabkim kolorze...

Myślenie o taranowaniu drzwi też nie było dobrą drogą. Było bardzo, bardzo złą drogą.
Na całe szczęście, Brenna była całkiem sprawna fizycznie. Bardziej od Prewetta, który był chory i spędzał dnie lecząc pacjentów albo grając w karty, bo ona spędzała je ganiając za złodziejami albo łażąc po drzewach. I musiała nauczyć się zauważać rzeczy takie jak mordercze meble, które chcą cię zamordować. Gdy więc on potknął się, heroicznie próbując wypchnąć ją spod toru lotu łóżka, złapała go po prostu lewą ręką i pociągnęła za sobą na podłogę. Upadek należał do tych z kategorii bolesnych, zwłaszcza że nie mogła zamortyzować go prawą dłonią i ta zabolała od uderzenia, ale był lepszy niż oberwaniem w głowę ciężkim meblem.
Łóżko przemknęło przez pokój, uderzyło w drzwi i policyjne taśmy i stanęło na sztorc, częściowo blokując i tak zamknięte wejście.
Usiadła, podpierając się łokciem. Zastanawiała się przez moment, jakie były szanse, że to łóżko by któreś z nich zabiło. Dokonała szybkich przeliczeń: ręce całe, jedna popsuta, ale stan się tu nie zmienił, nogi całe, żebra całe, glowa nie uszkodzona, a nie pracowała należycie już wcześniej, znaczy się, wszystko w porządku. Prewett też chyba żył i był co najwyżej trochę poobijany.
- Basilius? Oddaj mi moją różdżkę. Bardzo ładnie proszę. Teraz.
Ton miała bardzo, bardzo spokojny, łagodny niemal, ale była gotowa odebrać mu tę różdżkę choćby siłą, i tak, jedną ręką, bo zdecydowanie nie powinien nią czarować jeśli mieli wyjść stąd żywi.

Rzucam pod edycję, czy oberwę meblem
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#19
27.04.2024, 00:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.04.2024, 00:19 przez Basilius Prewett.)  
To całe gadanie o galaretkach i eliksirze Szkiele-Wzro sprawiło, że Basilius poważnie się zaczął zastanawiać ile zachodu wymagałoby od niego przekupienie pracowników kawiarni, by dodali Brennie do zamówienia porcje delikatnych środków nasennych od niego, tak by po powrocie do domu zasnęła i nie chodziła na żadne patrole. Pewnie dużo. Za dużo, nawet jeśli miał już w głowie kilka pomysłów, jak to zrobić. Poza tym byłoby to strasznie ryzykowne i pewnie jednak nie do końca moralne. Ale miło było czasem porozważać w głowie takie możliwości. Tak na uspokojenie.
A przecież nerwów obecnie miał naprawdę dużo.
– Nie – zapewnił ją. – Twoje palce będą normalne.
Prawdę mówiąc na razie tyle się działo, że nawet nie pomyślał o tym, że przypadek jej palców może też okazać się dziwny.
Na swoją obronę jako dziecko z oczywistych powodów nie grał w zbijaka tak często, by dobrze unikać lecących w jego stronę przedmiotów, a uzdrowicieli nie szkolono w unikaniu latających łóżek. A nawet gdyby szkolono to pewnie i tak nie mógłby brać w tym szkoleniu udziału.
Próbował uratować Brenne i to Brenna uratowała jego, bo całe szczęście, bo inaczej zamiast po prostu polecieć na podłogę, dostałby łóżkiem i pewnie nie tylko Brennie trzeba by było dzisiaj nastawić kości. Dalej jednak skończył dość nieprzyjemnie poobijany. Nieco oszołomiony powoli usiadł na podłodze, sprawdzając przy tym jakie szkody zostały wyrządzone. Wyglądało jednak na to, że jedynymi łóżkowymi obrażeniami będą siniaki. Na Matkę, jak to głupio zabrzmiało. Jak dobrze, że nie powiedział tego na głos i jak dobrze, że nie słyszała tego Millie Moody. Prewett był pewny, że uruchomiłby tym tekstem lawinę głupich żartów.
– Tak. Proszę. Możesz ją wziąć — wymamrotał oddając jej bardzo grzecznie różdżkę. Nawet gdyby Brenna nie chciała jej z powrotem to Basilius pewnie by jej ją siła wcisnął, nie chcąc nikogo przypadkiem zamordować. Chociaż musiał przyznać, że gdzieś tam po cichu, jego głowa podpowiadała mu, że to było w sumie fajne uczucie. Rzucać zaklęcia i nigdy do końca nie znać efektu. A gdyby tak na przykład zorganizować coś podobnego w kasynie i... Nie. Odsunął od siebie te myśl. Ale już wiedział, że zdecydowanie pójdzie grać w karty po tym wszystkim. – Przepraszam. Nic ci nie jest? Myślę... Nie chcesz może... Po prostu porozmawiać i poczekać, aż nas uratują? – Był poobijany, zdenerwowany, wkurzony na jej różdżkę, a teraz jeszcze chciał iść do kasyna. Nie mówił, że się poddawał, ale chyba potrzebował chwili przerwy.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#20
28.04.2024, 18:41  ✶  
Gdyby Basilius się na to posunięcie zdecydował, to Brenna pewnie dorobiłaby się rok wcześniej pewnej paranoi, która w przyszłości kazała jej prosić przy wizytach u ludzi jedynie o wodę i nawet odmawiać ciasteczek, jeśli nie znała dobrze ofiarodawcy. Na szczęście uznał, że niewarto, a poza tym... no, tkwili zamknięciu w izolatce numer 1305.
A konkretnie tkwili na podłodze izolatki.
Brenna przejęła różdżkę, bardzo ostrożnie, jakby obawiała się, że ta wybuchnie, ledwo weźmie ją do ręki. Nic takiego się nie stało. Błysnęło za to kilka złocistych iskier i Brenna przez chwilę zastanawiała się, czy różdżka demonstrowała zadowolenie z powrotu do prawowitej właścicielki czy z figla, jaki im spłatała.
A może to był przypadek.
To na pewno był przypadek.
Tak samo jak to, że dziś był cholerny piątek trzynastego.
- Jestem cała. Znaczy się prawie jestem cała, bo bardzo tęsknię do tych kilku straconych kości, ale tak poza tym to wszystko w porządku i nic sobie więcej nie połamałam - zapewniła Brenna, powoli gramoląc się z podłogi. - Spróbuję ostatni raz. Jeśli nie wyjdzie, czekamy aż nas uratują. Jak nie zaczną szukać ciebie, to mój brat może jutro się zorientuje, że nikt nie zapakował mu lunchu, więc może nie umrzemy z głodu i rozpaczy do tego momentu... - powiedziała i machnęła różdżką po raz kolejny.
Zabłysło.
Tuż za łóżkiem wyrosła betonowa ściana, z wielkim, czerwonym napisem 13 05, który wyglądał całkiem złowieszczo - zupełnie jakby wykonano go krwią, choć w istocie był to tylko rezultat czarów, imitujący taki efekt. Brenna patrzyła na to przez chwilę z niedowierzaniem, a potem opadła z powrotem na podłogę. Minę miała... zrezygnowaną.
- To ja już nie czaruję, bo nawet jeśli ktoś będzie chciał nas uwolnić, to jak zobaczy policyjną taśmę, drugie drzwi, barykadę z łóżka i mur, a zaraz to pewnie jeszcze kilka kłódek i podniesiony most zwodzony, uzna, że bardzo nie chcemy stąd wychodzić... ehem… trzynaście i pięć, tak, chyba pomyślałam, że może piątek trzynastego jest pechowy - stwierdziła, chowając różdżkę do kieszeni. Tak. Stąd ten napis. A że to był numer tego pomieszczenia to TEŻ przypadek. - Masz może przy sobie karty? - spytała, bo jeśli ktoś takie przy sobie nosił do pracy, to powinien być Prewett. A wszystko wskazywało na to, że posiedzą tutaj trochę czasu I przynajmniej za dość stanie się życzeniom Basiliusa: Brenna nie pójdzie na żaden patrol, żadną obławę i w ogóle będzie grzecznie siedziała w szpitalu.
Zamknięta w salce, której numer tak pięknie współgrał z klątwą piątków trzynastego...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (6155), Brenna Longbottom (6721)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa